TEATR POLSKI W POZNANIU

 
2019, wrzesień
Hamlet / ГАМЛЕТ

na podst. W. Szekspira i H .Müllera, dram. Ł. Chotkowski

reż. Maja Kleczewska

premiera 7 czerwca 2019 

Hamlet Mai Kleczewskiej jest trochę jak Golem Mai Kleczewskiej, można sobie wyjść, kiedy się chce, skupić się na wybranej przez siebie postaci, a jak nam się wyda, że kto inny mówi ciekawiej, to pierwszego wybranka porzucić. I faktycznie zabawnie było przyglądać się publiczności nieledwie peregrynującej od Klaudiusza do Gertrudy, od Ofelii do Fortynbrasa etc. W Hamlecie sceny często odbywają się symultanicznie, mamy na uszach słuchawki z wyborem pożądanego strumienia, reżyserka zostawia nam wybór, co chcemy oglądać i czego słuchać, tak jakbyśmy (co podkreślają recenzenci) dostali do ręki pilota tv, chwila znudzenia? Pstryk i jesteśmy gdzie indziej. Ale… co z tego miałoby wynikać? Że tak jak w życiu, w teatrze również trzeba wybierać? Hm.

Nie zrozumiałem powodu zatrudnienia w spektaklu aktorów z Ukrainy. Dlaczego tak? Czy odpowiedź brzmi „a dlaczego nie”? Czy też – „ich narodowość jest nieistotna”? A może - żeby uświadomić widzowi, że emigranci są u nas nie tylko jako ratunek dla gospodarki potrzebującej rąk do pracy? (O Boże, mam nadzieje, że nie dlatego). Czy też - właśnie po to pojawili się na scenie (wraz z aktorem z Indii, RPA i Senegalu), żebym ZADAŁ to pytanie, no, ciekawe.  

Niestety nie mogę się zgodzić z opinią, że Hamlet Romana Lutskiyego jest świetną rolą, akurat tej postaci przyglądałem (i przysłuchiwałem się) wyjątkowo uważnie, wydała mi się zdumiewająco jednowymiarowa. No brawo, wyjdę na ksenofoba…

Ale nie zamierzam ulec tej manipulacji, naprawdę, z wyjątkiem fantastycznej Alony Szostak obecność pozostałych niepolskojęzycznych aktorów w tym spektaklu miała charakter prowokacji czy też performansu. Natomiast z ekstazą oglądałem Michała Kaletę, Klaudiusza, cynika grającego nie-cynika grającego cynika, to najlepsza rola tego przedstawienia.

 

2018, listopad

MYŚLI NOWOCZESNEGO POLAKA. ROMAN DMOWSKI. NIEAUTORYZOWANA BIOGRAFIA

Anna Wojnarowska

reż. Grzegorz Laszuk

premiera 11 listopada 2016

Setne urodziny Ojczyzny naszej spędziłem patriotycznie, gdyż w teatrze i - gdyż na spektaklu o jednym z ojców naszej niepodległości. Owe tytułowe Myśli nowoczesnego Polaka (z 1903 roku), dość przerażająca dla jednych, nudna dla innych, ale i śmiech wywołująca - u jeszcze innych - książeczka, zderzona została na scenie z filozofią banalności zła Hanny Arendt,której Dmowski nigdy nie spotkał. Gdyby jednak do takiego spotkana doszło, na przykład pogawędziliby sobie (jak Polak z Polakiem oczywiście) w pociągu – to co by z tej rozmowy wynikło?

Jednak nie próba odpowiedzi na pytanie, skąd dziś w świecie taka popularność nacjonalizmów, jest – jak sądzę – sensem tego spektaklu, a – na ile nasze dzieciństwo, jego zgroza bądź beztroska, ma wpływ na nasze dorosłe życie, na poglądy, na życie erotyczne i umysłowe, na to, kim i czym zostajemy już duzi. I od razu mówię – Dmowski miał dzieciństwo jednak nie do pozazdroszczenia.

Czy faktycznie Dmowski „źle używał rozumu”? A jeśli tak – to skąd w nim ten deficyt? A skąd owe deficyty dziś u tych kalkujących bzdury przezeń wypisywane ponad 100 lat temu? No, skąd?

 

2018, maj

WIELKI FRYDERYK

Adolf Nowaczyński

reż. Jan Klata

premiera 5 maja 2018

Nie umiem dać sobie rady z faktem, że coraz częściej pojawiają się w teatrach telebimy z tekstem, niekiedy są one ukryte przed publicznością, a czasami ogrywane – jak w Poznaniu. Jestem jednak nieco konserwatywny, mam więc nadzieję, że zainteresowani się nie obrażą, że nazwę Fryderyka czytaniem performatywnym. Doktor Tomasz uspokoił mnie, że w którymś momencie eksploatacji tekst zostanie opanowany i owe telebimy znikną. W każdym razie na premierze ździebko szyto.  Śledzenie zgodności tekstu pisanego z mówionym było jednak czymś ekstraordynaryjnym, choć nie mam pewności, czy nie wolałbym się skupić tylko na artyzmie słowa mówionego.

