TEATR ŚLĄSKI

 

2022, listopad

LOBOTOMIA

Marek Rachoń

reż. Marek Rachoń

premiera 14 października 2022


Nasi bohaterowie (Hera, Koka i Hasz oraz panowie – alfons Zły i Psychol, nazwany tak nie bez powodu) żyją w dość okropnym świecie płatnej miłości, narkotyków, i sexbiznesowej bezwzględności, wiedzą, że ich życie jest ślepą ulicą, że nie ma stąd ucieczki. Można co najwyżej wyłączyć mózg, dokonać tytułowej lobotomii, „myślenie bowiem boli, a bezmyślność – nie”, jak słyszymy w jednym z songów.

Teatr uprzedza, że spektakl jest tylko dla widzów pełnoletnich. Rozumiem, że to (boyowski zresztą) chwyt reklamowy, bo siedząc centralnie w 1.rzędzie nie zauważyłem niczego, co mogłoby zgorszyć maluczkich, ani nie wyłapałem ponadstandardowych pieprzności. Ba, nastawiłem się na ostrą publicystykę społeczną, a otrzymałem historię niepozbawioną, by nie rzec - pełną - liryczności, świetnie opowiedzianą, znakomicie zagraną i zaśpiewaną. Trudno mi wyróżnić kogokolwiek z obsady, bo wszystkie songi są popisem ich warsztatu i talentu, a osobne brawa należą się Annie Mach za fantastyczne tłumaczenie tekstów The Tiger Lillies – song z wymyślaniem nowego abecadła, w którym każdej z liter przyporządkowane jest słowo z ciemnej strony życia, od apatii po – upadek, jest po prostu majstersztykiem.



Proszę Lobotomii nie przegapić, mamy bowiem do czynienia ze spektaklem co prawda dość gorzkim, ale pod każdym względem niezmiernie udanym, na tak niewielkiej przestrzeni Malarni udało się zrealizować porywające widowisko, co się zowie!

 

2022, listopad

ŁASKAWE

Jonathan Littell; adapt. M. Kleczewska i D.J. Neć

reż. Maja Kleczewska

premiera 18 listopada 2022

Głównym bohaterem tego spektaklu jest co prawda Maximilian Aue (znakomity Mateusz Znaniecki), ale bohaterem równorzędnym – adaptacja! Mai Kleczewskiej i Damianowi Neciowi udało się w sposób – nie zawaham się napisać – kongenialny przepisać Littella na scenę, nie odbierając niczego tej wielkiej (w każdym sensie) prozie, unikając przy tym uproszczeń, prowadząc historię Maximiliana w matematycznie wręcz logiczny sposób i jednocześnie zachowując jej – nomen omen – epickość.

Nie będę może dokładnie pisał, o czym ten spektakl jest, oczywiście o wojnie – w uproszczeniu. O tym, że traktuje się ją jako coś, co BYŁO, podczas gdy taka powieść mogłaby powstać – to już wiemy – po 9 miesiącach wojny w Ukrainie, i w tej beletrystyce pojawiłby historie tak samo wzbudzające niedowierzanie, pozornie nieprawdopodobne i przesuwające znane nam dotychczas granice szeroko rozumianego człowieczeństwa. Czy ten fakt nie jest trzecim równorzędnym dramatis persona tego przedstawienia?

Myślę, że inscenizowanie Łaskawych usprawiedliwia na scenie prawie wszystko. W powieści mamy wiele historii bezwzględnie/naturalistycznie dopowiedzianych, jak to pokazać w teatrze, żeby nie naruszyć granicy, za którą jest już pornografia? Reżyserce się to udało, uspokajam, ale – wydaje mi się, że można było pójść dalej, znacznie nawet dalej. Owszem, część publiczności mogłaby tego nie wytrzymać, ale i książkę przecież kończą tylko najsilniejsi.

Ergo, Łaskawe – choć są pięknym wizualnie i starannie dopracowanym w detalach spektaklem, to z pewnością nie przeznaczonym dla każdego, nie spędzicie „miłego wieczoru” w teatrze, przeciwnie. Nawet nie tyle z powodu tego, o czym Łaskawe są, ale z powodu nieznośności pytań o naturę zła,  w prologu - będący już u schyłku życia, nieukarany za swoje zbrodnie Max (Roman Michalski) przekonuje nas, żebyśmy nie śmieli go osądzać, bo na jego miejscu zrobilibyśmy dokładnie to samo. 

