TEATR KOCHANOWSKIEGO W OPOLU

 
2019, kwiecień, 44. Opolskie Konfrontacje Teatralne
ZDZICZENIE OBYCZAJÓW POŚMIERTNYCH
Bolesław Leśmian

reż. Marta Streker

premiera 3 lutego 2018

Rzecz rozgrywa się w zaświatach, mamy męża, żonę i kochankę, jesteśmy świadkami śledztwa, postaci zbierają dowody zbrodni, mamy stół prosektoryjny jako element scenografii i jako miejsce miłosnych uniesień, jest kukła imitująca zwłoki i linie, którymi obrysowano ciała. Publiczność jako sędziowie albo – jako widzowie filmu kryminalnego, jak kto woli.

Nie będę ukrywał - z pewnym trudem mi się tego Leśmiana słuchało. Ździebko pogmatwane, przepoetyzowane, wydaje mi się, że zdecydowanie lepsze do czytania niż słuchania (Leśmianowi poszło w pięty, nie?) A skoro trudno się słucha, to i pewnie trudno się mówi, czy też - „podaje” - publiczność mówiła, że aktorzy świetnie „podają” tekst.

Właśnie dla aktorów „podających’ tekst warto jednak ten drobiazg zobaczyć, całej trójce faktycznie leśmianowy trzynastozgłoskowiec je z ręki, jest w tym wdzięk, jest talent, widać ciężką pracę nad – będę się upierał – wcale nie tak wdzięcznym tekstem.

Na scenie Monika Stanek, Magdalena Maścianica i Karol Kossakowski. Następnym razem zapytam p. Monikę, jak się taka kobyłę opanowuje pamięciowo. Ja bym się chyba zwariował.
 
2019, kwiecień, 44. Opolskie Konfrontacje Teatralne
CÓRKI POWIETRZA. SEN BALLADYNY

Pedro Calderon de la Barca, Juliusz Słowacki

reż. Ignacio Garzia

premiera 16 marca 2019 

Piękne wizualnie przedstawienie, unosi się nad nim i polska mgła znad Gopła i taki spleen hiszpańskiego lata. Oniryczne (wszak życie to sen), o postaciach ze świata nierzeczywistego, więc jeśli ktoś nie ma z tymi obszarami kontaktu – tak jak piszący te słowa – może jednak zapaść w oniryzm.

Ale Tomasz mówił, że nie zrozumie Hiszpanii ktoś, kto nie uszczknie choć odrobiny Calderona, który jest tam i Mickiewiczem i Szekspirem, który jest tam chętnie i wszędzie grany, i bez Calderona nie da się w pełni zrozumieć ani współczesnej Hiszpanii ani jej wielkich jak np. Almodovara. No cóż, część festiwalowej publiczności przebąkiwała, że nudnawe, ale widziałem widzów dokumentnie pochłoniętych i szczerze wzruszonych tą opowieścią.

Znaczy – nie dla każdego.

 

2019, kwiecień, 39. Warszawskie Spotkania Teatralne

ČESKẎ DĺPLOM

Piotr Rowicki

reż. Piotr Ratajczak

premiera 17 lutego 2018 

Czeska historia najnowsza jest faktycznie czymś niesłychanie teatralnym, działy się tam rzeczy, w które doprawdy trudno uwierzyć, zupełnie nie było tam jak w Szpitalu na Peryferiach, żena za pultem była złą kobietą, i w Pradze istotnie nie istniała po 1968 roku pora roku o nazwie „wiosna” i tak dalej. Więc jak ktoś tego wszystkiego nie wie, to będzie myślał, że to fikcja, tymczasem tak było. I mój jedyny problem z tym spektaklem polega na właśnie na tym, że te historie znam, czytałem książki i Szczygła i Surosza, trochę się tym interesuję, więc tego wieczoru niczego więcej się nie dowiedziałem. Ale mimo to owo niedzielne festiwalowe popołudnie było udane.

