SEZON 2017/2018

2017, październik

OTELLO

Feridun Zaimoglu i Gunter Senkel na podst. Williama Szekspira

reż. Grażyna Kania

premiera 6 października 2017

Otello na deskach TCN jest spektaklem momentami nieprawdopodobnie wulgarnym, momentami - dojmująco pięknym, a w całości –  jednym z najlepszych, jakie można teraz oglądać na stołecznych deskach.  Aktorzy grają świetnie, wszyscy. To, że z poświęceniem i technicznie znakomicie – zabrzmi jak banał, ale wsłuchajcie się w jedenastozgłoskowiec, którym się posługują, przecież tam wcale nie słychać wiersza. A jednak – jest poezją! Wciągnięty w ten brudny ale i liryczny szekspirowski świat słuchałem i patrzyłem na scenę z niedowierzaniem i z zachwytem, przez dwie i pół godziny, które mijają niepostrzeżenie, bo nie ma tam ani jednego zbędnego słowa, pauzy czy – gestu.

O czym jest ten Otello? No właśnie chyba najbardziej o słowach, które zabijają, z czego dziś dojmująco zdajemy sobie sprawę, ale jak to u Szekspira – jest tam także i zawiść, i zazdrość, i krew, i okrucieństwo i bezbrzeżna, ogromna samotność, z najsmutniejszą sceną świata, wciskającą w fotel -  pożegnalną rozmową Jaga z Emilią. 

Gratuluję świetnego spektaklu Grażynie Kani, aktorom i twórcom oraz Jego Magnificencji – opiekunowi IV roku Wydziału Aktorskiego AT, zauważając jednocześnie, że poprzeczka przed kolejnymi dyplomami została niniejszym ustawiona niesłychanie wysoko. 

 

TR Warszawa

MOJA WALKA

Karl Ove Knausgard; opr. i adaptacja Tomasz Śpiewak

reż. Michał Borczuch

premiera 6 października 2017

Po obejrzeniu spektaklu zdania nie zmieniłem. Ta książka to jest hucpa, bełkot. Co prawda byłem w stanie dojść jedynie do połowy drugiego tomu, bo troszkę mi szkoda życia na opisy wybierania środków czyszczących, ale im dalej w ten las – tym jest on ciemniejszy, nie moja bajka.

Mimo mizerii materiału literackiego przedstawienie Michała Borczucha wciąga i jest momentami bardzo zabawne. Fantastyczna scena seksu Justyny Wasilewskiej i Jana Dravnela, rozmowa o ipsacji wewnątrz (nomen omen) ptaka z Pawłem Smagałą, czy też rozmowa rzeczonego z Sebastianem Pawlakiem – są bardzo dowcipne, szacunek dla twórców, że w tej okropnie nudnej książce znaleźli tak dobre momenty. Ale kilka scen, szczególnie w akcie drugim, można było skrócić bądź nawet usunąć, np. wątek Breivika nie wydał mi się w tej narracji potrzebny, poza tym moja XIX-wieczna mentalność sprzeciwia się używaniu aż tak rozbudowanych projekcji filmowych, bez względu na sensowność ich wykorzystania tudzież artyzm. 

Całość jest chyba najbardziej o niemożności napisania książki o swoim życiu, a zatem i o niemożności wystawienia spektaklu o książce próbującej obiektywnie opisać świat. 

I dowodem tej niemożności – były przepiękne – nie do powtórzenia właściwie – momenty, z zagubionym motylem latającym po widowni i z dziewczynką (córką P. Smagały?), która i skradła aktorom scenę i chyba nieco zmieniła sens zakończenia.

Przy tym jednak się nie upieram, może właśnie tak miało być.

 

Teatr Ateneum

SPOWIEDŹ MOTYLA

na podstawie pamiętnika Janusza Korczaka oraz tekstów Julii Kijowskiej i Wojciecha Farugi

reż. J. Kijowska/W. Faruga

premiera 5 października 2017

To było najdłuższych 100 minut mojego życia - wszystko przez aktorstwo dziewczynek biorących udział w tym spektaklu i fatalną akustykę, przez którą i tak hermetyczny tekst był jeszcze mniej zrozumiały. Fajna scenografia i jak zawsze dobra muzyka Radka Łukasiewicza nie były w stanie obronić tego przedstawienia. 

 

Teatr Powszechny w Warszawie

MEFISTO

na podstawie Mefista K. Manna, filmu I. Szabo i przedstawienia Teatru Powszechnego z 1983r.  – dramaturgia – Joanna Wichowska

reż. Agnieszka Błońska

premiera 30 września 2017

Momentami poruszający, fantastycznie zagrany i – niestety – dość hermetyczny spektakl.

