TEATR POWSZECHNY W ŁODZI

 

2020, październik

WYKAPANY ZIĘĆ

Krzysztof Kędziora

reż. Paweł Szkotak

premiera 21 września 2019

Generalnie - jest miło i zabawnie, wszak jesteśmy w Polskim Centrum Komedii. Jeśli się zatem „wejdzie” w zaproponowaną przez reżysera konwencję – powiedzmy – komiksu, to udane popołudnie w Powszechnym mamy zagwarantowane, bo są tu odniesienia lokalne, za którymi publiczność przepada, są błyskotliwe puenty, są wreszcie aktorzy, którzy lubią w tym spektaklu grać, co po prostu widać.

Zastanawiam się jednak, czy i - na ile mniej śmiesznie byłoby, gdyby kreska, jakiej użyto w Zięciu była minimalnie cieńsza. Całość uszyto bowiem zbyt grubymi jak na mnie nićmi, wszystko jest tu umowne – i nie będę ukrywał – trochę mi to przeszkadzało. Bo historia ze sceny jak najbardziej MOGŁA się wydarzyć i nawet bez przerysowań byłaby udanym materiałem na komedię. Tymczasem mamy sytuację, że wszyscy grają, że grają. Tak zapewne miało być, co podkreślono np. piosenkami stand-upowo śpiewanymi przez występujących na scenie aktorów. Ten pomysł wydał mi się dość okropny, nie dlatego, że wykonawcy fałszowali czy coś, ale - że było to niczym innym, niż próbą, no nie wiem, chyba podlizania się publiczności, jakąś ułomną publicystyką, bo teksty piosenek miały komentować czy odnosić się do tego, co widzimy na scenie, ale niestety, trochę to nie wyszło.

Nie zrozumiałem również rozpoczynajacej spektakl sceny, nie mam niestety klucza do rozszyfrowania jej symboliki - otóż nasze bohaterki przez klika dobrych minut zmieniają pończochy, z czego literalnie nic nie wynika.

Czy coś może przegapiłem?

 

2019, wrzesień

FERRAGOSTO

Radosław Paczocha

reż. Adam Orzechowski

premiera 17 marca 2019 

Jesteśmy świadkami jednego dnia z życia Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, widzimy pisarza zamkniętego w dusznym hotelu tytułowego 15 sierpnia, otoczonego demonami (te oniryczne wątki spektaklu najmniej były przekonujące, może dlatego, że piszący te słowa nie wierzy w duchy), pojawiają się w spektaklu także jego żona, córka, brat, pojawia się ubek próbujący namówić Herlinga na powrót do kraju, Herling istotnie wraca, już w nowych czasach i ten sam aktor wciela się w dziennikarza pytającego pisarza m.in. o jego pochodzenie… I to nie jest przypadek.

Ferragosto jest opowieścią o wyborach człowieka myślącego, inteligentnego i wrażliwego, choć skądinąd niełatwego, któremu przyszło żyć w strasznych czasach; jest też opowieścią o Polsce jaką historia stworzyła, i - jaką chcielibyśmy mieć; jest mądrym i niejednoznacznym materiał do dyskusji o tym - trochę używając frazeologii teatralnej - kto jest aktorem a kto tylko widzem w spektaklu politycznej codzienności, i – o tym, czy zawsze na wybór tych ról mamy wpływ?

Spektakl poniekąd okolicznościowy, mamy rok Herlinga, nie przepadam za takimi „laurkami”, ominąłbym, gdyby nie przyjaźń z Powszechnym, nie wspominając już o tym, że na teatr biograficzny jestem uczulony.

Ale to przedstawienie – choć może ździebko przydługawe – jednak mnie wciągnęło, zainteresowało, jakoś obeszło, było o czymś naprawdę istotnym, poza tym Przemysław Chojęta w roli Herlinga jest naprawdę znakomity.
 