A co - jeśli ma rację?


 

2022, wrzesień

WĘGLA NIE MA

Przemysław Pilarski

reż. Jacek Jabrzyk

prapremiera 16 września 2022

Mamy oto katowicko-sosnowiecki projekt teatralny mający na celu – mówiąc w największym uproszczeniu – zasypanie dzielącej oba miasta niewielkiej rzeki Brynicy. Choć rzeczka mała, to podziały ogromne, teatr wydaje się być narzędziem do zszywania idealnym, mamy już za sobą Nikaj w Sosnowcu w reżyserii dyrektora Teatru Śląskiego – Roberta Talarczyka, teraz w Katowicach reżyseruje dyrektor z Sosnowca – Jacek Jabrzyk. I temu ciekawemu śląsko - zagłębiowskiemu przedsięwzięciu pokojowemu przygląda się widz spoza wspomnianego kosmosu, gorol, czyli - ja.
I niestety poczułem się trochę niedotulony, nie dlatego, żem godki nie zrozumiał, ale dlatego, że rzecz wydała mi się en bloc w pełni zrozumiała jednak tylko dla tutejszych. Uniwersalności tej opowieści  nie poczułem, a kilka razy reakcji widowni wręcz nie zrozumiałem. Ale...  ta hermetyczność była dla widzów  wyraźnym atutem, w foyer słyszałem wiele pochwał, że  jest spektakl  o nas i naszej ziemi.
Najkrócej - detektyw Edward (skojarzenia jak najbardziej pożądane, w tej roli Michał Majnicz) ma przeprowadzić śledztwo w sprawie zniknięcia Ślązaków. Momentami jest całkiem zabawnie, naszego bohatera sufluje,  prowadzi  przez spektakl fantastyczną rolą Mirosława Żak, to bardzo fajny pomysł,  a towarzyszką podróży naszego detektywa jest niema Pola, sosnowieckie skojarzenie związane z jej imieniem jest właściwe. W pewnym jednak momencie ich wędrówki zaczyna się robić dość onirycznie, (jestem stosunkowo uczulony na oniryzm w teatrze), rzeczy zaczną się dziać we śnie czy - w głowie naszego bohatera. I znów  zderzenie z vox populi - podsłuchani  widzowie  tę  część spektaklu oceniali bardzo wysoko.

Nie jestem pewien, co sądzić o finale, czy też o – finałach. „Kochajmy się” wyszło nieco naiwnie, raczej tak miało być, ale wyłapałem w tej scenie jakąś nutkę fałszu, a monolog nie tak jednak niemej jak się okazało Poli był zupełnie na serio, żeby nie powiedzieć mocniej, podczas gdy cała reszta – nie. 
Nie byłem chyba gotowy na aż tak radykalną zmianę tonacji.
 

2020, grudzień 40. Warszawskie Spotkania Teatralne

KURT GERRON. FÜHRER DAJE MIASTO ŻYDOM

Jolanta Janiczak

reż. Wiktor Rubin

premiera 7 czerwca 2019
Jak wygląda życie, gdy wiadomo, że za chwilę przyjdzie śmierć?

Gwiazda niemieckiego przedwojennego filmu, Kurt Gerron, osadzony w Theresienstadt, otrzymuje propozycję, powiedzmy – nie do odrzucenia, żeby nakręcić propagandowy film o modelowym żydowskim getcie, gdzie życie osadzonych prawie nie różni się od beztroski kuracjuszy w uzdrowisku. I jesteśmy świadkami powstawania tego „dzieła”, na zrealizowanie którego Gerron ma 11 dni. Plan zdjęciowy jest jak najprawdziwszy, są rekwizyty, nieznane kuchni obozowej jedzenie na stołach, są zatrudnieni przy produkcji przebywający w Terezinie artyści, statyści, aktorzy.

To będą wyjątkowe dni ich życia, kompletnie absurdalne – biorąc pod uwagę okoliczności i – dla wielu z nich – ostatnie, z czego doskonale zdają sobie sprawę. Zatem – jak wygląda życie, gdy wiadomo, że za chwilę przyjdzie śmierć?

Po zakończeniu zdjęć, Gerron wraz z innymi artystami, których zatrudnił do pracy nad tym filmem, został wysłany do Auschwitz i tam zamordowany. Film, który nakręcił, nigdy nie został dokończony i ocalał we fragmentach.
Twórcy przyglądali się tej - ekstremalnej w swój upiorny sposób - sytuacji w Terezinie z dystansu, ja jako widz – też. Przeszedłem obok tego spektaklu doskonale obojętnie.
 