Bo aktorzy w fajny sposób bawią się tekstem, jest w ich byciu na scenie coś niesłychanie niezmanierowanego, entuzjastycznego, w tę pracę włożyli faktycznie ogrom roboty, i choć dla mnie był jakoś tam przewidywalny, obejrzałem ten spektakl z przyjemnością. Może skróciłbym o kwadrans, może finezyjniej rozegrałbym scenę wiara vs ateizm – wywoływała co prawda niepohamowany śmiech na widowni ale wydała mi się ździebko efekciarska,

natomiast scena „rozbierana” –  była słodka, złośliwa i została zagrana z cudowną dezynwolturą, łącznie z mizoandrycznym komentarzem zza kulis

 
2019, kwiecień, koprodukcja z Teatrem Współczesnym we Wrocławiu, 39. Warszawskie Spotkania Teatralne
GROTOWSKI NON-FICTION

Krzysztof Szekalski oraz zespół

reż. Katarzyna Kalwat

premiera 8 grudnia 2018 

Wyszedłem z przedstawienia bardzo niezadowolony gdyż program mnie okłamał. Miała być 1h45, a było o pół godziny dłużej. Ciekawe, bo w Opolu jest informacja o godzinie dwadzieścia. No niby nic, drobiazg, ale przecież ten spektakl (czy też projekt) też trochę o tym był, o szacunku dla widzów. Mamy oto siedmioro aktorów, którzy podejmują dyskusję o Jerzym Grotowskim, w moim spektaklu wdzięcznie i kompetentnie moderował całość Roman Pawłowski ale kiedy głos zabrali prelegenci, zacząłem się irytować, bo nie lubię teatru zajmującego się samym sobą, odniesienia do tu i teraz tudzież osobiste wycieczki były czytelne tylko dla wtajemniczonych. Takie - wiecie - powiedzonka, żarciki.

Jednak im więcej czasu mija od tego spektaklu, tym częściej doń wracam, bo olśniło mnie w którymś momencie, że to wcale nie jest rzecz o Grotowskim! Jego legenda, praca, życie, tak dokładnie analizowane przez teatrologów z całego świata - jest tylko pretekstem do zadania pytania, o to, czy nam w ogóle wolno grzebać (nomen omen) w życiu zmarłych, szczególne tych wielkich, jakie się z wnioskami z tych kwerend wiążą konsekwencje, i co te absurdalnie niekiedy szczegółowe wnioski dają nam wszystkim, w wypadku Grotowskiego – jego wyznawcom. No właśnie, co?

Pierwsza swoje ”wystąpienie” miała Monika Stanek, myślałem, że nie zdzierżę jej egzaltacji i wejdę z krzykiem na scenę (byłoby to zresztą pożądane part of the play). A jednak dziś – z upływem kilku dni - będę się upierał, że obok Eweliny Paszke-Lowitzsch, zagrała najlepszą rolę w tym dziwnym i niepokojącym przedstawieniu.

 

2017, kwiecień, koprodukcja z Teatrem Współczesnym w Szczecinie, 37. Warszawskie Spotkania Teatralne

ŚLUB

Witold Gombrowicz

reż. Anna Augustynowicz

premiera 10 września 2016

Były owacje na stojąco, były szepty, że prawie jak Jarocki, że Grzegorz Falkowski niczym sprzed lat Jan Englert… A Pani Profesor przypomniała, że Ślub to jeden z największych polskich tekstów dramatycznych wszech czasów. Jerzy Jarocki wystawiał Ślub sześciokrotnie i za każdym razem było o czym innym. A o czym było to przedstawienie? Oglądałem niczym biała tablica, bo Iwon widziałem kilka, ale Ślub po raz pierwszy, nie miałem więc narzutów interpretacyjnych (sic!). 

O języku. I Ionesco się tu chowa. O języku, którym wydaje nam się, że się porozumiewamy. O bełkocie, w którym się lubujemy, o pustosłowiu, które nami rządzi, o autokreacji, tak łatwej dziś dzięki internetowi, poprzez którą robimy z siebie kogo innego, idiotów najczęściej, ale tego nie widzimy, bo widzieć nie chcemy.

Grzegorz Falkowski istotnie świetny, ale cały zespół gra jak z partytury, bez żadnej fałszywej nutki, bardzo dobry debiut Jędrzeja Wieleckiego jako Władzia, zmanierowanego cherubina, który najbardziej chyba (obok Matki) w tym Ślubie ze słów, ich doboru i melodii jest zbudowany.