Teatr Collegium Nobilium

2017, grudzień

MARAT/SADE

Peter Weiss

opr. i reż. Wawrzyniec Kostrzewski

premiera 8 grudnia 2017

Zlękniony wybierałem się na Miodową, mając w pamięci Marata z Narodowego sprzed kilku lat i moją nim udrękę. Obejrzałem i zaświadczam – proszę się nie lękać, gdyż reżyser ze studentami IV roku Wydziału Aktorstwa stworzyli przedstawienie po prostu olśniewające.

Marata można „zrobić” i o współczesności i o historii i o rewolucji i o wariatach. Oraz – o tym wszystkim na raz. W Collegium Nobilium chyba najgłośniej pada pytanie – jak daleko można pójść w obronie różnych wartości, oraz – co to znaczy – za daleko, oczywiście mówiąc w pewnym uproszczeniu. Całe szczęście bez bezpośrednich odniesień do tu i teraz (a można byłoby), no może z wyjątkiem sceny w Zgromadzeniu Narodowym, cudownej, zupełnie jakbyśmy oglądali audycję publicystyczną w jednej czy drugiej telewizji. 

Fantastyczna rola Agaty Różyckiej (Wywoływacz), świetny Maciej Babicz (Sade), w ogóle cała jedenastka gra koncertowo, z utęsknieniem wyglądam kolejnego dyplomu.

 

2017, listopad

TRZY SIOSTRY

Antoni Czechow

reż. Grzegorz Chrapkiewicz

premiera kwiecień 2017

Agata Różycka, Dominika Kryszczyńska i Eliza Rycembel (Olga, Masza i Irina) są - mówiąc najkrócej - olśniewające. Hanna Skarga (Natalia), także obdarzona magnetyczną wręcz charyzmą, gra piękną choć okrutną i bezduszną szwagierkę sióstr. Bank talentów rozbija jednak rolą doktora świetny Mateusz Kmiecik, chyba najmniej zdolny do życia w tym - czechowowskim i tak bardzo oddalonym od Moskwy - świecie. Ale doktor jest już stary i on jako jedyny bywalec dworu Prozorowów nie ma już absolutnie żadnych złudzeń.  

I dla ról bardzo utalentowanych młodych aktorów zdecydowanie warto Trzy siostry zobaczyć, zresztą rozniosło się po mieście, że spektakl dobry, więc w TCN komplety, a i młodzież licealna – jak wiadomo – widz trudny – grzecznie oglądała i w komórki nie patrzała.  Mam tylko jedno spostrzeżenie - ździebko dusiłem się na tej małej scenie, małej widowni i w tym małym świecie, owszem, o to poniekąd u Czechowa chodzi, ale wyszedłem z Trzech sióstr ściśnięty (w sensie emocjonalnym) i było mi niekomfortowo. 

A wolałbym być poruszony, najlepiej dojmująco. No ale nie byłem.  

 

2017, październik

OTELLO

Feridun Zaimoglu i Gunter Senkel na podst. Williama Szekspira

reż. Grażyna Kania

premiera 6 października 2017

Otello na deskach TCN jest spektaklem momentami nieprawdopodobnie wulgarnym, momentami - dojmująco pięknym, a w całości –  jednym z najlepszych, jakie można teraz oglądać na stołecznych deskach.  Aktorzy grają świetnie, wszyscy. To, że z poświęceniem i technicznie znakomicie – zabrzmi jak banał, ale wsłuchajcie się w jedenastozgłoskowiec, którym się posługują, przecież tam wcale nie słychać wiersza. A jednak – jest poezją! Wciągnięty w ten brudny ale i liryczny szekspirowski świat słuchałem i patrzyłem na scenę z niedowierzaniem i z zachwytem, przez dwie i pół godziny, które mijają niepostrzeżenie, bo nie ma tam ani jednego zbędnego słowa, pauzy czy – gestu.

O czym jest ten Otello? No właśnie chyba najbardziej o słowach, które zabijają, z czego dziś dojmująco zdajemy sobie sprawę, ale jak to u Szekspira – jest tam także i zawiść, i zazdrość, i krew, i okrucieństwo i bezbrzeżna, ogromna samotność, z najsmutniejszą sceną świata, wciskającą w fotel -  pożegnalną rozmową Jaga z Emilią. 

