Teatr Współczesny w Warszawie

 

2019, wrzesień

WSTYD

Marek Modzelewski

reż. Wojciech Malajkat

premiera 13 września 2019 

Mamy oto rozpoczynające się wesele, na zapleczu sali wśród wódek, oranżad i zakąsek spotykają się rodzice młodych. Cóż, czeka ich dość poważna rozmowa, bo pan młody uciekł sprzed ołtarza, a najgorsze – że zdenerwowana mamusia nie może się do synka dodzwonić. Do czego spotkanie tej czwórki doprowadzi?

Ta jazda jest naprawdę bez trzymanki, więcej jednak nie mogę napisać, żeby nie zepsuć Wam wieczoru w teatrze. Świetny, bardzo inteligentny tekst Marka Modzelewskiego balansuje między farsą a dramatem, i – choć rzecz jest naprawdę zabawna - gdyby się tak bliżej przyjrzeć naszym bohaterom, to czy na pewno jest się z czego śmiać? I gdzie wśród motorów (bądź hamulców) ich działań znajduje się tytułowy wstyd?

Na małej scenie Współczesnego - Izabela Kuna, Agnieszka Suchora, Jacek Braciak i Mariusz Jakus, wszyscy są fantastyczni. Wstyd już jest jednym z największych przebojów warszawskich scen, życzę więc udanego polowania na bilety.

 
2019, kwiecień
PAN EIN I PROBLEMY OCHRONY PRZECIWPOŻAROWEJ 
Wiktor Szenderowicz
reż. Wojciech Adamczyk

premiera 13 kwietnia 2019

Przykro pisać, ale to, co widziałem i słyszałem - łopatologiczne tezy, wyciosane kilofem niedopowiedzenia, zero dystansu czy dojmująco pozbawione wdzięku ogrywanie rozmaitych klisz - spowodowało, że kilka razy poczułem się niekomfortowo, zażenowany i upokorzony założeniem autora, że jestem pozbawiony inteligencji, bez względu na to, czy rzecz jest o Rosji, o „jakimś kraju w Europie” czy o Polsce tu i teraz, wyszło bowiem raczej ordynarnie. Aktorzy Teatru Współczesnego robią co mogą, żeby uratować ten okropny tekst, np. bardzo dobry jak zawsze Andrzej Zieliński, ale już scena z rozebranym (uspokajam, do majtek) Remigiuszem Jankowskim wyglądała na krzyk bezradności. Być może w Rosji Wiktor Szenderowicz jest uznany za ”mistrza satyry politycznej” i być może w jego tekstach jest „i smieszno i straszno” – cyt. za stroną internetową Teatru.

U nas niestety wyszło tylko straszno.

 

2019, styczeń

TRZECIA PIERŚ

Ireneusz Iredyński

reż. Jarosław Tumidajski

premiera 26 stycznia 2018 

Jak ktoś nie może zrozumieć, dlaczego Gomułka nienawidził wręcz Iredyńskiego, to niech sobie zobaczy ten spektakl, co prawda to już były lata 70-te, ale mechanizmy rządzące światem niespecjalnie się zmieniły, Iredyński – na swoje nieszczęście - wyjątkowo starannie się im przyglądał… Mamy oto pewną wspólnotę, do której – dobrowolnie oczywiście – wstąpili ci, którzy już mieli dość „tego wszystkiego”. Pojawia się w niej także Jerzy, młody, przystojny, zakochuje się w nim Ewa, liderka owej wspólnoty. Ona skrywa przed światem pewną tajemnicę, no cóż, tytułową. Jak Tomasz, pewnego rodzaju sumienie tej grupy, to zauroczenie i ten sekret wykorzysta?

Fantastycznie napisany, dojmująco o tym, co tu i dziś, i świetnie przez całą trójkę zagrany spektakl, ogląda się najpierw jak kino moralnego niepokoju, a potem - wciąga jak thriller. Jarkowi i aktorom gratuluję znakomitego przedstawienia.

Żądam więcej Iredyńskiego na polskich scenach!

