TEATR MIEJSKI W GLIWICACH

 
2019, październik
NAJMRODZKI, CZYLI DAWNO TEMU W GLIWICACH

Michał Siegoczyński

reż. Michał Siegoczyński

premiera 30 listopada 2018

 Trzy godziny i czterdzieści minut. Odważnie, szczególnie jeśli na jutro do roboty na szóstą. Tymczasem… minęło niepostrzeżenie, oglądałem wciągnięty, to było jak podróż w czasie, te kostiumy, tę muzykę, Peweksy i polonezy, to wszystko pamiętam z dzieciństwa, a na polonezie to nawet robiłem prawo jazdy. A nie, sorka, to Fiat 125p był.

No więc mamy opowieść o Zdzisławie Najmrodzkim, legendzie Gliwic. I choć jego historia jest faktycznie jak wzięta z filmu gangsterskiego, tutaj wydała mi się tylko pretekstem do wspólnej zabawy teatrem, jego umownością i możliwościami, ale i ograniczeniami, co było słodko ogrywane, np. przez fantastycznego p. Mariusza Galilejczyka w rolach m.in. i młodszego i starszego brata naszego bohatera.  W ogóle wszyscy bohaterowie, z wyjątkiem ZN i jego matki, (w roli Zdzisława świetny Mariusz Ostrowski, wyraźnie lubiący swojego bohatera) wcielają się po kilka postaci, mogę sobie tylko wyobrazić, co się dzieje w garderobach, żeby zdążyć ze zmianą kostiumu. I chyba nie zawsze się do końca udaje, prawda?

Mamy fajny tekst, choreografię, muzykę, pościgi, Borewicza, Roberta deNiro (sic!), kochanki – mądre i głupiutkie, najważniejszą kobietę życia – matkę, jest przemoc, czułość, przyjaźń, miłość, mamy poruszającą scenę rozmowy z ojcem, której to rozmowy nigdy nie było, mamy jednak i dystans wobec opowiadanej historii, zastanawiałem się, czy nie jest tego wszystkiego za dużo, czy nie zahaczamy gdzieś o efekciarstwo, czy można byłoby krócej? Pewnie można byłoby krócej, właściwie zawsze można, ale… po co, skoro widz się nawet na chwilę nie nudzi? A nieco efekciarski, czy też może ździebko przefajnowany wydał mi się tylko wątek – czy też pomysł na – Różewicza.

Wymagająca i wybredna stołeczna publiczność dała owacje na stojąco, w Gliwicach wyprzedaje się pierunem, triumfalny objazd festiwali przez Najmrodzkiego trwa, więc może… potrzebujemy legend bardziej niż nam się wydaje? A może raczej – tak porywających o nich opowieści?