Wyszedłem zły, bo interesuję się teatrem, Klątwę widziałem, Mefista właśnie przeczytałem, film pamiętam, sytuacją w Teatrze Polskim we Wrocławiu się martwię (w Starym – też), a jednak – niestety nie wszystko na deskach Powszechnego było dla mnie zrozumiałe. Na widowni pojawiały się histeryczne niemal salwy śmiechu, ja nie wiedziałem, z czego widzowie się śmiali, a przecież też chciałbym się dobrze pośmiać, a akurat na scenie było dojmująco i duszoszczypatiel’no, poczułem się więc wyrzucony poza nawias, zaś takie odrzucenie rozeźla.  Wybitnie branżowe odniesienia można było sobie darować, kto nie widział Klątwy – nie zrozumie. Tak, wiem, że to były komentarze (i mocne, i dojmujące) nie do samego spektaklu, a do jego niezdrowej zaiste percepcji, ale tym bardziej brnięcie w Frljcia niestety się nie tłumaczyło. Podobnie jak płomienny monolog Grzegorza Artmana, nawiązujący do rozmowy znanej reżyserki z pewnym prezesem. Jak ktoś nie wie – będzie skonsternowany. Natomiast dyskusja o istocie faszyzmu  – trafiona w punkt, cytaty ze spotkania ludzi teatru z PAD, hymn w wykonaniu wiadomo-kogo, zakończenie -> wbijają w fotel. Powracający kankan również. 

Była szansa, żeby powiedzieć coś naprawdę ważnego nie tylko o stanie duszy i umysłu teatru, artystów i widzów, ale też mówiąc szerzej – o miejscu i czasie, w którym wszyscy żyjemy. Niestety – niewykorzystana, pomyślałem w którymś momencie, że Mefisto powstał, żeby zakleić poharatane dusze aktorów Klątwy. Nie mam pewności, czy to zadziałało.

 

Teatr Collegium Nobilium

MĘDROLE

wg. Józefa Tischnera Filozofii życia po góralsku

reż. Małgorzata Flegel

premiera 23 września 2017

Nie chciałbym, żeby zabrzmiało protekcjonalnie, ale młodzież zdolna, a spektakl – sympatyczny. Oczywiście - jak ktoś nie lubi poczucia humoru ks. Tischnera albo góralskiej gwary, niech się lepiej od Mędroli trzyma z daleka, ale każdy przyzna, że studenci prof. Flegel wykonali gigantyczną pracę przy opanowaniu (i wygłoszeniu) tekstu w bardzo trudnej gwarze, ufam więc, że egzamin z techniki mowy zdany koncertowo, a całość zaśpiewana i zatańczona z wdziękiem, jak na studentów wydziału Aktorstwa Teatru Muzycznego przystało. Generalnie - dziewczyny czuły się na scenie swobodniej niż chłopcy, a spośród dziesięciorga aktorów zwróciłem szczególną uwagę na dwoje, ich scenki solowe były zachwycające, warto nazwiska Magdy Howorskiej i Błażeja Stencla zapamiętać.

Do tego miodu też łyżka dziegciu – otóż sala im. J. Kreczmara w budynku AT niespecjalnie nadaje się na taki spektakl. Jest tam niedobra akustyka, słowa aktorów odbijają się od pustych ścian i trzeba się bardzo skupiać, żeby zrozumieć i tak podawany gwarą tekst. 

Niestety – jeszcze gorzej było przy śpiewie. Prosimy TCN o interwencję przed kolejnymi przedstawieniami. Ale niech ten ujemny minus nie przesłoni faktu, że Mędrole zobaczyć warto. 

 

Teatr Dramatyczny

POCIĄGI POD SPECJALNYM NADZOREM

Bohumil Hrabal

reż. Jakub Krofta

premiera 22 września 2017

Jedyna scena spektaklu, która pozostała mi w pamięci i była jakoś po hrabalowsku zabawna, to rozmowa Miłosza (Otar Saralidze) z Zawiadowczynią (Małgorzata Niemirska). Miłosz w mężczyznę się nie przemienił jako dzieciak wrócił do pracy na stacji po próbie samobójczej i również dziecinne motywacje popchnęły go do wysadzenia pociągu. Żarty z kłopotów z erekcją tudzież porównania do lilii, bardzo hrabalowskie przecież, bawiły tylko za pierwszym razem.  Szkoda talentu Otara, rola Miłosza niedopracowana, trochę przeszarżował Henryk Niebudek jako Zawiadowca, za mało z kolei wyrafinowany był Całusek (Robert Majewski), legendarną scenę z pieczątkami można było bardziej ograć i to przecież ona powinna zostać w pamięci. 