 

2018, listopad

NIM ODLECI

Florian Zeller

reż. Maciej Englert

premiera 17 listopada 2018

Mamy oto dom i małżeństwo (fantastyczni Marta Lipińska i Krzysztof Kowalewski) mające dwie dorosłe córki (Monika Krzywkowska i Barbara Wypych). Zjawiają się one w tymże domu rodzinnym, żeby… No właśnie, po co? I do kogo tak naprawdę przyjeżdżają? I czy w ogóle potrzebnie? A jaką rolę w tej opowieści odegra „stara znajoma”? I kim ona jest? Tak, po spektaklu ma się mętlik w głowie, zostaje się z rozmaitymi pytaniami o to np. co było w tej historii powiedziane a co jedynie pomyślane, co się wydarzyło naprawdę, a co – jest wymyślone, co jest ważne, a co ważne się tylko ważnym wydaje. 

To najlepsza inscenizacja tekstu Zellera, jaką dotychczas widziałem, dlatego, że miałem na scenie dwoje aktorów w towarzystwie których (w radiu) się wychowywałem i dlatego, że Maciej Englert uszanował inteligencję widza i szczęśliwie w tekst nie zaingerował, a w każdym razie – nie w widoczny sposób i tej zellerowej zabawy z widzem nie zepsuł, a można było przecież – jak to się wydarzyło w jednym z teatrów – np. na projekcji pokazać dopisane postscriptum ‘kto z kim i dlaczego”, żeby widz broń Boże nie wyszedł z teatru targany wątpliwościami.


Mój Social Media Manager poczynił uwagę, że to spektakl dla starszego widza, bo o starości, trochę jak Ojciec. Przeciwnie, jest o wszystkim, ale właśnie nie o starości. Ale… może faktycznie trzeba mieć siwo na głowie, żeby to i zauważyć i zrozumieć. A może się mylę. No może.

 

2018, kwiecień

ZBRODNIE SERCA

Beth Henley

reż. Jarosław Tumidajski

premiera 7 kwietnia 2018

Lata 70-te, amerykańska prowincja, gdzieś w Missisipi, Lenny kończy 40 lat, niestety, prawie nikt o jej urodzinach nie pamięta, nawet siostry. No cóż, one mają swoje problemy – Meg musi zrezygnować z marzeń o show-businessie, a Babe próbowała… zabić męża, bo „nie podobał jej się jego wygląd”, choć może powodów tegoż desperackiego kroku było więcej.  No i mamy uchwycony moment, kiedy siostry się spotykają. Do czego to spotkanie doprowadzi?

Tekst nagrodzonej Pulitzerem Beth Henley został sfilmowany w 1986 roku, trzy nominacje do Oscara i Diane Keaton w roli Lenny, trzeba będzie obejrzeć. Na scenie w Baraku w roli Lenny – Monika Krzywkowska, dawno już nie widziałem tej aktorki w roli jakby dla niej uszytej. Świetne również Monika Kwiatkowska i Katarzyna Dąbrowska, po raz kolejny swoją vis comica cudownie popisuje się – w roli kuzynki jędzy - Agnieszka Suchora. Panowie tym razem na drugim planie, ale też z tarczą – Szymon Roszak i Mikołaj Chroboczek. Spędziłem we Współczesnym bardzo przyjemne dwie godziny, naprawdę fajne przedstawienie, szczególnie spodoba się paniom jak sądzę.  

Bardzo proszę o więcej, i – jeśli to możliwe - o zamontowanie klimatyzacji na Scenie w Baraku.

