TEATR KOMEDIA

2023, listopad

KALINA NIE CHCE SPAĆ

Zuzanna Bojda

reż. Agata Puszcz

premiera 24 listopada 2023

 

Spektakl rozpoczyna pracę małej sceny Komedii, przestrzeni wdzięcznej i wcale nie aż takiej małej. Mamy na widowni okrągłe stoliki z lampkami zapewniającymi kameralne oświetlenie, można sobie wziąć winko czy kto co tam lubi, jest w urządzeniu tejże przestrzeni coś uroczo niedzisiejszego, a pomysł przywołania legendarnego spektaklu powstałego tu prawie 60 lat temu wydał mi się trafiony w dziesiątkę. Mamy oto rok 1965 i światową  prapremierę sceniczną Śniadania u Tiffany’ego Trumana Capote w adaptacji Stanisława Dygata, z muzyką Krzysztofa Komedy i tekstami Agnieszki Osieckiej. Na scenie obok Kaliny Jędrusik grającej Holly pojawił się - w roli Freda - Władysław Kowalski. Ale coś nie poszło… I wtedy i - teraz.

Siłą tego przedstawienia jest Barbara Kurdej-Szatan, piosenki Kaliny Jędrusik w jej wykonaniu są brylancikami, tak jak oryginały – pełnymi zmysłowości, liryzmu i poezji. Jednak było coś rażącego w tekście,  po pierwsze – niepotrzebna wulgarność.  Od kurwamaci – choć Jędrusik klęła jak szewc – tutaj więdły uszy, po prostu - nie pasowały. 

Niełatwa okazała się również (w każdym razie na moim przebiegu) interakcja z widownią, ostatecznie dialog ze Śniadania jakoś poszedł, ale było w tej scenie coś nieprzyjemnie wymuszonego. A wrażenie ogólne mam takie, że po prostu źle się tego słuchało, coś nie „niosło”, tekst mało wdzięcznie łączył się z piosenkami, a przejmującą jednak scenę czytania recenzji można było ograć zdecydowanie lepiej.

Dlaczego tamto Śniadanie było klapą, choć reżyser Jan Biczycki  miał w ręku świetny tekst i dysponował znakomitą obsadą? Czyżby kochankowie (Jędrusik miała wtedy głośny romans z Kowalskim) na scenie nie udźwignęli swoich ról? No może.



 

2023, listopad

JAK SIĘ STARZEĆ BEZ GODNOŚCI

Magdalena Grzebałkowska, Ewa Winnicka

adapt. Maciej Łubieński

reż. Maciej Podstawny

premiera 10 listopada 2023

 

Nasza bohaterka właśnie kończy 40 lat, bez wątpienia do starości jej jeszcze hen, daleko. Czy jednak aby na pewno?

Właśnie temu momentowi, w którym dobiega końca wiek średni, a jakby zaczyna starość, przyglądamy się przez pryzmat rozmaitych okoliczności: lektury prasy kolorowej (zdecydowanie jedna z najlepszych scen przedstawienia), na siłowni, u lekarza, w warsztacie samochodowym, a nawet – śniąc. Wniosek jest taki – niełatwo starzeć się z godnością, a w każdym razie -  na naszej szerokości geograficznej. To jednak możliwe, jeśli mimo wszystko uda nam się zachować pogodę, bo upływowi czasu mogą towarzyszyć TAKŻE wydarzenia nieodparcie zabawne i kilkanaście takich przykładów twórcy nam pokazują na przykładach, skecz – „zgadnij jakie to badanie” jest wprost majstersztykiem. Ździebko poważniejszy akt drugi kończy się dającą nadzieję pieśnią o tym, że staruszków będzie w zastraszającym tempie przybywać, więc to właśnie my, 40-sto i 50-ciolatkowie wkrótce zawładniemy światem tak bardzo ogarniętym tym niezrozumiałym kultem młodości. Finał mamy zatem optymistyczny i tego może się może trzymajmy...

Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co się dzieje w kulisach, gdy aktorki muszą zdążyć ze zmianą świetnych, acz dalekich od wygody i prostoty kostiumów - fantastyczna robota scenografki Barbary Hanickiej – więc czapka z głowy przed inspicjentem, Robertem Ostolskim, którego wraz Tomaszem Dedkiem oglądamy w rolach męskich. Ale komediową sceną rządzą aktorki: Irena Sierakowska, Katarzyna Żak, Rozalia Mierzicka i Eliza Borowska, wcielają się w postacie z krwi i kości tudzież… tychże kości i krwi pozbawione, ale może nie będę Wam psuł niespodzianki.  A przez meandry przechodzenia przez smugę cienia prowadzi nas obecna jedynie głosem – Sandra Korzeniak, we właściwie równorzędnej  i równie znakomitej roli Narratorki.

Oglądamy zatem spektakl nie tylko diablo inteligentny i brawurowo zagrany, ale również – co istotne w tym miejscu – bardzo zabawny. Bardzo więc proszę, by Teatr Komedia właśnie tą drogą szedł.