Dobre natomiast role pań - Martyny Kowalik (Telegrafistka), świetna Agata Wątróbska jako Wiktoria. Dopracowana scenografia, fajna muzyka na żywo, ale to wszystko za mało, za mało, za mało.

 

Teatr Narodowy w Warszawie

TWÓRCY OBRAZÓW

Per Olov Enquist

reż. Artur Urbański

Premiera 17 września 2017

Mamy oto atelier, w którym powstaje film na podstawie powieści Selmy Lagerlof (wspaniała Anna Seniuk). Przed obejrzeniem fragmentów filmu uznana pisarka i noblistka poznaje młodą, bezczelną, nieco wulgarną aktorkę Torę Teje (świetny debiut Marty Wągrockiej w TN), z którą wdaje się w niewinną na początku rozmowę. Do czego to spotkanie dwóch kobiet doprowadzi?

Może nie będę pisał, o czym jest to przedstawienie, bo dla każdego ono będzie trochę o czym innym. Najbardziej jednak chyba o tym, że dzieciństwo zostaje z nami na całe życie i że wspominamy je takim, jakim być powinno, a nie – takim jak było. Ale też o tym, że mamy prawo nie wybaczać. I o rażącej niesprawiedliwości, jaka dotknęła małego Judasza. 

Poruszający, mądry i świetnie zagrany spektakl, siedziałem wpatrzony i wsłuchany w Annę Seniuk, która w Twórcach Obrazów zagrała rolę po prostu - wielką.

Znakomity początek sezonu w Narodowym i bardzo wysoko postawiona poprzeczka przed kolejnymi premierami. 

 

Teatr Soho

ANONIM

Alicja Kobielarz

reż. Karolina Kowalczyk

premiera 16 września 2017

Ich troje. Ona – rysowniczka komiksów, On – jej ojciec, profesor fizyki oraz – Anonim. Kim on jest? Czy w ogóle jest? Dlaczego odszedł? Jak na jego odejście zareaguje ojciec, a jak córka?

Wykorzystanie estetyki rysunkowej wyglądało na scenie ciekawie, ale - komiksu było jednak za dużo, podczas gdy chemii między bohaterami „z krwi i kości” - ździebko za mało. Może też dlatego, że profesorowie fizyki są jednak nieco inni niż ten, którego poznajemy na scenie, a wiem, co piszę, gdyż Teść mój był profesorem fizyki. Owszem, opowieść jest z granicy jawy i snu, a nie z rzeczywistości, w której można nas uszczypnąć, ale… chłód między nimi Profesorem a Córką i przywiązanie, jakie miał do Anonima, istotnie mogły wskazywać na to, że panowie mają romans. A może faktycznie tak było? 

Rzecz oczywiście wcale nie o tym, a o stracie i jej przeżywaniu,  jednak coś w tej narracji nie chwyciło.

 

Och-Teatr

POMOC DOMOWA

Marc Camoletti

reżyseria Krystyna Janda

premiera 9 września 2017

To nie do końca moje klimaty, grube kreski, którymi się i tę i każdą inną farsę rysuje, ździebko mię mięszały, ale kilka razy aktorzy rozbawili niemal do łez, szczególnie w akcie drugim. Uprzedzam jednak, że zakończenie jest dość przewidywalne i naiwniutkie. Rzecz traktuje o nadużywającej alkoholu sprytnej pomocy domowej i jej chlebodawcach, którzy spotykają się ze swoimi kochankami podczas (jak sądzą) nieobecności drugiego – mówiąc w pewnym skrócie, a o to, żeby nie doszło do kompletnej katastrofy dba tytułowa gosposia. Tłumaczenie Bartosza Wierzbięty jest całkiem pieprzne i zabawne, niepotrzebnie tylko moim zdaniem całość została przeniesiona w polskie realia.  Nie mam też pewności czy znakomita skądinąd Katarzyna Gniewkowska nie przeszarżowała w swojej tygrysicowatości. Mimo tych małych tęsknot warto Pomoc Domową zobaczyć choćby dla grającej główną rolę aktorki, bo właściwie każda scena z jej udziałem wywoływała na widowni salwy śmiechu. 

Prośba więc do dyrektor artystycznej i reżyserki Krystyny Jandy, żeby nie zapominała, że ma w zespole aktorkę obdarzoną vis comica, jakiej może pozazdrościć każda komediowa scena miasta i świata, mianowicie – Krystynę Jandę.