2018, grudzień, 11. Międzynarodowy Festiwal Teatralny Boska Komedia

POD PRESJĄ

Łukasz Chotkowski, Maja Kleczewska na podst. filmu J. Cassavetesa

reż. Maja Kleczewska

premiera 23 marca 2018

Faworyt do Grand Prix i laureat tejże nagrody na tegorocznej Boskiej Komedii i – zdecydowanie zasłużona nagroda dla najlepszej aktorki (Sandra Korzeniak), spektakl Mai Kleczewskiej podium podzielił – równie zasłużenie - z przedstawieniem Magdy Umer z warszawskiej Polonii, o którym pisałem tu.

No cóż, o presji właśnie. O tym, czego się oczekuje od kobiety, ściślej – czego „społeczeństwo” odeń oczekuje, i co – jeśli ta kobieta, matka, żona itd. – owych oczekiwań nie spełnia. Ale także poruszająca próba zdefiniowania tego, co „normalne” a co nie. I jaka jest cena bycia „normalnym”. Przedstawienie przemyślane w każdym calu, dojmujące nieoczywiste, z faktycznie wielką rolą Sandy Korzeniak, ale i z dopracowanym drugim planem, bardzo dobry Piotr Bułka jako Nick, rewelacyjny epizod Antoniego Gryzika (ojciec Mabel). Wypełniona po brzegi krakowska sala ICE oglądała to przedstawienie jak zahipnotyzowana, widziałem łzy w oczach, długie owacje itd.

Jednak… No cóż, nie umiem niestety ani tego choć z grubsza nazwać, i ani wskazać gdzie i jak, ale wyczułem w tym spektaklu cień maleńki ale jednak – jakiejś… manipulacji, coś mi się tam nie zgadzało, jakaś nuta zagrała mi fałszywie, nie wiem co to, wciąż szukam i próbuję to nazwać, ale owo „coś” nie pozwoliło mi w pełni podzielić zachwytów nad tym – podkreślam – ważnym i przejmującym spektaklem.

 

2016, październik

LENI RIEFENSTAHL

I.Gańczarczyk, Ł.Wojtysko

reż. Ewelina Marciniak

premiera 5 listopada 2016

Jechałem do Katowic z ogromnymi oczekiwaniami, zachwycony Księgami Jakubowymi pani Eweliny w stołecznym Powszechnym. Leni jednak rozczarowała. Aktorzy co prawda grają świetnie (i z poświęceniem), ale tekst wydał mi się jakby niedokończony, poszarpany, bez kropek ani nawet znaków zapytania. A pytania są ważne – czy cel uświęca środki? Czy Riefenstahl powinna była kręcić filmy tylko dlatego, że mogła, bo mieli do niej słabość Hitler z Goeringiem? Wreszcie - czy talent usprawiedliwia kolaborację z mordercami. Cóż, jest kojarzona do dziś z faszyzmem i ten epizod w jej bardzo długim życiu opisywała w kilku autobiografiach. Która z nich i - czy w ogóle któraś - jest prawdziwa? Nie mam pewności, czy Elfriede Jelinek – ważna w spektaklu postać, pewnego rodzaju prokurator pamięci – zna na to pytanie odpowiedź.

Ewelinie Marciniak świetnie wychodzą sceny choreograficzne z nagimi aktorami. Ta erotyczna, nie pornograficzna ze Śmierci i Dziewczyny, orgia w Księgach, taniec Nubijczyków w Leni. I jakkolwiek to zabrzmi – jest p. Ewelina jedynym reżyserem w kraju, który aktora umie rozebrać i wie, po co to robi. Dlatego i w tym przedstawieniu tenże kostium nie wywołuje zażenowania ani u aktorów, ani u widzów. Ale faktycznie – Leni jest raczej dla widzów dorosłych. 

I mała uwaga… Na widowni w ostatnich rzędach pięknego skądinąd Szybu Wilson było bardzo źle słychać. Niestety, nie udało mi się wejść dostatecznie mocno w tę opowieść, bo skupiałem się na zrozumieniu aktorów, szczególnie tych, którzy grali w maskach… Mam nadzieję, że akustycy już to naprawili, bo na premierze było naprawdę fatalnie.

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Nullam porttitor augue a turpis porttitor maximus. Nulla luctus elementum felis, sit amet condimentum lectus rutrum eget.