TEATR NOWY W POZNANIU

 

2019, wrzesień

JA JESTEM HAMLET

Agata Duda-Gracz

peż. Agata Duda-Gracz

premiera 26 kwietnia 2019 

Przez obłożone foliami foyer, przez przestrzeń będącą w remoncie, w PROCESIE, w stanie przejściowym, w bałaganie, wchodzimy starannie podzielonymi grupami na widownię i mamy oto zaczynającą się próbę. Dla Reżysera/Hamleta (znakomity Michał Kocurek) tekst i w ogóle Szekspir są jakby tylko pretekstem jego tutaj obecności, aktorzy – trochę złem koniecznym, zresztą poniża jedną z aktorek do tego stopnia, że ze stresu sika w majtki. Zmienia sobie ni w 5 ni w 9 - deus ex machina lepiej napisać -  obsadę („nie wiem, kogo gram” – cudowna Antonina Choroszy w roli Leokadii/Gertrudy), i w ogóle, wraz z dramaturgiem (bardzo wiarygodny Jan Romanowski - „to ja napisałem, nie Szekspir”, sic!) dekonstruuje wszystko, co się da, potrzebnie i nie, obrażając logikę, wypaczając znaczenia, jakby samo bycie w tym PROCESIE miało być celem do osiągnięcia. Aktorzy próbują grać jak im reżyser każe, nie śmiąc doszukiwać się sensów i kontekstów, chyba tylko stary Hamlet (Ildefons Stachowiak) jest w tym awangardowym czy też post dramatycznym nieporozumieniu jakąś ostoją logiki. Jego syn już niespecjalnie – Hamlet junior/Dżus Bartosza Nowickiego swoje kwestie po cichu bełkocze, a świat otaczający przyjmuje to z dezynwolturą, no bo przecież wiadomo, co Hamlet miał do powiedzenia, po co więc go słuchać, szczególnie, że jest tu najmniej ważny?

Agata Duda-Gracz znów zrealizowała z zespołem Nowego spektakl wybitny, poruszający i w najwyższym stopniu zachwycający, będący głośnym, rozpaczliwym nawet wołaniem o sens, o ład, o piękno, o normalność, o talent, o czystość myśli i słów, o konsekwencję, o mądrość, o odwagę. Nie wyobrażam sobie, żeby ludzie związani z teatrem tego spektaklu nie zobaczyli.

Chociaż – oczywiście – zupełnie jak Beatrycze u Lechonia, to wcale nie jest przedstawienie o teatrze, mimo, że próba, że Hamlet, że kontrapunkt.

Może szczególnie – bo kontrapunkt

 

2019, kwiecień, 44 Opolskie Konfrontacje Teatralne

BENIOWSKI. BALLADA BEZ BOHATERA

Juliusz Słowacki

reż. Małgorzata Warsicka

premiera 14 kwietnia 2018 

To właśnie JEST żywa klasyka, ten Słowacki jest bardziej „współczesny” niż Mickiewicz z Fredrą razem wzięci, co przecież nie jest wcale kontrowersyjną konstatacją. Spektakl ma formę koncertu, jest bardzo głośno i bardzo rockowo, zdarzają się i momenty liryczne, znakomitą muzykę napisał Karol Nepelski. Słyszałem utyskiwania z innych wystawień, że coś nie tak bywało z dźwiękiem, w tym wypadku akustyka ma naprawdę kolosalne znaczenie, więc ucieszyłem się, że w Opolu słychać było świetnie, wprost żyleta. Aktorki fantastycznie i śpiewają i grają, w obu sensach, nie aż tak łatwy przecież tekst Słowackiego w ich interpretacji NAPRAWDĘ pasuje do takiej estetyki, słucha się tego świetnie, ponosi. A bohatera w tych pieśniach nie ma w istocie, bo raz - że Beniowski, choć dzielny i nieznający zahamowań, jednak na bohatera się ze swoim intelektem niespecjalnie nadaje, a dwa – bo żadna z aktorek nie jest przypisana do jednej tylko postaci czy wątku. No więc – istotnie, bohatera dojmująco brak.

Mimo to wyszedłem ze spektaklu oczarowany i rozentuzjazmowany, opolskie jury – jak jednoznacznie wynika z werdyktu - najwyraźniej też!
 
2019, kwiecień, Opolskie Konfrontacje Teatralne
PAN TADEUSZ

Adam Mickiewicz; adapt. M. Grabowski, T. Nyczek

Reż. Mikołaj Grabowski

Premiera 13 października 2018 

Kilka scen było bardzo zabawnych, np. polowanie z Łukaszem Chruszczem w roli niedźwiedzia, atak mrówek, czy stosunek Tadeusza do cudzoziemskości Hrabiego z sosenką w ręku, może nawet ocierały się one o nadmierną efektowność, ale w sumie to dobrze, żeby młodzież zrozumiała, że nasza narodowa epopeja jest nie tylko kobyłą do przerobienia na polskim, ale i tekstem pogodnym, choć z przesłaniem może nie do końca optymistycznym, niektóre wszak diagnozy są dość mocno aktualne. (Szabel nam nie zbraknie – mówi Sędzia, kończąc jednak ten cudowny czterowiersz konstatacją „jakoś to będzie”). Spektakl jest polityczny bo i tekst taki jest, wystarczy podkreślić pewne wątki i mamy rzecz pasującą do wszystkich czasów. Więc i to przedstawienie jest o tym, co tu i teraz, z inteligentnymi odniesieniami do naszej współczesności, ale specjalnie bogatszy z tego spektaklu nie wyszedłem, bo ja już to wszystko – motyla noga – wiem…

