TEATR DRAMATYCZNY W WAŁBRZYCHU

 
2021, maj
PACJENT 0

Wojciech Ziemilski

reż. Wojciech Ziemilski

premiera 24 października 2020

Tak, oczywiście rzecz o epidemii, o zamknięciu, o tytułowym pacjencie zero, który wrócił niezdrów od córek z Niemiec. Ale przede wszystkim ten znakomity projekt wydał mi się takim studium naszej frustracji, i tej wywołanej przymusową izolacją i tej będącej nieodłączną częścią cyberprzestrzeni.

Dzięki prostemu zabiegowi, banalnemu wręcz – ale cudownie zabawnemu - wykorzystaniu filtrów dostępnych w Internecie, Wojciech Świeściak wciela się w role internatów komentujących naszą sytuację epidemiczną. I same te komentarze, nawet pozbawione komentarza czy interwencji dramaturgicznej, są wyjątkowo atrakcyjnym materiałem dla teatru. Pokazują nasze (nasze – internautów) zacietrzewienie, wiarę w spiski, czy odczucie posiadania monopolu na racje w rozmaitych sporach, zresztą, każdy, kto czytał jakiekolwiek forum internetowe, wie. Niby wszyscy wiemy, że ludzie wypisują bzdury w Internecie, ale – pokazanie tego, teatralna opowieść o tym zjawisku, jest mimo wszystko jest jakoś dojmująca, wywołuje uczucie nieznośności.

Spektakl powstał za przysłowiowe 3 złote, to kolejny bardzo udany epidemiczny projekt Szaniawskiego, zastanawiam się niekiedy – co stało na przeszkodzie, że inne polskie sceny… Ale może niech się o to martwią owe „inne polskie sceny”.

Plus znakomity Wojciech Świeściak na scenie/ekranie.

 
2021, kwiecień
PILNIE KUPIĘ BIOGRAFIĘ

pilgrim/majewski

reż. Krzysztof Popiołek

premiera 19 marca 2021

Mamy oto kameralne przedsięwzięcie o – mówiąc najkrócej - wałbrzyskiej porcelanie, a raczej o kobietach pracujących w trzech miejscowych fabrykach owego „białego złota”. Spektakl fantastycznie rozpoczyna się śląską godką debiutującego na tej scenie Mikołaja Krzeszowca, która to opowieść kończy się koniecznością wstawienia zęba wybitego podczas gry w piłkę. Ząb będzie z porcelany, a porcelana - z Wałbrzycha. I mamy zatem piękne wprowadzenie, niestety, ciąg dalszy tej opowieści już trochę dezorientował.

Prawdopodobnie spektakl miał mieć przede wszystkim walor edukacyjny, i istotnie – ciekawa była opowieść o strajkach z 1980 roku czy - monolog wypalarki z Krzysztofa (jedna z fabryk), a całkiem zabawna - anegdotą o przerabianiu napisów na gotowych już wyrobach. A teatralnie – najefektowniejszą sceną tego przedsięwzięcia wydało mi się finałowe rzucanie talerzami z wściekłej bezradności, i istotnie miało ono walor widowiskowości (jak to rzucanie talerzami), ale wściekłości niestety nie było tam jak na lekarstwo, wyczułem, że coś nie zadziałało.

Ciekawe, że wałbrzyski spektakl jest właściwie o tym samym, co łódzki (Tango Łódź), i ciekawe, że obejrzałem oba tego samego dnia, pozwolę sobie także na tę samą uwagę - otóż pewien jestem, że wałbrzyszanie zobaczyli na ekranach coś znacznie więcej niż ja. Albo coś innego. Cytując Boya – zabrakło tu trochę „tajemniczego dotknięcia Sztuki”, dzięki któremu Wałbrzych stałby się także MOIM miastem.

 
2021, kwiecień
PRZEWODNIK DLA LEWICY O PRAWICY

Marcin Napiórkowski, Katarzyna Szyngiera reż. Katarzyna Szyngiera

premiera 17 kwietnia 2021

Wysłuchałem uważnie, zgodnie z apelem. Argumenty prawicy były niekiedy zupełnie sensowne, ale ich zderzenie z również czasem sensownymi lewicowymi wyszło niestety trywialnie. Powód był taki, że oglądane przeze mnie postaci były totalnie papierowe, a język, jakim się posługują – tak egzaltowany, że aż irytujący. Wiem, że były to „głosy prawdziwych ludzi”, ale czy dramaturg naprawdę nie słyszał, jak sztucznie brzmiały w ustach aktorów cytaty z przeprowadzonych wywiadów? Z niedowierzaniem oglądałem ciekawą skądinąd rozmowę znanych publicystów, rodziców pięciorga dzieci o „dziecioróbstwie”. Czy koturnowość tej pogawędki była próbą ośmieszenia bohaterów? Najwyraźniej.

Zastanawiam się, po co ten spektakl powstał, co – mianowicie - chcieli mi twórcy opowiedzieć, czego bym już nie wiedział, oglądając od czasu do czasu tv i przeglądając Internet?