2019, marzec, w koprodukcji z Teatrem Współczesnym w Szczecinie

WRACAJ

Przemysław Pilarski

reż. Anna Augustynowicz

premiera 30 marca 2019 

Wraca oto do Radomia Bobby Kleks (fantastyczna Anna Januszewska), nazwisko nieprzypadkowe, proszę skojarzyć z Fredrą, chce zobaczyć swoje przedwojenne mieszkanie. A tam inni ludzie (sic!) – mamusia o kulach, która jednak utykała na jedną tylko nogę jak mąż żył, córka nawiedzona jakby przez dybuka, syn nerwowo wybijający rytm o ramę łóżka, leśni dziadkowie, trochę chór antyczny głoszący, że słowa nie przychodzą łatwo (F.R.David).

Wyszedłem ze spektaklu zdezorientowany, z kompletną pustką a jednocześnie z nadmiarem (tak, to możliwe) skojarzeń, myśli, przypuszczeń, tez i - emocji. Naprawdę zrozumiałem reakcję Marka Brauna na otrzymany od Anny Augustynowicz Przemkowy tekst - poje…o. (Warto czasem zostać na spotkaniu z twórcami

Wciąż boli mnie to przedstawienie, jestem pokąsany i niespokojny, w pewien trans mnie Wracaj wprawiło. Im więcej czasu mija odeń – tym mocniej.

 

2018, grudzień

TANIEC ALBATROSA

Gerald Sibleyras

reż. Marcin Sławiński

premiera 10 listopada 2018

Łódzki Powszechny sięgnął po bardzo popularny tekst francuskiego dramaturga, znany także polskim widzom m.in. z Teatru Współczesnego w Warszawie. Może nie do końca to komedia, raczej „spektakl obyczajowy”, rzecz mówiąc najkrócej o pewnym dojrzałym mężczyźnie Filipie, z zawodu ornitologu, i perypetiach jego kryzysu wieku średniego. Owe perypetie mają na imię Judyta (Karolina Krawczyńska), i są 23-letnią autorką książek dla niemowląt. Czy ich związek ma jakiekolwiek szanse?

A w ogóle - co zdarza nam się robić, żeby udowodnić sobie i światu, że „zawsze można zacząć od nowa”? I czy aby na pewno nasze działania nie ocierają się o desperację?

Naszemu bohaterowi Filipowi (Mirosław Jękot) towarzyszą na scenie – oprócz wspomnianej młodej damy, także siostra, również będąca na rozdrożu życiowym (Barbara Lauks), oraz przyjaciel – Ludwik, będący w „platonicznym związku”.

I choćby dla niego warto spektakl zobaczyć, nawet jeśli w takim repertuarze nie gustujecie, bo Adama Marjańskiego żyjącego w świecie mądrości z kolorowych czasopism można słuchać bez końca, zanosząc się od serdecznego śmiechu.

Zwiewne i jednak pogodne, na zimową szarówkę – jak znalazł.

 

2018, lipiec

SZALONE NOŻYCZKI

Paul Portner

reż. Marcin Sławiński

premiera 27 marca 1999…

… z czego wynika, że spektakl jest na afiszu Powszechnego od 19 lat i jest ciągle grany przy kompletach na niemałej przecież widowni przy Legionów, także dwa przedstawienia plenerowe przed łódzką Manufakturą na urodzinach miasta były silnie przez publiczność frekwentowane. Prosimy nie powtarzać – Szalone nożyczki widziałem pierwszy raz w życiu i dopiero teraz zrozumiałem, dlaczego mają to w repertuarze wszystkie teatry świata.

Wydaje mi się, że wcale aż tak łatwo się w tym nie gra, bo - chwila nieuwagi i będzie wstyd, jak publiczność zauważy coś, czego zauważyć nie powinna i – o zgrozo – o to zapyta. A pytała wyjątkowo chętnie! Ciekaw jestem, czy jest także przewidziany scenariusz na publiczność niezaangażowaną? Czy może się tak wydarzyć, że widzowie siedzą i nawet wywołani - nic nie mówią? I czy wówczas – odbywa się tylko głosowanie i po godzince do domu? No, ciekawe…

