TEATR MIEJSKI W GLIWICACH

 
2021, marzec, Festiwal Nowe Epifanie
POWRÓT

Beniamin Bukowski, Michał Zdunik
reż. Michał Zdunik

premiera 27 lutego 2021

Rzecz o odchodzeniu – w różnym zresztą sensie, o ucieczce, o tytułowych powrotach, o dorosłości, o przeszłości, wreszcie - o istocie i sensie żałoby… Mamy oto troje bohaterów, dorosłe rodzeństwo, które spotyka się w rodzinnym domu, żeby pochować matkę. Magda, która opiekowała się chorą przy finansowym wsparciu Igi, nowoczesnej kobiety sukcesu, jest też Mariusz, ukochany synek mamy - bardzo zapracowany, a stale bez grosza przy duszy – aktor.

Po pogrzebie przychodzi czas na uporządkowanie różnych spraw… Dlaczego Magda zdecydowała się opiekować matką, rezygnując całkowicie z własnego życia? Czy Iga wyjechała na studia, po to żeby faktycznie pomagać matce w utrzymaniu domu i rodzeństwa? A Mariusz, który opuścił dom jak tylko mógł, w oczach sióstr – wręcz „uciekł”, to - przed kim, przed czym była ta jego ucieczka? Pogrążone w żałobie rodzeństwo dopiero w momencie śmierci matki dowiaduje się, jak wszyscy byli od siebie daleko dorastając w tym samym domu. Czy jej odejście ich połączy, albo chociaż - zbliży?

Bardzo dobry tekst, ale wykonanie ździebko uwierało. Każdy żałobę przeżywa na swój sposób, ale mimo wszystko miałem wrażenie, że czegoś w naszych bohaterach było za dużo, że jakby trochę za głośno i za dużo mówili, że zabrakło półtonów i - ciszy.

Takiej zwykłej, najzwyklejszej, zapadającej przecież, gdy ktoś bliski odchodzi. Wszystko właściwie zostało tam wypowiedziane, wykrzyczane, wypłakane, a nic – przemilczane. I mam wrażenie, że właśnie tych chwil bez słów między rodzeństwem odrobinę tu zabrakło.

 

2021, marzec

BIAŁORUŚ OBRAŻONA

Andrei Kureichik
reż. Jan Jerzy Połoński

premiera 10 grudnia 2020

To nie jest fikcja, niestety, to się dzieje naprawdę, niecałe 200 km od Warszawy zaczyna się świat, którego nie chcemy znać, świat z aresztowaniami, torturami, zabójstwami i szykanami na porządku dziennym; świat, w którym omonowiec może zrobić z zatrzymanym co tylko zechce i nie poniesie za to żadnych konsekwencji; świat, w którym ludzie giną bez wieści i najbliższym „radzi” się, żeby lepiej nie szukali. Oto Białoruś, na której mści się jej przywódca; w której do więzień wsadza dzieci; zamyka za karę „zbuntowane” teatry, wyrzuca studentów z uczelni i zwalnia ludzi z pracy, co w tej sytuacji wydać się być nieledwie nagrodą.

Nie, nie oglądamy jednak bieżącej publicystyki, ten spektakl to klasyczna zupełnie tragedia, rozgrywająca się jednak nie tyle między władzą a ludem, a - w tejże władzy gabinetach i więzieniach, powstała z rozpaczy, furii i bezsilności, i takie też wywołuje emocje. Oglądałem głęboko poruszony, z wściekłością wynikającą – właśnie - z bezsilności, co bowiem można w tej sprawie zrobić? Niby niewiele, a jednak…  - po prostu interesujmy się tym, co tam się dzieje, niech nam się nie wydaje, że świat się kończy na Bugu w Terespolu, nasza zwykła ludzka solidarność, zainteresowanie, są tam dziś  bardzo potrzebne, najpotrzebniejsze.
Białoruś obrażona jest jednym z najlepszych projektów onlajnowych, jakie powstały w polskim teatrze w czasach zarazy, z fantastycznymi rolami gliwickich aktorów. Obejrzyjcie koniecznie, uprzedzam – nie będzie ani miło ani przyjemnie, jednak – i warto i - trzeba.
 
2019, październik
NAJMRODZKI, CZYLI DAWNO TEMU W GLIWICACH

Michał Siegoczyński

reż. Michał Siegoczyński

premiera 30 listopada 2018

 Trzy godziny i czterdzieści minut. Odważnie, szczególnie jeśli na jutro do roboty na szóstą. Tymczasem… minęło niepostrzeżenie, oglądałem wciągnięty, to było jak podróż w czasie, te kostiumy, tę muzykę, Peweksy i polonezy, to wszystko pamiętam z dzieciństwa, a na polonezie to nawet robiłem prawo jazdy. A nie, sorka, to Fiat 125p był.

No więc mamy opowieść o Zdzisławie Najmrodzkim, legendzie Gliwic. I choć jego historia jest faktycznie jak wzięta z filmu gangsterskiego, tutaj wydała mi się tylko pretekstem do wspólnej zabawy teatrem, jego umownością i możliwościami, ale i ograniczeniami, co było słodko ogrywane, np. przez fantastycznego p. Mariusza Galilejczyka w rolach m.in. i młodszego i starszego brata naszego bohatera.  W ogóle wszyscy bohaterowie, z wyjątkiem ZN i jego matki, (w roli Zdzisława świetny Mariusz Ostrowski, wyraźnie lubiący swojego bohatera) wcielają się po kilka postaci, mogę sobie tylko wyobrazić, co się dzieje w garderobach, żeby zdążyć ze zmianą kostiumu. I chyba nie zawsze się do końca udaje, prawda?

Mamy fajny tekst, choreografię, muzykę, pościgi, Borewicza, Roberta deNiro (sic!), kochanki – mądre i głupiutkie, najważniejszą kobietę życia – matkę, jest przemoc, czułość, przyjaźń, miłość, mamy poruszającą scenę rozmowy z ojcem, której to rozmowy nigdy nie było, mamy jednak i dystans wobec opowiadanej historii, zastanawiałem się, czy nie jest tego wszystkiego za dużo, czy nie zahaczamy gdzieś o efekciarstwo, czy można byłoby krócej? Pewnie można byłoby krócej, właściwie zawsze można, ale… po co, skoro widz się nawet na chwilę nie nudzi? A nieco efekciarski, czy też może ździebko przefajnowany wydał mi się tylko wątek – czy też pomysł na – Różewicza.

Wymagająca i wybredna stołeczna publiczność dała owacje na stojąco, w Gliwicach wyprzedaje się pierunem, triumfalny objazd festiwali przez Najmrodzkiego trwa, więc może… potrzebujemy legend bardziej niż nam się wydaje? A może raczej – tak porywających o nich opowieści?