TEATR DRAMATYCZNY W WAŁBRZYCHU

2020, luty

ŻEGLARZ

Jerzy Szaniawski

reż. Wojtek Rodak

premiera 28 lutego 2020

Z pewnością spektakl debiutującego na profesjonalnej scenie Wojtka Rodaka nie jest pomnikiem wystawionym Patronowi. Ale nie jest też kpiną z tego zdumiewająco współczesnego tekstu (bo przecież można było IM przywalić, że hej), może zatem - trochę żartem? A może – Żeglarz jest szlachetnym - bo wszak klasycznym - pretekstem do zabawy teatrem, do przypomnienia widzowi, żeby czytał sobie Szaniawskiego jak chce, oby tylko czytał, że można i o mitach, o ich sile i potrzebie polityczno-społecznej, ale - i np. o pomysłowych gadżetach teatralnych, w tym - miodzie z własnej dachowej pasieki. Można!

Było w tym przedstawieniu coś uroczo bezczelnego, co prawda nie wszystko zrozumiałem, np. nie wiadomo, jaką rolę grają olśniewające zresztą kostiumy Marty Szypulskiej i dlaczego właśnie takie są; trudno również zgadnąć, dlaczego na początku aktorzy manierycznie się w swoich kwestiach zająkują, a następnie im to przechodzi, także improwizowana scena rozmowy przez telefon była w tym wystawieniu mało adekwatna, choć aktorka poradziła sobie z nią znakomicie, było to zabawne. Pewnie coś tam jeszcze bym znalazł, ale czepiać się nie będę, gdyż spektakl odnajduję zupełnie udanym, i – summa summarum - utwór ów dał mi zadowolenie artystyczne, że zacytuję A. Słonimskiego.

Kasa w Szaniawskim jest czynna – wystawcie sobie – od 7.30 i oferuje specjalne zniżki tym widzom, którzy zjawią się tuż po jej otwarciu. Pomysł tyleż olśniewający co bezkompromisowy. Zresztą, nawet pełne bilety kosztują tu 35 złotych, a w Narodowym dla porównania - 140, ale tego wątku o Dwóch Teatrach (uhm) rozwijać teraz nie będę.

PS. W słowie po spektaklu Dyrekcja zaanonsowała, że w marcu pokaże Ptaka.

Czekam zaintrygowany.

 

2019, kwiecień, 39. Warszawskie Spotkania Teatralne

INSTYTUT GOETHEGO

Daria Kubisiak

reż. Cezary Tomaszewski

premiera 19 listopada 2018

Po czterech próbach to już pewne - spektakli Cezarego Tomaszewskiego nie rozumiem, fenomen Cezarego idącego na wojnę, Piny czy Kramu z piosenkami mocno mnie zdumiewa, nie mam odrobiny nawet kontaktu z poczuciem humoru i z dezynwolturą reżysera. W trakcie tego przedstawienia dokonałem gruntownego przeglądu swojego życia (dwukrotnie) oraz udało mi się nie wpaść w głęboki sen, co byłoby niebezpieczne, gdyż zdarza mi się pochrapywać.

Jedynym jego sensem tego nudnego i egzaltowanego spektaklu jest bawiąca się przerysowaniem swojej roli Weronika Krówka.

 

2018, maj

GDYBY PINA NIE PALIŁA, TO BY ŻYŁA

Aldona Kopkiewicz

reż. Cezary Tomaszewski

premiera 12 maja 2017

Mówiąc najkrócej – o szkodliwości palenia i w sensie medycznym (Pina zmarła śmiercią palacza, na raka płuc), i o niemożliwym do opanowania uzależnieniu. Od nikotyny, od pracy, od sztuki, i od obecności w bliskim kosmosie kogoś obdarzonego charyzmą. Oglądając trzecie przedstawienie Tomaszewskiego utwierdziłem się w przekonaniu, że dezynwoltura reżysera nie trafia jednak do mojej wrażliwości, choć nie paląc od 3 już lat (po ćwierćwieczu smrodzenia), doskonale rozumiałem trud rozstania się z tym okropnym nałogiem. Ale publiczność WST była zachwycona i dała długie owacje.

Obok mnie – i z lewej i z prawej strony siedziały dwie widzki, które przez ¾ spektaklu zanosiły się gruźliczym niemal kaszlem. Dawno temu kindersztuba zakazywała chodzenia do teatru, gdy ma się tego typu dolegliwości, ale czasy się zmieniły. 

By ich nie zabić próbowałem wyobrazić sobie, że są całkiem pasującą częścią tego przedstawienia, ale się nie udało. Nie zabiłem, ale zepsuły mi wieczór. Kilka osób po prostu wyszło, było to nie do zniesienia.

No i co zrobić w takiej sytuacji?