TEATR LUDOWY

 

2021, listopad

IWONA KSIĘŻNICZKA BURGUNDA

Witold Gombrowicz

reż. Cezary Tomaszewski

premiera 6 czerwca 2022 

Czy wspominałem, że Ludowy ma najlepszą knajpę teatralną w kraju? Ciasta, szczególnie te z kremem są wprost poezją, do tego wybór tego i owego, na przed spektaklem i – na po. Przed pokrzepiłem się z radości ujrzenia kolejnej inscenizacji tego cudownego tekstu, po – ze smutku, że było nudnawo.

Pomysłem reżysera było pokazanie tych samych wydarzeń na dworze z perspektywy kilkorga bohaterów dramatu. Każda z tych scen była do siebie jakoś podobna, choć kolejne były absurdalniejsze od poprzednich. Łączyło je jedno – zejście Iwony z powodu wiemy czego. W tej inscenizacji jednak Iwona nie zakrztusza się śmiertelnie ością z karaska w śmietanie, a jest do zjedzenia rybnego dania zmuszona gwałtem, jakby wiedziała (może wiedziała), jakie będą tej konsumpcji konsekwencje. Cóż, w każdej scenie Iwona jest mordowana, jakby na jej własne życzenie ten wątek się zapętlił, jeśli przypomnimy sobie samotne zdanie przez nią wypowiedziane – „tak to w kółko każdy zawsze”. Zresztą w owo (w którymś momencie nużące) zapętlenie wpada i królowa, co chwilę zachwycając się zachodem słońca, wpadnie i Iza bez końca bawiąc się kłębkiem włóczki.

Katarzyna Tlałka w roli Małgorzaty cudowna (w ogóle spektakl jest świetnie zagrany), ale ta scena, na którą najbardziej w każdej z Iwon czekam, to jej, Małgorzaty, marzenie o giętkości, jakoś tu nie wybrzmiała. I byłem tym faktem rozczarowany. Iwona Beaty Schimscheiner, choć stale obecna na scenie, najczęściej schowana jednak w paszczy w kołdrze (uhm) ma swoje 3 minuty na samym początku tego przedstawienia, i to jest jeden z najlepszych prologów, jakie zdarzyło mi się widzieć w teatrze.
 
2019, grudzień

ANIOŁY W AMERYCE

Tony Kushner

reż. Małgorzata Bogajewska

premiera 7 grudnia 2019

Po niedawnym olśniewającym łódzkim dyplomie tej reżyserki oczekiwania wobec jej krakowskiego spektaklu miałem ponadstandardowe, bo Ludowy ma dużo większe możliwości inscenizacyjne a i tekst miał być pokazany w całości (w Łodzi tylko 1. akt).  Ale niestety, coś nie wyszło.

Na scenie najlepszy jest Piotr Fronasowicz. Jego Prior to majstersztyk, bez nawet jednego słabszego momentu, bez najmniejszego przerysowania, nie można było oderwać odeń wzroku. Piotr Pilitowski jako skurczybyk Cohn w pierwszym akcie świetny, potem – sceny w szpitalu były już słabsze.  Również bardzo dobry Paweł Kumięga, który – chwała Bogu – nie zmanierował swojego bohatera (-rów), rozumiejąc, że sam kostium np. drag-queen już wystarczy; wzbudzająca litość, znakomita w roli matki Beata Schimcheiner, niezawodny także Kajetan Wolniewicz, choć scena seksu w klubie i widok p. Kajetana w skórach, i egzaltowana pogawędka erotyczna z Louisem, doprowadziła mnie do niepohamowanego śmiechu, co nie było chyba zamiarem twórców. Natomiast grający Louisa - Karol Polak i Pitta – Wojciech Lato zdawali się mieć umiarkowany kontakt z granymi przez siebie postaciami.

Irytowały wjeżdżające na - i wyjeżdżające ze - sceny łóżka szpitalne, a to z Priorem, a to z Royem, można było te momenty bez szkody dla całości skrócić, chyba, że reżyserka chciała z jakichś powodów pokazać ten ikoniczny tekst w całości.

I to jest najważniejsze pytanie - właśnie, w jakim? Przez cztery godziny (z hakiem) zastanawiałem się, o czym jest to przedstawienie i dlaczego w ogóle powstało? O „miłości w czasach zarazy”? Nie żartujmy, jest prawie 2020, AIDS to choroba przewlekła, nie śmiertelna, choćby z tego powodu takie czytanie tego tekstu jest anachroniczne. Więc o czym?

Jest w krakowskich Aniołach kilka pięknych scen, choćby kadisz nad ciałem Roya, ale całość i rozczarowuje i dezorientuje.

 

2018, grudzień, 11. Międzynarodowy Festiwal Teatralny Boska Komedia

MISTRZ I MAŁGORZATA

Michaił Bułhakow; adapt. A.Pałyga

reż. Paweł Passini

premiera 8 grudnia 2017

„Jesteśmy w adaptacji, tu się wszystko może zdarzyć” – słyszymy ze sceny.

Można sobie było darować nawoływanie do podniesienia rąk przez widzów chodzących co niedzielę do kościoła. Nie jestem przesadnie zdewociały, ale takim manipulacjom nie lubię być poddawany, a jak będę miał potrzebę sprawdzenia w procentach stopnia swojej wiary, to sięgnę do rocznika statystycznego, szczególnie, że z tej nieporadnej sceny literalnie nic nie wynikło.

Poza tym rzecz – o zmianach klimatu, o Rosji i Zachodzie (oczywiście współczesnych), o potrzebie cudu, o tym, że cudów nie ma i że głęboko zawiedziony tłum zamienia się w monstrum. 

No cóż, jesteśmy w adaptacji, a tu wszystko może się zdarzyć.

 

2018, marzec, w ramach XXIV Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych

SEKRETNE ŻYCIE FRIEDMANÓW

Marcin Wierzchowski, Daniel Sołtysiński

reż. Marcin Wierzchowski

premiera 19 listopada 2016

Obejrzawszy z pewnym opóźnieniu na łódzkim festiwalu pragnę oświadczyć, że wszystkie nagrody i wyróżnienia przyznane i temu spektaklowi i aktorom – są w pełni zasłużone. Że zwycięstwo na Boskiej Komedii chyba było najzupełniej oczywiste, że wielkie role Piotra Pilitowskiego, Małgorzaty Kochan, że znakomity w bardzo trudnej roli Jessiego Piotr Fronasowicz.

Rzecz o tym, że rodzina Friedmanów ma pewien sekret. Cóż, nie zdradzę wielkiej tajemnicy, że chodzi o pedofilię. Pewnego dnia Arnold i jeden z jego synów - Jesse zostają aresztowani, dochodzi do procesu i skazania. Czy rzeczywiście byli winni?

Zapowiada się na kryminał, prawda? Nic z tego. Spektakl jest bowiem o nas wszystkich, winnych, niewinnych, samotnych i żyjących w rodzinach. O tych, którzy wybaczają i tych, którzy tej łaski w sobie nie umieją znaleźć. O łatwości oceniania, oskarżania, o naszych niedoskonałościach – wrodzonych bądź nabytych, że czasem nie wszystko jest takie, jak nam się wydaje. I wreszcie o tym, że świat nie jest czarno-biały, a zbudowany z milionów odcieni szarości.

Wyszedłem w teatru tak poruszony, że niemal nie mogłem oddychać. To - bez cienia wątpliwości - z jedno z najlepszych przedstawień ostatnich kilku lat.

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Nullam porttitor augue a turpis porttitor maximus. Nulla luctus elementum felis, sit amet condimentum lectus rutrum eget.