TEATR ATENEUM

2018, październik

ANTYGONA

Sofokles

reż. Agnieszka Korytkowska

premiera 13 października 2018

Czy można napisać po prostu, że „spektakl mi się podobał”? Czy Sofokles w ogóle może się „podobać”?  

Cóż takiego mówi nam dziś dwuipółtysiącletni tekst? I czy to w ogóle istotne? A skoro mamy XXI wiek, to może taki klasyczny dramat należy pokazać nowocześnie? Co to znaczy – nowocześnie? Tak, żeby gimnazjum zrozumiało? Czyli - np. ubrać bohaterów w podarte jeansy, wbić im kolczyki w nos, dać do ręki komórki i założyć Facebooka? Czy wystarczy do golasa rozebrać ciało Polinika i wpleść w tekst kilka kurwamaci? A może… tak zmienić słowa Sofoklesa/Kajzara, żeby najbardziej awangardowy krytyk nawet zaciągnąwszy się raz czy drugi nie mógł odgadnąć intencji reżyserki? Czy lepiej – mocniej osadzić ten tekst tu i teraz, żeby nikt nie miał wątpliwości, kim tak NAPRAWDĘ jest Kreon? 

Albo – przeciwnie - odrzeć Antygonę z jakichkolwiek odniesień do polityki i zrobić spektakl o… powiedzmy - feminizmie, to teraz modne. O, albo o uchodźcach. 

Tyle pytań, aż głowa boli.
 

2018, czerwiec

MOSKWA-PIETUSZKI

Wieniedikt Jerofiejew

reż. i wyk. Marian Opania

premiera 3 czerwca 2018

W mojej recenzji Ojca w reż. Iwony Kempy pozwoliłem sobie wyrazić uwagę, że tekstów godnych Mariana Opani jest niewiele. Niestety Moskwa-Pietuszki się do tego zbioru nie zalicza. Owszem, wszystko jest zrobione dobrze, Marian Opania świetny, no bo cóż to dla niego zagrać bohatera Jerofiejewa? Bawi się swoją rolą, każdy jego gest ma swoje uzasadnienie, itepe itede. 

Zastanawiam się tylko – dlaczego wybrano akurat Jerofiejewa? Czy naprawdę nie można było znaleźć tekstu znacznie bardziej adekwatnego i dla tego wielkiego aktora i dla uczczenia okrągłych urodzin teatru? Dziś Jerofiejew ani nie mówi nic o współczesnej Rosji, ani o „kondycji człowieka”, a i jako dokument pewnej epoki jest mało interesujący.  

Przepisy na efektowne „drinki”, ani scenografia ani – jako się rzekło - nawet znakomite aktorstwo nie ratują niestety tego dojmująco anachronicznego tekstu. 

 

2018, maj

GRA O ŻYCIE

Max Frisch

reż. Aleksander Kaniewski

premiera 27 kwietnia 2018

Pierwsze recenzje tego spektaklu są dość chłodne. Nie najlepiej zatem nastawiony zasiadłem w fotelu nie spodziewając się fontann i wodotrysków. Tymczasem - nie tylko mnie wciągnęło, ale i dało do myślenia o życiu i całej reszcie, pewnie także dlatego, że zbliżam nieuchronnie do wieku bohatera.

Zacznę od tego, co mi się podobało. Otóż przede wszystkim podobał mi się Grzegorz Damięcki, w Grze o życie przypomina, że jest niesłychanie utalentowanym aktorem i żadna komedia romantyczna tego nie zmieni. Bardzo dobry drugi plan (jeśli tak można napisać) – Ewa Telega w kilku drobnych rolach o komediowym charakterze, gra fantastycznie, bardzo dobry także Nikodem Kasprowicz, również wciela się w kilka postaci, mniej jednak zabawnych. Również z nieukrywaną przyjemnością patrzy się i się słucha Krzysztofa Tyńca.

Nie wymieniłem Magdaleny Schejbal, bo jej rola Antoinette wydała mi się nie tyle niedopracowana, co jakby skopiowana. Cały spektakl zastanawiałem się – z kogo/z czego. Tomek D. podpowiada, że z Audrey H. Otóż to! W którymś momencie ta jednorodna tonacja sprawiła, że było mi dość obojętne, czy Antoinette jest na scenie, czy też jej nie ma. Ponadto - odniesienia do Czechowa jednak były dość nieczytelne, a całość bym ździebko skrócił. Po całym dniu intensywnych emocji (zebranie w redakcji np.) 160 minut spektaklu, w którym właściwie każde słowo jest ważne, jednak było wyzwaniem zbyt ambitnym.

Więc – podobnie jak część widzów (mam brzydki zwyczaj podsłuchiwania rozmów podczas antraktu), najnormalniej w którymś momencie straciłem pewność, którą część swojego życia Hannes chce poprawić, a z którego fragmentu jest zadowolony.

 

2018, luty

TRANS-ATLANTYK

Witold Gombrowicz

reż. Artur Tyszkiewicz

premiera 17 lutego 2018

Przemysław Bluszcz jako Gombrowicz - świetny (jak zawsze zresztą), ale najlepszą rolę w Trans-Atlantyku zagrał Krzysztof Dracz. Z zachwytem patrzyłem na jego Gonzala, którego przecież aż prosiło się, żeby bardziej zmanierować, żeby naświetlić tę kliszę mocniej. A tymczasem – nic z tego, to najmisterniej utkana postać w tym mądrym, niejednoznacznym i wymykającym się łatwym ocenom - przedstawieniu.