 

Stowarzyszenie Sztuka Nowa

TURYŚCI

Patrycja Dołowy

reż. Dawid Żakowski

premiera 2 września 2017

Od razu mówię, że na pytanie, kim są dzisiejsi tytułowi turyści jednoznacznej spektakl oczywiście nie daje. Bo tu chodzi bardziej o podróż w głąb siebie, pod warunkiem jednak, że widz będzie wystarczająco otwarty na taką peregrynację, i – co tu dużo mówić – przynajmniej z grubsza wyedukowany.

Ciekaw jestem, jaki będzie odbiór tego performansu wśród młodzieży – bo plan gry zakłada pokazywanie Turystów młodszej widowni. Bo choć mniej więcej Elektrę pamiętam i choć starałem się dość uważnie tekstu Sartre’a słuchać, to nie wszystkie asocjacje były dla mnie zupełnie jasne. Ale – ponieważ to poniekąd teatr 2.0, więc nie jestem za bardzo docelowym odbiorcą tej sztuki. Nie wiem, czy do końca potrzebne było nawiązanie do Sarah Kane, ta estetyka jednak jest dość mocno anachroniczna. Choć – może znów przychodzi na nią czas? 

Bardzo dobry Maciej Tomaszewski, ciekawa gra świateł, jednak pokręcony nieco tekst, a i ja – także jako turysta,

patrzę na zwiedzany świat zupełnie inaczej niż bohaterowie, czy ci na scenie, czy - Orestes z Elektrą. 

Kwestia wieku.

Nowy Teatr

Biblia, Rdz 1-11

reż. Michał Zadara

premiera 1 września 2017

Na stworzeniu świata trochę się wierciłem, ale zabójstwa Abla, potop i jego konsekwencje czy wieża Babel były tak pokazane, że patrzyłem (z przeproszeniem) rozdziawiony zupełnie jak mój pięcioletni sąsiad. No cóż, polski Kościół jest zaczytany w katechizmie, nie w Biblii, nic więc dziwnego, że dla części z nas jest niespodzianką, że wiele kodów którymi się na co dzień posługujemy, pochodzi właśnie z Niej. I że olśniewającym przypomnieniem było choćby to, że że męki porodowe są karą za zjedzenie owocu zakazanego. Mimo, że to była węża wina.

Bogiem u Michała Zadary jest roszczeniowa, nieco rozwrzeszczana nastolatka (bardzo dobra Julia Leszkiewicz), w roli Adama – zdecydowanie za rzadko goszczący na scenie Robert Koszucki, Paulina Holtz jako Ewa, plus Barbara Wysocka i świetne dzieciaki, role „dorosłe” zagrane doprawdy z poświęceniem, dziecięce – z wdziękiem. Do zabawy wciągnięta jest także publiczność. I chociaż niespecjalnie lubię jak się mnie wyciąga z fotela (w tym wypadku z ławki), to tutaj z niemal dziecięcą radością i malowałem ze wszystkim i dałem się nawet obrysowywać. Efektem naszej pracy była rajska przestrzeń, bajecznie kolorowa, tak, jakby stworzył ją scenograf, a nie przypadkowa przecież publiczność.

Bez względu na wyznanie czy też jego brak – idźcie z dzieciakami do teatru. Biblia w Nowym Teatrze naprawdę nie jest katechezą, ale i piękną i dowcipną i mądrą opowieścią o najważniejszej książce świata, przy okazji – także fenomenalną zabawą teatrem, jego możliwościami i umownością.

 

Pożar w burdelu

TRAUMA TRAVEL

Maciej Łubieński, Michał Walczak

reż. Michał Walczak

premiera 28 lipca 2017

Ponieważ wakacje, to i w Burdelu o Polaków podróżowaniu i wypoczynku, naturalnie nie bez rozmaitych odniesień. Paula i Zdzisław – warszawskie (warszawscy?) lemingi - płyną w rejs po Wiśle, a tu niespodzianka – na statku trwa telewizyjne show, w którym – chcąc nie chcąc – biorą udział. Prowadząca to show (Katarzyna Kwiatkowska) do złudzenia przypomina mi pewną postać rzeczywistą, także dziennikarkę… Ale to może jakieś niezdrowe podświadome asocjacje. Towarzyszą naszej parze na wczasach różne ciekawe postacie, które przejdą zdumiewające metamorfozy, ważną rolę odegra też wspólne oglądanie telewizji, relacjonującej… Wszystkiego napisać nie można, żeby nie zepsuć zabawy.

