TEATR ŚLĄSKI

 

2020, grudzień 40. Warszawskie Spotkania Teatralne

KURT GERRON. FÜHRER DAJE MIASTO ŻYDOM

Jolanta Janiczak

reż. Wiktor Rubin

premiera 7 czerwca 2019
Jak wygląda życie, gdy wiadomo, że za chwilę przyjdzie śmierć?

Gwiazda niemieckiego przedwojennego filmu, Kurt Gerron, osadzony w Theresienstadt, otrzymuje propozycję, powiedzmy – nie do odrzucenia, żeby nakręcić propagandowy film o modelowym żydowskim getcie, gdzie życie osadzonych prawie nie różni się od beztroski kuracjuszy w uzdrowisku. I jesteśmy świadkami powstawania tego „dzieła”, na zrealizowanie którego Gerron ma 11 dni. Plan zdjęciowy jest jak najprawdziwszy, są rekwizyty, nieznane kuchni obozowej jedzenie na stołach, są zatrudnieni przy produkcji przebywający w Terezinie artyści, statyści, aktorzy.

To będą wyjątkowe dni ich życia, kompletnie absurdalne – biorąc pod uwagę okoliczności i – dla wielu z nich – ostatnie, z czego doskonale zdają sobie sprawę. Zatem – jak wygląda życie, gdy wiadomo, że za chwilę przyjdzie śmierć?

Po zakończeniu zdjęć, Gerron wraz z innymi artystami, których zatrudnił do pracy nad tym filmem, został wysłany do Auschwitz i tam zamordowany. Film, który nakręcił, nigdy nie został dokończony i ocalał we fragmentach.
Twórcy przyglądali się tej - ekstremalnej w swój upiorny sposób - sytuacji w Terezinie z dystansu, ja jako widz – też. Przeszedłem obok tego spektaklu doskonale obojętnie.
 

2018, grudzień, 11. Międzynarodowy Festiwal Teatralny Boska Komedia

POD PRESJĄ

Łukasz Chotkowski, Maja Kleczewska na podst. filmu J. Cassavetesa

reż. Maja Kleczewska

premiera 23 marca 2018

Faworyt do Grand Prix i laureat tejże nagrody na tegorocznej Boskiej Komedii i – zdecydowanie zasłużona nagroda dla najlepszej aktorki (Sandra Korzeniak), spektakl Mai Kleczewskiej podium podzielił – równie zasłużenie - z przedstawieniem Magdy Umer z warszawskiej Polonii, o którym pisałem tu.

No cóż, o presji właśnie. O tym, czego się oczekuje od kobiety, ściślej – czego „społeczeństwo” odeń oczekuje, i co – jeśli ta kobieta, matka, żona itd. – owych oczekiwań nie spełnia. Ale także poruszająca próba zdefiniowania tego, co „normalne” a co nie. I jaka jest cena bycia „normalnym”. Przedstawienie przemyślane w każdym calu, dojmujące nieoczywiste, z faktycznie wielką rolą Sandy Korzeniak, ale i z dopracowanym drugim planem, bardzo dobry Piotr Bułka jako Nick, rewelacyjny epizod Antoniego Gryzika (ojciec Mabel). Wypełniona po brzegi krakowska sala ICE oglądała to przedstawienie jak zahipnotyzowana, widziałem łzy w oczach, długie owacje itd.

Jednak… No cóż, nie umiem niestety ani tego choć z grubsza nazwać, i ani wskazać gdzie i jak, ale wyczułem w tym spektaklu cień maleńki ale jednak – jakiejś… manipulacji, coś mi się tam nie zgadzało, jakaś nuta zagrała mi fałszywie, nie wiem co to, wciąż szukam i próbuję to nazwać, ale owo „coś” nie pozwoliło mi w pełni podzielić zachwytów nad tym – podkreślam – ważnym i przejmującym spektaklem.

 

2016, październik

LENI RIEFENSTAHL

I.Gańczarczyk, Ł.Wojtysko

reż. Ewelina Marciniak

premiera 5 listopada 2016

Jechałem do Katowic z ogromnymi oczekiwaniami, zachwycony Księgami Jakubowymi pani Eweliny w stołecznym Powszechnym. Leni jednak rozczarowała. Aktorzy co prawda grają świetnie (i z poświęceniem), ale tekst wydał mi się jakby niedokończony, poszarpany, bez kropek ani nawet znaków zapytania. A pytania są ważne – czy cel uświęca środki? Czy Riefenstahl powinna była kręcić filmy tylko dlatego, że mogła, bo mieli do niej słabość Hitler z Goeringiem? Wreszcie - czy talent usprawiedliwia kolaborację z mordercami. Cóż, jest kojarzona do dziś z faszyzmem i ten epizod w jej bardzo długim życiu opisywała w kilku autobiografiach. Która z nich i - czy w ogóle któraś - jest prawdziwa? Nie mam pewności, czy Elfriede Jelinek – ważna w spektaklu postać, pewnego rodzaju prokurator pamięci – zna na to pytanie odpowiedź.

Ewelinie Marciniak świetnie wychodzą sceny choreograficzne z nagimi aktorami. Ta erotyczna, nie pornograficzna ze Śmierci i Dziewczyny, orgia w Księgach, taniec Nubijczyków w Leni. I jakkolwiek to zabrzmi – jest p. Ewelina jedynym reżyserem w kraju, który aktora umie rozebrać i wie, po co to robi. Dlatego i w tym przedstawieniu tenże kostium nie wywołuje zażenowania ani u aktorów, ani u widzów. Ale faktycznie – Leni jest raczej dla widzów dorosłych. 

I mała uwaga… Na widowni w ostatnich rzędach pięknego skądinąd Szybu Wilson było bardzo źle słychać. Niestety, nie udało mi się wejść dostatecznie mocno w tę opowieść, bo skupiałem się na zrozumieniu aktorów, szczególnie tych, którzy grali w maskach… Mam nadzieję, że akustycy już to naprawili, bo na premierze było naprawdę fatalnie.