Uwagi właściwie tylko dwie - moim zdaniem niepotrzebnie Jakub Firewicz (gra tę rolę w dublurze z Jakubem Kotyńskim) drastycznie przerysował postać głównego bohatera fryzjera-geja, można było delikatniej, bo wystarczająco wiele uciech na temat jego obyczajów erotycznych było w tekście, ale… zdaje się, że publiczności właśnie to było potrzebne, żeby nikt nie miał wątpliwości kto jest kim. Nie zrozumiałem również lokalnych asocjacji, ale musiały być niezwykle zabawne, gdyż wzbudzały u publiczności niepohamowaną wesołość.A w ogóle – uważam, że zabił któryś z gliniarzy, choć ta wersja nie jest przewidziana do odegrania w finale. A szkoda:)

Nie moja to co prawda filiżanka herbaty, wyobrażałem sobie podczas oglądania spektaklu rozmaite dekonstrukcje, które można byłoby uskutecznić na tym organizmie, niektóre dość okrutne, ale – szacunek dla twórców za 19 lat na afiszu, za komplety na widowni i za zachwyconą publiczność.

 

2018, styczeń

WSZYSTKO W RODZINIE

Ray Cooney

reż. Giovanny Castellanos

premiera 31 grudnia 2017

Doktor Mortimor ma wystąpić z prezentacją przed zgromadzonymi w Londynie kolegami lekarzami z całego świata. Niestety, przygotowania do jego występu zostają – delikatnie mówiąc – zakłócone. Ostatnie przymiarki do wystawienia przedstawienia świątecznego w jego szpitalu także nie ułatwiają niezbędnego przecież skupienia. I jak to w farsie, powiedzieć – że nastąpi katastrofa – to tak, jakby nic nie powiedzieć.

Uśmiałem się serdecznie, kilka gagów jest naprawdę zabawnych, choć powiedzmy sobie szczerze, że w którymś momencie nagromadzenie nieporozumień i hec wymyka się nieco prawdopodobieństwu i logice. Niemniej – taka właśnie jest poetyka farsy, przyznać trzeba Cooneyowi, że z matematyczną precyzją doprowadza wątek każdego kłamstewka do końca, nawet, kiedy już widz zdążył zapomnieć, jaką to brednię zdołał Mortimer wymyślić, by tylko uratować swoją skórę.

Wiadomo, że Powszechny zaprawia aktorów w bojach farsowych, to jest wymagający gatunek sceniczny, także dlatego, że trzeba bardzo uważać, żeby kreska, którą autor namalował ów świat, w żadnej sekundzie nie była na scenie ZBYT gruba.

I dlatego przekonacie się, że najtrudniejsze zadanie miał Artur Zawadzki, który znakomicie, z zegarmistrzowskim wyczuciem wcielił się w biednego doktora Bonneya, wrobionego w ździebko późnawe ojcostwo.

 

2017, maj

ARCYDZIEŁO NA ŚMIETNIKU

Stephen Sachs

reż. Justyna Celeda

premiera 20 maja 2017

Maude jest samotną, raczej niestroniącą od bourbona eks-barmanką, która weszła w posiadanie (za 3 USD) pewnego obrazu. Wiele wskazuje na to, że jest to nieznane dzieło Jacksona Pollocka, ale żeby ten fakt udowodnić i uczynić z niej milionerkę, potrzebna jest ekspertyza. No więc nowojorski ekspert Lionel przyjeżdża do domu Maude, by wydać wiążącą opinię o autentyczności dzieła.

Może od razu powiem, że nie dowiemy się, czy Pollock jest prawdziwy czy też nie, bo też i nie o tym jest ten świetny tekst. W którymś momencie rozmowa Maude i Lionela o obrazie i jego pochodzeniu staje się wręcz jazdą bez trzymanki, bo schodzi na rzeczy znacznie ważniejsze od autentyczności obrazu -  na wiarę, sens życia, lojalność, samotność i rozpaczliwe poszukiwanie na świecie prawdy, naturalnie -  w naszym jej rozumieniu. Milena Lisiecka – wspaniała, można nawet odnieść wrażenie, jakby rolę bohaterki autor napisał specjalnie dla tej aktorki. Jakub Kotyński co prawda momentami przeszarżował, niepotrzebnie, ale i tak piątka z kropką. 

Kropka - za niepowtarzalną atmosferę tego spektaklu „dla emerytów” o piętnastej. Halinka, co ty robisz z aparatem? – słyszę z fotela obok. Ach, wiesz, zepsuło się wyłączanie, to baterię muszę wyjąć.

Życie.