Zagrane i zaśpiewane świetnie, jak to w Burdelu, Tomasz Drabek w fantastycznej formie, Katarzyna Kwiatkowska cudownie zabawna, może tylko szkoda, że tak mało do grania mieli Karolina Bacia i Filip Kosior.

Uwagi dwie. Jedną taka do świata – mianowicie niespecjalnie dało się wytrzymać ponad dwie godziny w nieklimatyzowanym wnętrzu Teatru Warsawy, podczas premiery lało jak z cebra, więc pewnie i okien się nie dało otworzyć, więc – choć z jednej strony zachwycałem się spektaklem, z drugiej jednak – trochę też wierciłem i wachlowałem programem.  

A konstatacja druga – po jednym ze skeczy na widowni zapadła – no cóż – kłopotliwa cisza, jakby konsternacja. Nie wiem, czy autorzy nie poszli o (nomen omen) – jeden most za daleko. Ściśle mówiąc – o jedną tamę. 

 

Komuna Warszawa

CEZARY IDZIE NA WOJNĘ

Cezary Tomaszewski

reż. Cezary Tomaszewski

premiera 8 lipca 2017

Wyszedłem z Komuny Warszawa nieco zdezorientowany, gdyż z tak ekscentryczną formą popularyzacji pieśni Moniuszki jeszcze się nie spotkałem. Mam w ogóle wrażenie, że nie do końca nie zrozumiałem, co Artysta miał na myśli (Tomaszewski, nie Moniuszko), niemniej ów spektakl, performans czy jakkolwiek nazwać tę opowieść – dosyć mi się podobał, gdyż było to dziwne, a ja lubię dziwny teatr. 

Idzie mniej więcej o to, że bohater sztuki - Cezary Tomaszewski - dostał wiele lat temu na komisji wojskowej kategorię E, czyli uznano go za niezdolnego do służby wojskowej, a on po latach chce się z różnych powodów od tej niesprawiedliwej decyzji odwołać. Michał Dembiński – jeden z aktorów i także świetny bas – czytał wykaz chorób, które kwalifikowały poborowych do poszczególnych kategorii zdrowia i lista owych chorób wzbudzała w publiczności lawiny śmiechu, czego również nie zrozumiałem, może dlatego, że większość widowni nie pamiętała wojskowych komisji lekarskich z tamtych czasów, a ja owszem, i może dlatego nie uznawałem tego za śmieszne, gdyż śmieszne to nie było. 

Więcej niuansów, nadpisań, metafor i asocjacji nie odnalazłem, ale to na pewno dlatego, że późno przyszedłem i miałem miejsce za pianinem. 

2017, wrzesień

KINKY BOOTS

libretto: H.Fierstein; muzyka: C.Lauper

na podst. scenariusza G.Deana i T.Firtha do filmu Kinky Boots

reż. Ewelina Pietrowiak

premiera 7 lipca 2017

Sensem tego spektaklu jest Krzysztof Szczepaniak (Lola/Simon). Pierwszych 20 minut, do momentu pojawienia się Loli – ździebko nuży, widownia nieco się wierciła i oczekiwała jakiegoś trzęsienia ziemi. No i nadeszło, faktycznie Lola ze swoimi aniołkami wzbudzała furorę za każdym razem, gdy pojawiali (pojawiały?) się na scenie, Największe brawa zebrał jednak Łukasz Wójcik (Don, jakieś 200 cm wzrostu), który w finale z wdziękiem tańczył w piekielnie wysokich szpilkach, szacunek.

Jak na musical było zdecydowanie za mało było kolorów, glamour, cekinów, złota i „tego wszystkiego”. Każdy z lolinych aniołków dysponował jednym tylko kostiumem, szanująca się drag-queen nigdy by sobie na to nie pozwoliła.  Poza tym można było odnieść wrażenie, że nie wszyscy aktorzy czuli się na scenie dobrze, nie wszyscy bezwarunkowo polubili swoje postacie. W libretcie łopatologicznie podane przesłania równościowe wyprowadzały nieco z równowagi, muzyka Cindy Lapuer i liryczna, i przebojowa, jak to u Cindy, niestety polskie tłumaczenie było niedopracowane, nie zawsze dobrze się tego słuchało. 

Parter i oba balkony były pełne, owacje na stojąco itepe itede, ale coś mi tu (nomen omen) po prostu nie zagrało. Ale mimo wszystko – dla Krzysztofa Szczepaniaka i dla Cindy Lauper – warto.