 

2017, październik

Michaił Bułhakow

PSIE SERCE

reż. Maciej Englert

premiera 14 października 2017

Przez cały spektakl zastanawiałem się, czy Psie Serce jest opowieścią o Związku Sowieckim lat 20-tych czy też - o jakiejś bliższej nam rzeczywistości. Czy pies Szarik, a następnie Szarikow – to wyłącznie postaci z Bułhakowa, czy też mają oni twarze znane nam z politycznej polskiej codzienności. Ba, nawet w Wiaziemskiej odnalazłem kogoś mocno istniejącego (nie wiem, czy nie za mocno) w naszych czasach. No tak teraz jest, czytamy czasem coś, co nie jest napisane… 

Profesor Preobrażeński (Krzysztof Wakuliński) w ramach eksperymentu przeszczepia psu przybłędzie (Borys Szyc) przysadkę, a ten – staje się człowiekiem. Niestety, z najgorszymi możliwymi cechami. Oczywiście, przestroga. Przed czym? Chwała Bogu – Maciej Englert nie uwspółcześnił (nomen omen) tego znakomitego tekstu i każdy na to pytanie odpowie sobie sam, a jeśli nie – to z pewnością po prostu da się wciągnąć w ten bajkowy jednak świat Bułhakowa z padającym moskiewskim śniegiem i z orkiestrami dętymi grającymi na podwórkach.

Jak to we Współczesnym – świetnie zagrane. Borys Szyc w roli psa naprawdę wiarygodny, fantastyczna rola, świetny Krzysztof Wakuliński jako zagubiony nieco w młodziutkim komunizmie profesor i bardzo dobry debiut na deskach przy Mokotowskiej Szymona Mysłakowskiego, który gra Bormentala.

 

2017, maj

CZAS BARBARZYŃCÓW

Don Taylor

reż. Jarosław Tumidajski

premiera kwiecień 2017

Rozmawiałem z reżyserem, który zapewniał, że w żadnym wypadku ten spektakl nie miał odnosić się do naszej rzeczywistości.  No ale się odnosi… Miał być - zgodnie z intencją autora -  political fiction, a wyszła publicystyka polityczna, momentami dość nieznośna.  Rzecz o konformizmie, o elitach i ich kompromitacji, o potrzebie bycia mainstreamem, wreszcie – o patriotyzmie, o tym, że ojczyzna jest jedna, a rządzący się zmieniają. No więc mogłoby dać do myślenia, ale nie daje. Może po prostu - nie ten tekst, nie ten czas i nie ta scena? 

Fajna scenografia Mirka Kaczmarka, ciekawe kostiumy i zabawa światłem niestety również nie rekompensują „filmowej” gry zespołu. O ile Michał Mikołajczyk dał sobie radę moim zdaniem nieźle (podobnie jak Monika Pikuła i Monika Kwiatkowska), to niestety dość schematycznie wypadają Katarzyna Dąbrowska i Andrzej Zieliński, zaś Piotr Garlicki w roli odchodzącego polityka nie tylko nieprawdopodobnie niewiarygodny, ale również irytujący. 

No cóż, może nieświadomie dałem się wciągnąć w „tu i teraz”, widząc w twarzy granego przez niego Augustusa zupełnie kogo innego…

Coś nie wyszło.

 

2016, październik

LEPIEJ JUŻ BYŁO

Cat Delaney

reż. Wojciech Adamczyk

premiera 15 października 2016

Mam z tym przedstawieniem kłopot. Bo z jednej strony – przez dwie godziny nawet nieźle się bawiłem i miałem na scenie moją ukochaną aktorkę, z drugiej jednak – doznawałem dojmujących momentów zażenowania. Ten tekst jest bowiem znacznie poniżej poziomu Teatru Współczesnego.

Esmeralda Quipp jest emerytowaną aktorką szekspirowską, która – mówiąc w pewnym skrócie – ma poważne problemy, podchodzi do nich jednak z iście franciszkańską pogodą ducha. Właściwie tyle można napisać, żeby nie zepsuć Państwu wieczoru. Nie wyobrażam sobie, żeby rolę Esmeraldy mógł zagrać ktokolwiek inny niż Marta Lipińska i dla jej talentu warto ten spektakl zobaczyć. W ogóle wszyscy aktorzy – jak to we Współczesnym – grają koncertowo.

