2018, kwiecień

NIE TYLKO STARSI PANOWIE, CZYLI WASOWSKI DO KWADRATU

z tekstami piosenek różnych autorów, scen. Monika i Grzegorz Wasowscy

reż. Jacek Bończyk

premiera 18 lutego 2018

Trochę spektakl, trochę koncert czy też recital, ale przede wszystkim - pełen ciepła, subtelnego humoru i poezji - hołd złożony talentowi i osobie Jerzego Wasowskiego. Proszę się jednak nie spodziewać patosu, wielkich słów itepe; Grzegorz, syn p. Jerzego, prowadzi nas przez jego twórczość (i życie) lekko, nieledwie z przymrużeniem oka, a opowieści te przeplatane są pięknymi piosenkami autorstwa NieTylkoStarszegoPana, piosenkami zdecydowanie mniej znanymi, w fantastycznej interpretacji Klementyny Umer. Dodajmy, że z towarzyszeniem akordeonu, kontrabasu i instrumentu klawiszowego i w pięknej scenografii Wojciecha Stefaniaka. 

No cóż, jestem nieco staromodny, więc owe dwie godziny spędzone na kameralnej scenie Kwadratu, były jak cudowne przeniesienie się w czasie, jak podróż do przestrzeni, w której słowa łączą się w tylko piękne frazeologizmy, w której muzyka sama się do tych słów układa, w której świat rozumie, co to przenośnia, co to niedomówienie, czy anafora. 

Wśród anegdot opowiadanych przez Grzegorza o swoim ojcu, było kilka, które chciałbym zapamiętać w całości, a niestety z tej o radiu zapamiętałem tylko tylko,

że Wasowski z Przyborą (obaj radiowcy) uknuli bonmot, że z radia powstałeś i w radio się obrócisz. Zapomniałem niestety, co było w środku... Następnym razem wezmę zeszycik.

PS. Pani Klementyno, dziękuję!

 

2016, grudzień

CZEGO NIE WIDAĆ

Michael Frayn

reż. Andrzej Nejman

premiera 19 listopada 2016

Może wstyd się przyznać, ale wiedziałem, że Andrzej Andrzejewski na tych sardynkach w końcu się wywróci, wiedziałem również, że wywoła to lawinę śmiechu, oraz – że także się tej lawinie poddam. Nie sądziłem jednak, że zareaguję na ten w sumie dość tani slapstickowy gag niemal wodospadem łez.

Mój Boże, już nie pamiętam, kiedy dziecięco śmiałem się w teatrze… Jesteśmy oto świadkami powstawania przedstawienia zatytułowanego „Co widać”. Czasu do premiery mało, a nie wszystko wychodzi, bo aktorzy nie tylko ździebko zdekoncentrowani, ale i pochłonięci emocjami, które w tym zespole z rozmaitych powodów buzują. To, że dochodzi na premierze do katastrofy, da się przewidzieć, ale powiedzieć o niej, że jest „piękna”, to tak jakby nic nie powiedzieć. 

Każdy ruch każdej z postaci na scenie został przemyślany i precyzyjnie zagrany (to akurat widać), bo najmniejszy nawet kiks groziłby katastrofą – jak to w farsie bywa. Spektakl naprawdę starannie wyreżyserował Andrzeja Nejman, który gra także na zmianę z Pawłem Domagałą Fellowesa i jego bohater jest uroczym, będącym nieco slow-motion safandułą. Lucyna Malec (Dotty) jest wprost do zjedzenia, z wspomnianymi (nomen omen) sardynkami, zresztą -  świetni są wszyscy. 

 „Czego nie widać” jest koncertowo zagranym, nieprawdopodobnie zabawnym spektaklem o teatrze i jego magii, w sam raz do obejrzenia następnego dnia po Garderobianym. Tak, żeby nie zapominać, że jest na świecie miejsce i dla Szekspira i dla Frayna.