Wielki Fryderyk jest spektaklem kontrowersyjnym, o czym przekonałem się podsłuchując komentarze, które wygłaszano w antraktach. Ba, byli nawet tacy, który oburzeni wyszli. Mnie się podobało, z kilku powodów. Po pierwsze – byłem chyba jedyny na widowni, który poznał wykonawcę przerywników muzycznych w spektaklu – to Red Box, mam wszystkie płyty. Nie bardzo rozumiem, dlaczego Jan Klata wybrał akurat ich, ale bardzo mi się ten wybór podobał. Po wtóre – Jan Peszek jest do zjedzenia i można nań patrzeć i go słuchać znacznie dłużej niż 4,5h, także bardzo dobra rola Michała Kalety (bp Krasicki).

Po trzecie – rzecz jest naprawdę dowcipna i nieprzyzwoicie współczesna - aż nie chce się wierzyć, że tekst powstał ponad 100 lat temu. Całość można byłoby skrócić o jakieś małe pół godziny, ale Jan Klata wie, co robi, więc skoro było 4,5 - to miało być 4,5. I nieprawdą jest, że scena pogrzebu psa była za długa, była bowiem w tym spektaklu kluczowa.

Bo to oczywiście kot był. 
 

2018, marzec, w ramach XXIV Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych w Łodzi

K.

Paweł Demirski

reż. Monika Strzępka

premiera 4 listopada 2017

Nie spodziewałem się, że zobaczę coś aż tak naiwnego. To, że obaj potrzebni są sobie nawzajem i bez siebie nie są w stanie funkcjonować, że są jak plus i minus, jak czarne i białe, że jeden bez drugiego nie ma punktu odniesienia, to chyba wie każdy dorosły i względnie świadomy człowiek. Że motywacje polskich polityków wynikają z osobistych animozji i że wszyscy są do tego przyzwyczajeni – też wiedziałem i to od dawna. Że nasze bagienko zaczęło się od okrągłego stołu – również nie jest żadnym odkryciem. I że winni tego bagna są kolejno wszyscy rządzący – też.

Ani to political fiction ani przestroga, rzecz chyba najbardziej o zgorzknieniu, wściekłości, bezradności naszą polityką i elitami. Ale gdyby polityką i politykami się aż tak przejmować, to zostawałoby tylko się powiesić. Świetna co prawda rola Marcina Czarnika, ale coś nie tak było z Donaldem Jacka Poniedziałka, w ogóle coś było nie tak, bo opozycyjna, rebeliancka nieledwie atmosfera przed przedstawieniem przerodziła się w atmosferę jednak rozczarowania.

 

Chociaż… na twarzach niektórych łódzkich polityków wychodzących z Powszechnego, widać było wściekłość.

Chociaż tyle dobrego.

 

2017, maj, koprodukcja z Teatrem Żydowskim

MALOWANY PTAK

Łukasz Chotkowski na podstawie Jerzego Kosińskiego i in. 

reż. Maja Kleczewska

premiera 25 marca 2017

Może będę osamotniony w swoich odczuciach, ale zaryzykuję.

Wierciłem się na niewygodnym krześle i liczyłem minuty do końca. Nudno, i o co najmniej o godzinę za długo. Wyszedłem więc z ulgą, a nagromadzone w spektaklu obrzydliwości, okrucieństwa i okropieństwa, wzięte zarówno z literackiego pierwowzoru, jak i z innych źródeł, najzwyczajniej mnie zobojętniły. 

Poza tym -  nie szukam w teatrze publicystyki, ani bieżącej, ani historycznej. Irytuje, że na każdy argument (Polacy winni) reżyserka wraz z dramaturgiem od razu podawała kontrargument (niewinni, wojna była), więc dyskusja nie posunęła się do przodu ani o włos, a i sami autorzy wpadli w pułapkę przez siebie zastawioną – niezabierania głosu, czy też - relatywizowania. Kto zatem miał swoje zdanie w tej sprawie, przy nim został, kto nie miał, dowiedział się, że to nie jest wszystko takie proste. 

Co nie jest specjalnie odkrywczą konstatacją. Ożywiałem się tylko w momentach, kiedy na scenie pojawiała się Teresa Kwiatkowska. Jej rola to faktycznie majstersztyk.