Co do reszty – mam jednak kilka uwag. Po pierwsze – wątek szekspirowski niestety nie został wystarczająco mocno ograny. Fragmenty z największego dramaturga wszech czasów mogły stanowić pewną przeciwwagę do farsowości tekstu Cat Delaney, a – choć pięknie przez Martę Lipińską podane – wywoływały tylko uśmiech pobłażania. Epizod Zbigniewa Suszyńskiego, wcielającego się na kwestię czy dwie w kucharza geja, naprawdę można było sobie darować, we Współczesnym spodziewałbym się wyższego poziomu niż rozśmieszanie publiczności kliszą przegiętego homoseksualisty.

Jako się rzekło – ponieważ spektakl jest świetnie obsadzony, więc i steki wulgaryzmów w ustach aktorek Współczesnego brzmiały w sumie dość naturalnie, i również – jak można się domyślić -  wywoływały salwy śmiechu na widowni. Mnie nie bawiły wcale, najwyraźniej byłem w złym nastroju. 

Podsumowując – świetnie zagrany niestety niedobry tekst. Złośliwie można byłoby napisać, że istotnie, lepiej już było.

Nic to, komplety będą i tak. 

 

2016, czerwiec

BUCHAREST CALLING

Peca Stefan

reż. Jarosław Tumidajski

Mamy oto Bukareszt sprzed kilku lat i pięcioro młodych ludzi, których losy w którymś momencie się skrzyżują. Jest Alex – DJ (Mateusz Król), szukający swojej żony, która zaćpała się na śmierć - Andrei (Mikołaj Chroboczek), alfons Pall Mall (Rafał Zawierucha) oraz siostry – opiekująca się sparaliżowaną matką Katia (niezmiennie olśniewająca Barbara Wypych) i - prostytutka Julia (zjawiskowa Monika Pikuła).

Powiedzmy sobie szczerze – sam tekst Stefana (Pecy?) mojego postrzegania świata nie zmienił. O tym, że życie jest gdzie indziej widziałem pewnie siedemdziesiąt cztery spektakle, z czego dwadzieścia osiem było lepszych. 

Ale – po pierwsze - Jarosław Tumidajski fantastycznie zaadaptował maleńką scenę w baraku dla potrzeb tego spektaklu, więc jest w tym dziejstwie na małej przestrzeni coś bardzo filmowego, a po drugie – młode pokolenie Współczesnego jest naprawdę fantastyczne.

Szczególnie Mateusz Król, który w roli DJ-a jest bezbłędny. Wiem, co piszę. Sam jestem DJ-em w radiu. 

No dobra, prezenterem, ale DJ brzmi lepiej.

 

2016, marzec

KAMIEŃ 

Marius Von Mayenburg

reż. Grzegorz Wiśniewski

To jest teatr jaki lubię najbardziej. Mądry tekst, w którym pada więcej pytań niż zbyt łatwych na nie odpowiedzi, bardzo dobre aktorstwo (z kilkoma odkryciami), przemyślana reżyseria. 

Mamy dom czy też właściwie kamienicę w Dreźnie. W jednym z mieszkań mieszkają kolejno – od roku 1933 po współczesność - trzy rodziny, z których każda skrywa swoje tajemnice. Te sekrety będą miały dojmujący wpływ na następne pokolenie. Prowadzą nas autor z reżyserem przez powikłane losy mieszkańców drezdeńskiej kamienicy, i wodzą za nos, i zawracają, by zbyt łatwo nie oceniać naszych bohaterów, bo różnica między katem a ofiarą, oszukiwanym i oszukującym może być niebezpiecznie rozmazana. Choć niekiedy bardzo nieodległa, o rzut tytułowym kamieniem. 

Na scenie młodsza generacja aktorów Teatru Współczesnego. Świetny profesjonalny debiut Barbary Wypych, absolwentki łódzkiej filmówki, która jeszcze na studiach rolą dyplomową także Withy w tymże spektaklu tegoż reżysera zdobyła Grand Prix Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi. 

Olśniewająca jest Monika Pikuła jako Mieze, bardzo dobry jest jedyny mężczyzna na scenie – Rafał Zawierucha który gra (dobrego?) Niemca. 

Zdecydowanie polecam, uprzedzając, że spektakl jest wyłącznie dla widzów inteligentnych.