TEATR HORZYCY

 
2020, czerwiec

KARIERA NIKODEMA DYZMY

Piotr Rowicki na podstawie T. Dołęgi – Mostowicza
reż. Piotr Ratajczak
premiera 19 czerwca 2020

 Gratulacje należą się twórcom nie tylko za brawurowy spektakl, ale i za samą odwagę podjęcia tej rękawicy, trudno przecież wyobrazić sobie w naszej kulturze, żeby Dyzma miał inną twarz niż Romana Wilhelmiego, gdy tymczasem Arkadiusz Walesiak w tytułowej roli na deskach Horzycy jest po prostu świetny. Nie ma jednak w tym spektaklu ani dyskusji z filmem ani jednoznacznych doń odniesień, przyjemnie i pouczająco można sobie zatem po obejrzeniu przedstawienia serial Rybkowskiego odświeżyć, swoją drogą – co za obsada…

„Dziejstwa” jest moc, scen kilkadziesiąt, mogę sobie tylko wyobrazić co się dzieje za kulisami, kiedy aktorzy miewają dosłownie sekundy na zmianę kostiumu, ale – pięknie dają radę. Świetna jak zawsze choreografia Arkadiusza Buszko i kilka naprawdę cudownie zabawnych scen, moją zdecydowanie ulubioną jest qui-pro-quo z ministrem w saunie.

Naturalnie - historia Dyzmy jest i zawsze była aktualna, o dyktaturze dyletantów, o cwaniactwie nazywanym przebojowością, o przypadkach, które są szczęśliwe jakimś zbiegiem okoliczności tylko dla ignorantów, słowem - o smutnej zmianie znaczeń ważnych słów z których zbudowany jest świat, dlatego uważam, że trochę niepotrzebnie Piotr Rowicki przypisał Dyzmie panele słoneczne, gdyby dalej handlował zbożem też nikt nie miałby wątpliwości, że ten spektakl jest komentarzem do dzisiejszej rzeczywistości. (Przyznam się bowiem ze wstydem, że współczesne wtręty w klasycznych tekstach zwykle nieco mnie irytują, cóż, nobody’s perfect).
Mimo tej drobnej uwagi spędziłem u Horzycy miły wieczór, nie wiem tylko, czy… nie ZA miły. Sama obecność na świecie takiego Dyzmy powinna jednak choć trochę boleć, czy - co najmniej uwierać, a ten toruński, z twarzą p. Arkadiusza - był w sumie całkiem równym i zabawnym chłopem.
 

2018, maj

REYKJAVIK’74

Marta Sokołowska

reż. Katarzyna Kalwat

premiera 1 grudnia 2016

Mamy oto tytułowy 1974 rok i głośne na Islandii śledztwo, zakończone procesem i najwyższym na wyspie wyrokiem. Jednak proces był poszlakowy, ciał nie odnaleziono, nie ułatwiał śledczym pracy fakt, że do zabójstwa przyznało się kilka osób, które zmieniały i odwoływały swoje zeznania. W równoległym planie mamy próbę teatralną do spektaklu o tymże śledztwie, aktorzy grają zatem role jakby zdublowane.

Trudno mi jednak napisać o tym spektaklu cokolwiek dobrego. Tekst nudny, postacie z papieru, żadna nie wzbudziła ani sympatii ani nawet zainteresowania, a całość rości sobie jakieś pretensje. Miało być o ludzkiej pamięci i jej meandrach, co jest tematem tyleż grząskim co i wdzięcznym, ale moim zdaniem wyszło o niczym.Do tego nie wiadomo po co rozebrany aktor i kamera, której zasadności użycia w tym spektaklu do dziś nie mogę się doszukać. 

Jednak czytam także dytyramby i peany na temat tego przedstawienia. Najwyraźniej czegoś nie zrozumiałem.