Gratuluję świetnego spektaklu Grażynie Kani, aktorom i twórcom oraz Jego Magnificencji – opiekunowi IV roku Wydziału Aktorskiego AT, zauważając jednocześnie, że poprzeczka przed kolejnymi dyplomami została niniejszym ustawiona niesłychanie wysoko. 

 

2017, wrzesień

MĘDROLE

wg. Józefa Tischnera Filozofii życia po góralsku

reż. Małgorzata Flegel

premiera 23 września 2017

Nie chciałbym, żeby zabrzmiało protekcjonalnie, ale młodzież zdolna, a spektakl – sympatyczny. Oczywiście - jak ktoś nie lubi poczucia humoru ks. Tischnera albo góralskiej gwary, niech się lepiej od Mędroli trzyma z daleka, ale każdy przyzna, że studenci prof. Flegel wykonali gigantyczną pracę przy opanowaniu (i wygłoszeniu) tekstu w bardzo trudnej gwarze, ufam więc, że egzamin z techniki mowy zdany koncertowo, a całość zaśpiewana i zatańczona z wdziękiem, jak na studentów wydziału Aktorstwa Teatru Muzycznego przystało. Generalnie - dziewczyny czuły się na scenie swobodniej niż chłopcy, a spośród dziesięciorga aktorów zwróciłem szczególną uwagę na dwoje, ich scenki solowe były zachwycające, warto nazwiska Magdy Howorskiej i Błażeja Stencla zapamiętać.

Do tego miodu też łyżka dziegciu – otóż sala im. J. Kreczmara w budynku AT niespecjalnie nadaje się na taki spektakl. Jest tam niedobra akustyka, słowa aktorów odbijają się od pustych ścian i trzeba się bardzo skupiać, żeby zrozumieć i tak podawany gwarą tekst. 

Niestety – jeszcze gorzej było przy śpiewie. Prosimy TCN o interwencję przed kolejnymi przedstawieniami. Ale niech ten ujemny minus nie przesłoni faktu, że Mędrole zobaczyć warto. 

 

2017, marzec

PELIKAN. ZABAWA Z OGNIEM

August Strindberg

reż. Jan Englert

premiera 27 lutego 2017

Jeśli macie jakieś kłopoty w rodzinie, czy też nie czujecie się szczęśliwi bądź spełnieni, te jednoaktówki są właśnie dla Was. Będą jak miód, jak plaster, jak antidotum. Żartuję trochę… Przypomniało mi się przy okazji, że za dawnych lat, jak już było naprawdę źle i nawet ocet kończył się w sklepach, Teatr Telewizji zawsze dawał Strindberga. Albo Ibsena. Żeby widz wiedział, że może być jeszcze gorzej.

Właściwie ten spektakl mógłby być pokazany w dowolnym teatrze i nie byłoby wstydu. Gdyby ktoś nie wiedział, że to dyplom, nie zgadłby. Młodzi aktorzy grają świetnie, profesor Jan Englert – jak sądzę – bardzo pilnował, żeby nie przeszarżowali, a stwarza Strindberg tu kilka możliwości, szczególnie trudne zadanie miał grający Fryderyka Kamil Studnicki, zagrał rewelacyjnie, gdzieś już przy granicy szaleństwa i niemożności, ale bez jej przekraczania. Gerda Marii Sobocińskiej i śliczna, i utalentowana. Mateusz Kmiecik sprawdził się także jako szwarc-charakter, w drugiej części trudna rola Huberta Paszkiewicza, fajne epizody Filipa Krupy i Joanny Białas, i znów bardzo dobry Bartosz Mikulak. I pewnie będzie niedługo o nich wszystkich głośno, trzymajmy kciuki, bo są bardzo utalentowani. I do tego w tym wypadku - poprowadzeni przez świetnego reżysera.