O patriotyzmie, tym nowoczesnym i staro-czesnym, o ojczyźnie i o synczyźnie, ale najbardziej o tym, czy można od Polski i od polskości uciec? No można albo i nie można, jak powiedziałby Ciciszowski (bardzo dobry Tomasz Schuchardt). Czy przede wszystkim jesteśmy najpierw Polakami, a potem ludźmi, czy może jednak odwrotnie? I co z tego wynika? Czy da się uodpornić na polskość z cepelii, na piękne i niczym nieograniczone słowa o wielkości naszego narodu? (znakomity Artur Barciś w roli konsula).

Bardzo dobre, świetnie zagrane, bolesne, ale jednak i tkliwe przedstawienie. Nie wiem, dlaczego po wyjściu z teatru głowa moja nie mogła się opędzić od Nie pytaj o Polskę Obywatela GC. No może właśnie dlatego.

 

2018, styczeń

NAD CZARNYM JEZIOREM

Dea Loher

reż. Iwona Kempa

premiera 28 stycznia 2018

Spotkanie dwóch małżeństw w kilka lat po tajemniczej śmierci ich nastoletnich dzieci – to jest punkt wyjścia znanej (i chętnie wystawianej) w Polsce dramaturżki do rozważań o żałobie, utracie, życiu, śmierci – oraz sensie i bezsensie tych pojęć.

Wyszedłem ze spektaklu udręczony. Cóż z tego, że mamy na scenie dobrych aktorów, skoro tekst jest boleśnie przewidywalny, wiadomo od razu, że dojdzie podczas „szczerej” rozmowy do quasi-psychoterapii. Nie wiadomo z kolei, dlaczego na ów tekst jest na początku porozrywany i bohaterowie nie używają w wypowiadanych przez siebie kwestiach różnych dość niezbędnych części zdań. Nie wiadomo wreszcie – dlaczego aktorzy na siebie krzyczą, to zarówno w małżeństwie jak i na scenie wyraz bezradności.  W każdym razie - chciałem stamtąd uciec. Niestety Scena 61 to uniemożliwia, jesteśmy wraz z aktorami jak zamknięci nieledwie w klatce. Ale myślę sobie, że lepiej, że z takimi emocjami wyszedłem z Jeziora niż z obojętnością i ze wzruszeniem ramion. 

Nie mam pewności, czy nie jest jednak duży atut tego przedstawienia.

 

2017, październik

SPOWIEDŹ MOTYLA

na podstawie pamiętnika Janusza Korczaka oraz tekstów Julii Kijowskiej i Wojciecha Farugi

reż. J. Kijowska/W. Faruga

premiera 5 października 2017

To było najdłuższych 100 minut mojego życia - za sprawą aktorstwa dziewczynek biorących udział w tym spektaklu i fatalnej akustyki, przez którą i tak hermetyczny tekst był jeszcze mniej zrozumiały. Fajna scenografia i jak zawsze dobra muzyka Radka Łukasiewicza nie były w stanie obronić tego przedstawienia. 

 

2017, czerwiec

OJCIEC

Florian Zeller

reż. Iwona Kempa

premiera 8 kwietnia 2017

Będzie roszczeniowo.

Po pierwsze - życzyłbym sobie, żeby Iwona Kempa częściej reżyserowała w Warszawie. Chciałbym także – i tego nowemu dyrektorowi życzę – żeby właśnie takie teksty jak Ojciec były kierowane do (z przeproszeniem) produkcji i eksploatacji. Po trzecie wreszcie – prosiłbym o większą obecność Mariana Opani na scenie, choć zdaję sobie sprawę, że materiału godnego jego talentu zbyt wiele nie ma. 

Autor - francuski dramatopisarz Florian Zeller - jest przed czterdziestką, w co naprawdę trudno uwierzyć obejrzawszy Ojca, poruszający spektakl o demencji. Czy też - mówiąc szerzej -  o starości, która także w bogatej Francji niczym wesołym nie jest. Niekoniecznie z powodów zdrowotnych, także dlatego, że świat nie umie starości traktować poważnie, ubrdawszy pseudomądrość, że ze starym jak z dzieckiem. Ma jednak Andre odwagę przeciwstawić się upokarzaniu przez opiekunkę, która traktuje go niczym niemowlę. 

Od razu uprzedzam, że zakończenie będzie smutne i nie mam pewności, czy aby przypadkiem nie za dosłowne. Ale to właściwie jedyna uwaga, którą mam do tego znakomitego przedstawienia.

 

2017, maj

KANDYD, CZYLI OPTYMIZM

Wolter 

reż. Maciej i Adam Wojtyszkowie

premiera 18 maja 2017

Przez cały pierwszy akt myślałem, że Kandyd to żart sceniczny. W drugim akcie okazało się, że jednak nie.

Problem polega na tym, że ten spektakl trąci myszką w sposób nieznośny, tak jakby XXI wiek do Ateneum jeszcze nie zawitał. Są jednak widzowie, którzy właśnie takiego teatru potrzebują i należy to uszanować. Jednak odniesienia do polskiej teraźniejszości, zarówno w dialogach jak i kupletach, wywołujące rechot części widowni, były czymś absolutnie okropnym i pozbawionym finezji. Rozumiem - puszczenie oka, jakaś aluzja, może niedopowiedzenie, gdy tymczasem aktorzy w którymś momencie serwowali nieledwie szopkę polityczną, którą mam na co dzień w telewizji i której w teatrze stanowczo sobie nie życzę oglądać.

Bardzo dobry w roli tytułowej Wojciech Michalak, świetni jak zawsze Artur Barcić i Krzysztof Gosztyła, znakomita Dorota Nowakowska, Tomasz Schuchardt przerysował postać homoseksualisty, niepotrzebnie.

Zagrane i zaśpiewane – na wysokim poziomie, ale spektakl jest niestety niedobry. Zdarza się i tak.