Warto było jednak zobaczyć (wytężając słuch), bo spektakl jest popisem talentu aktorów Teatru Nowego. Z mało przecież ciekawego Tadeusza Jan Romanowski zrobił jednak młodzieńca z krwi i kości, choć istotnie mistrzem intelektu Tadeuszek nie jest. Mariusz Zaniewski – mimo że jest w drugim planie przez cały spektakl – z wyjątkiem spowiedzi, ale owa spowiedź Robaka jest najbardziej dojmującym momentem tego przedstawienia (szczególnie jeśli ktoś siedział bliżej sceny i wszystko słyszał),

w roli Hrabiego – świetny i obsadzony po warunkach – jak mówiono w kolejce do szatni - Mateusz Ławrynowicz, a najlepszą rolę tego przedstawienia zagrał Ildefons Stachowiak, Gerwazy, syn takiej Polski, której trzeba się bać.
 

2019, kwiecień, 39. Warszawskie Spotkania Teatralne

HOLOUBEK SYN PICASSA

Andreas Pilgrim/Sebastian Majewski

reż. Julia Szmyt

premiera 28 września 2018

Gdzie oni są? Ci wszyscy bohaterowie bajek z tamtych lat? Żwirek i Muchomorek, Krokodyl Gienia z Kiwaczkiem, Piaskowy Dziadek, Barba Papa, której (którego właściwie) prawie nikt nie poznał… Otóż są! I właśnie jesteśmy świadkami ich spokojnej, może nawet nudnawej starości, wspominania starych dobrych czasów itd., ten sielski odpoczynek zostaje jednak zakłócony…

Pomysł był fajny, wykonanie fantastyczne, ale na scenie dojmująco coś nie grało. Tak jakby tekst był dla postaci trochę tworem obcym, niedobrze się tego słuchało, dało się wyczuć jakąś fałszywą nutę, jakby nie udało się połączyć narracji kreskówkowej z tamtych lat z odniesieniami do dziś i nie z powodu nieczytelności owych dygresji, przeciwnie. W którymś momencie zrobiło się „tego wszystkiego” za dużo, i jajko i pałac w Bawarii i krnąbrny gołąb, coś kompletnie odleciało.

Zauważyłem, że ze spektaklu wyszli zachwyceni widzowie 65+. Może tylko oni zrozumieli, co czują niepotrzebne już światu postacie z Krainy Mchu i Paproci? No może.

 

2017, marzec

BĘDZIE PANI ZADOWOLONA, CZYLI RZECZ O OSTATNIM WESELU WE WSI KAMYK

Agata Duda-Gracz

reż. Agata Duda-Gracz

premiera 25 marca 2017

Siedzę sobie w bufecie pijąc kawę, a tu nagle zaczynają dobiegać dźwięki dość siermiężnej dyskoteki. Idę zatem na górę, rzuca się na mnie jakiś facet – jak się okazało świadek pana młodego - siarczyście w policzki całuje i wita na weselu, życząc dobrej zabawy. Obowiązki gospodarzy przyjęli wobec widzów wszyscy uczestnicy tej imprezy, konfundując ździebko przybyłych na uroczystą przecież premierę teatralną.

No i mamy oto wesele we wsi Kamyk, Zunia, kobieta z przeszłością, wychodzi za Siutka  - mężczyznę po przejściach, co gorsza – moczącego się w nocy. Ale każdy z rodziny i z gości ma na tym weselu coś za uszami. I ci żywi, i duchy też. Bo towarzyszy weselnikom przez cały czas cień Rycia - Zjeba, brata panny młodej, zabitego z okrucieństwem za swoje nieswoje przewiny. (Fenomenalna - sic! -scena zjebowej kaźni).

I trwa sobie to wesele, po mordach się biją, szukają zaginionej kiełbasy, po kątach się grzmocą, i patrzę i śmieję się i skulam w sobie troszkę też, i zastanawiam się – ale… o czym to jest? O zemście, sprawiedliwości, miłości, złu? O złu najbardziej. Ale tak naprawdę jednak to w ogóle nie ma znaczenia.

Bo Agata Duda-Gracz z poznańskim zespołem stworzyła spektakl olśniewający, totalny, wywołujący emocje, jakie tylko najlepszy teatr może dać. Uprzedzam, że te emocje są niekiedy nienazywalne, że bywają dokuczliwe, że wciskają w fotel albo - wywołują łzy śmiechu. Wyszedłem z Nowego i poruszony i jednocześnie rozentuzjazmowany. 

Proszę bez dyskusji jechać do Poznania.