Teatr Polski w Warszawie

2017, wrzesień

3 X MROŻEK (KAROL, NA PEŁNYM MORZU, ZABAWA)

Sławomir Mrożek

reż. Jerzy Schejbal, Szymon Kuśmider, Piotr Cyrwus

premiera 29 stycznia 2017

Obejrzałem całość z nieco zakłócaną przyjemnością (zob. niżej), gdyż istotnie Sławomir Mrożek wielkim dramaturgiem był a reżyserzy odnieśli się z szacunkiem do wielkiego tekstu. Owe jednoaktówki - choć powstałe ponad pół wieku temu – są niestety dojmująco współczesne i stanowią do naszego stanu świata komentarz dość gorzki. Chyba najbardziej poruszający (ale i najśmieszniejszy) jest Karol. To zupełnie nieprawdopodobne, że ta sztuka powstała w 1961 roku, więc za dość wczesnego Gomółki, i – zauważmy – przy każdym zawirowaniu naszej historii, był jakiś Karol do odstrzelenia. I Wnuczek i Dziadek analfabeta ze strzelbą też, świetny swoją drogą Jacek Fedorowicz. Na Pełnym Morzu widziałem ostatnio w Kiszyniowie (sic!), najwyraźniej i tam przygody trzech panów na tratwie (nie licząc listonosza) zainteresowały widzów, bo – przecież wspólne, w pełni demokratyczne dochodzenie do tego, kto zostanie zjedzony, jest i interesujące i praktykowane identycznie pod każdą szerokością geograficzną. Zabawa także niestety jest komentarzem do tzw. dzisiejszych czasów. I pasuje doń jak pięść do nosa, czyli idealnie, ale boleśnie. Trzech Parobków za wszelką cenę chce się bawić, forsują drzwi do pokoju, gdzie miała tytułowa zabawa trwać, ale tam jej nie ma… Niegrający akordeon, kontrabas bez strun… A może jednak jest?

Tyle w skrócie, koniecznie zobaczcie. I przed pójściem spytajcie w kasie, czy przypadkiem nie ma wycieczki licealnej. 

Siedząca obok mnie para szesnastolatków miziając się głośno komentowała przebieg spektaklu, wcale nie przejmowali się groźnym wzrokiem innych widzów, a siedząca tuż za nimi pani nauczycielka czy opiekunka nie reagowała. 

Może to jej synek był?

 

2017, maj

MĄŻ I ŻONA

Aleksander Fredro

reż. Jarosław Kilian

premiera 18 maja 2017

Akcję tej słodkiej komedyjki przeniósł reżyser do lat trzydziestych poprzedniego stulecia, zastanawiam się, czy do końca potrzebnie. 

Z jednej strony – tak, bo mogła Dorota Kołodyńska pięknie w stylu art deco urządzić mieszkanie Elwiry i Wacława, a bohaterów ubrać w niezwykle stylowe stroje z epoki. Z drugiej strony jednak – zabrakło temu pomysłowi finezji. Żeby nasze ziemskie sprawki, miłostki i zdradki uznać za fraszkę w obliczu zbliżającej się hekatomby, w zupełności wystarczyła scena z maskami gazowymi, wystarczyły fragmenty audycji radiowych. Finał, choć spektakularny, był już o jednym grzybem w tym barszczu za wiele. Można było sobie poza tym pozwolić na jeszcze większą frywolność w pokazaniu miłostek, choć i tak sceny, w których bohaterowie pojawiali się w peniuarach i ineksprymablach, w co starszych widzach wzbudzały – jak zauważyłem - trochę nieufności. 

Młodym aktorom Polskiego fraza Fredry służy, prawie w ogóle nie czuje się wiersza, rzecz i dowcipna i estetyczna, szkoda tylko, że morał podany tak, żeby nikt nie miał żadnej wątpliwości.

 

2017, kwiecień

NIEZATAŃCZONE TANGO

Grażyna Barszczewska 

na podstawie prozy Wiesława Myśliwskiego

reż. Leszek Bzdyl

premiera 21 kwietnia 2017

Mamy oto pokój, w którym zostało niewiele już rzeczy, są za to kartony z ubraniami, naczyniami, pamiątkami. Na tapetach plamy po landszaftach zdobiących mieszkanie, po zdjęciach. Jeszcze stoi gramofon, jeszcze w szafie leżą płyty z tangami, jeszcze jest chwila, żeby podczas tej przeprowadzki na chwilę chociaż płytę puścić…

W pokoju – matka i syn. Trochę jak w Iwonie Gombrowicza, syn (Dominik Łoś) wypowiada tylko jedno zdanie. A tak – to słucha, albo i nie słucha, może się momentami na matkę irytuje, ale to właśnie z nim matka zatańczy - albo nie zatańczy - tytułowe tango. Grażyna Barszczewska w roli matki - czasem bezradna, czasem romantyczna, pogodzona z życiem i niepogodzona jednocześnie, po peerlowsku praktyczna, mająca wiele wspomnień, do których chętnie wraca, a które zawsze są piękne, jak to ze wspomnieniami bywa.

Koncertowa rola Grażyny Barszczewskiej, która tym spektaklem przypomina o niezwykłym obserwatorze codzienności - Wiesławie Myśliwskim. I o tym, że jest wielką aktorką.  

 

 

2016, czerwiec

SZKODA, ŻE JEST NIERZĄDNICĄ

John Ford

reż. Dan Jemmet

Teatr Polski w Warszawie się zmienia… Ten spektakl mógłby być właściwie pokazany nawet w TR (choć wówczas wskazane byłoby rozebranie do końca któregoś z aktorów) i hipsterska publiczność byłaby kontenta. Tymczasem konserwatywni widzowie niestety troszkę ze spektaklu wychodzili, albo demonstracyjnie - manifestując przeciw zbyt nowoczesnemu pokazaniu tekstu Forda, albo - bo muzyka była za głośno, albo - na siusiu, gdyż podczas 165-minutowego przedstawienia antraktu nie zaplanowano.

Rzecz niby jest o kazirodztwie (Marta Kurzak i Maksymilian Rogacki świetni w rolach rodzeństwa), ale odczytanie szersze – o braku granic uczuć – jest naturalnie dopuszczalne. Ja jednak oglądałem to jako świetny kryminał. Owszem, chwilkę musimy poczekać zanim pierwszy trup padnie (zresztą przypadkowo), ale z każdym kolejnym coraz bardziej mi się podobało.

Ponadto - w którymś momencie odniosłem silne wrażenie, że całe przestawienie jest troszkę żartem z klasycznego tekstu, może nawet żartem z teatru w ogóle. Bowiem jest coś takiego w tajemniczym uśmiechu Piotra Cyrwusa, co nie pozwala tej możliwości wykluczyć.