Dobrze, że zdecydowanie lżejsza Zabawa z ogniem jest grana jako druga. Bo gdyby spektakl skończył się mocno dołującym Pelikanem, rozedrgani widzowie żeby dojść do siebie, musieliby w domowych pieleszach sięgnąć po znaczne dawki alkoholu. A przecież jest post.

 

2017, luty

ICOIDI

na podstawie filmów Larsa von Triera

reż. Maja Kleczewska

premiera 4 lutego 2017

Dobrze, że Maja Kleczewska zrealizowała ten spektakl ze studentami AT, mieli okazję zagrać u głośnej i wziętej reżyserki. Źle, że przedstawienie niestety niezbyt udane. No ale w sumie dyplomy nie robi się po to, żeby się nimi zachwycała krytyka (choć byłoby też miło), a po to, żeby miastu i światu pokazać talenty, żeby młodzi aktorzy poznali rozmaite estetyki i żeby potem odnaleźli się bez problemu w Kwadracie i w Nowym. 

Przechodząc wraz z publicznością na widownię (bo rzecz zaczyna się dziać już przy kasie), tytułowi idioci próbują sprzedawać publiczności rozmaite gówienka, wchodzą między rzędy i namawiają widzów do zakupu, co już widziałem u Rubina w Powszechnym w Każdy dostaje w to, co wierzy. Nie znoszę takiego „angażującego” teatru, może młodsi widzowie byli zachwyceni, ale jak patrzyłem na widownię (bo byliśmy kamerowani i pokazani na ekranie), to raczej nie. Ponadto aktorzy na początku strasznie krzyczą, czego również nie lubię, gdyż krzyk jest objawem bezradności, a ja bym wolał, żeby aktorzy na scenie nie byli bezradni.

Druga część zdecydowanie lepsza, dziewczyny świetne, szczególnie Erika Karkuszewska, która ma za sobą dużą rolę w Bollywoodzie. Warto także zwrócić uwagę na Martę Wągrocką, jej Karen jest faktycznie jakby żywcem wyjęta z von Triera.

W opisie spektaklu czytamy, że „jest dla widzów dorosłych”. Bez przesady, aktorzy i aktorki bielizny nie zdejmują. Mikroportów jednak też nie, wyglądają więc jakby cierpieli na jakąś dolegliwość ortopedyczną. Może to i w sumie lepiej, bo zupełnie nagi aktor z przypiętym mikrofonem wygląda jeszcze głupiej.

 

2016, październik

OSAMA BOHATER

Dennis Kelly

reż. Jacek Poniedziałek

premiera 5 października 2016

Tekst Dennisa Kelly’ego niestety się zestarzał. Został napisany co prawda zaledwie 11 lat temu, ale diagnozy, język i w ogóle przekaz całości, dziś jest - najkrócej mówiąc - ździebko naiwny. Gary pisze kontrowersyjne wypracowania broniące bin Ladena, tak przynajmniej są odczytywane przez ograniczonych rówieśników, wygłasza też kontrowersyjne i niepopularne sądy, otoczenie więc uważa go za broniącego terrorystów głupka, – i w konsekwencji – sam zostaje obwiniony o niepopełnione występki. Wszystko kończy się źle. Przekleństwa mieszają się z bluźnierstwami (soczyście przetłumaczonymi przez reżysera), a na zakończenie nieco egzaltowana diagnoza stanu rzeczy. 

To dyplom, więc spektakl, który ma pokazać możliwości młodych aktorów. Owszem – pięcioro studentów robi, co może, żeby ten tekst sensownie zagrać, ale – po pierwsze - taka dosłowna brutalność na scenie już chyba nie robi wrażenia, czas Sarah Kane minął, jakoś mnie to wszystko zirytowało a nie poruszyło, a – po drugie – niczego nowego w sprawie terroryzmu (na każdą skalę) się nie dowiedziałem.

Zestawienie przepisu na łososia po japońsku z opowieścią o odrzynaniu głowy i bójką uliczną – owszem – efektowne, ale nic poza tym. Mówiąc wprost - efekciarskie. 

Mateusz Kmiecik natomiast świetny. 

I chyba w dyplomie o to chodzi, żeby takie zdanie pojawiło się na końcu tej czy innej recenzji.