Po co miałbym pójść do teatru? Żeby się dowiedzieć, że jesteśmy – „my, naród” - podzieleni? Że nie rozmawiamy ze sobą? Że żyjemy w swoich bańkach i że każdy ma swoją rację i nie przyjmuje racji innych?

No błagam.

 
2021, kwiecień
PANI BOVARY

G. Flaubert/Nabokow; adapt. M. Podstawny

reż. Maciej Podstawny

premiera 19 grudnia 2020

Rzecz nietuzinkowa, pełna eksperymentów formalnych, które szczęśliwie nie przykrywają i nie mącą ani sensu ani istoty obu arcydzieł, oglądamy spektakl znakomicie zagrany przez p. Dorotę Furmaniuk, napisać, że to rola pełna poświęceń, to jakby nic nie napisać i wcale nie mówię tu tylko o zimnych Odry wodach.

Aktorka ma tutaj niełatwe zadanie balansowania na bardzo, ale to bardzo cienkiej linii stanowiącej granicę między graniem p. Bovary a – byciem nią, na czym się zresztą pomysł tego spektaklu opierał. I jakkolwiek to porównanie brzmi egzaltowanie („granie” a „bycie”), rzecz dzięki tej - powiedzmy, że transgresji – jest naprawdę poruszająca, jakoś mocno dotyka to jej rozpaczliwe szukanie szczęścia, ukojenia, spokoju, miejsca, miłości, adrenaliny, sensu, życia. Właśnie - życia. Tak bardzo różnimy się od naszych przodków z połowy XIX wieku, że nie różnimy się wcale - to akurat najoczywistszy morał płynący z tego przedstawienia. (Scena w karocy w powieści, fiakier – jeśli pamiętacie – zdumiony był nieco, że jego pasażerowie mają aż taką „żądzę lokomocji”, może nie wnikajmy co kochankowie w tym pojeździe porabiali…).

Emmę w gorset wciska garderobiana. Może w sumie Pani Bovary w tej odzieży jakoś żyć, coś tam będzie uwierać, może trochę pokłują fiszbiny; może też nabrać w pierś powietrza z taką siłą, że sznurki pękną, ale - może i umrzeć, z braku tlenu.

Będzie w ogóle miała wybór?
 
2021, luty
CUDOWNE I POŻYTECZNE. O SEKSIE.

Remigiusz Ryziński, Martyna Majewska

reż. Martyna Majewska

premiera 6 listopada 2020


Momentami jest naprawdę grubo.

Ale widzowie są uprzedzani i - jak ktoś nie lubi, nie chce, wstydzi się, albo trafił przypadkiem, to ma możliwość wyłączenia się, zatem sprawa postawiona jest uczciwie. Dodajmy dla porządku, że przedstawienie jest nie tyle o seksie, co o mówieniu o nim, a to przecież trochę co innego.

Jak  opowiedzieć na przykład o tym - dlaczego żony uprawiają seks z mężami jakoś dwa razy w miesiącu? Albo - dlaczego transwestyta podczas seksu nie może, pod żadnym pozorem, wyjść ze swojej roli? (Rewelacyjny i bardzo poruszający epizod Aleksandra Kalety, brawo charakteryzacja!) Czy też - co sądzić o fakcie, że pewna korzystająca na co dzień z aplikacji randkowej dama traktująca erotykę jako nieodzowną i całkiem przyjemną część życia, jest umówiona na bzykanko się z 18-letnim synem znajomej? Jak się zresztą dowiemy od samej zainteresowanej - wolałaby coś bardziej na poważnie z Piotrem, strażnikiem więziennym, pięknym, umięśnionym i hojnie obdarzonym mężczyzną, cóż, kiedy on… ale może nie będę psuł tej niespodzianki. Więc - jak o tym wszystkim opowiedzieć?  O tych meandrach i o codziennej codzienności naszej seksualności? Jest pewien sposób, otóż – WPROST.

I właśnie wprost o pożyciu swoich bohaterów opowiada nam p. Angelika Cegielska, ten spektakl jest popisem jej talentu, nie wiem czy praca przy Seksie była trudna czy łatwa, wiem jednak na pewno. że cień wstydu czy zgorszenia zniweczyłby cały spektakl. 

Tymczasem p. Angelika zagrała każdą z postaci w punkt, co do milimetra, bez wątpienia lubiąc swoich bohaterów, szanując ich, oraz – co istotne - rozumiejąc ich potrzeby i upodobania. Moją ulubioną postacią z tego spektaklu jest menadżerka tancerek w klubie, niewiasta nieprawdopodobnie wulgarna (co ja, kurwa, Szewczyk Dratewka jestem?),  jej monolog do pracownic jest po prostu cudeńkiem, śmiałem się do telewizora jak sroka do sera.

W Wałbrzychu powstał znakomity, nietrywialny spektakl, faktycznie – rzecz raczej dla widzów dorosłych, a i to nie dla wszystkich, ale – odwagi! Ma bowiem rację Hubert Michalak, pisząc, że jest w tym przedstawianiu coś niesłychanie czystego, szczerego, przejrzystego i last but not least – oczyszczającego. Pełna zgoda.

 

2020, luty

ŻEGLARZ

Jerzy Szaniawski

reż. Wojtek Rodak

premiera 28 lutego 2020

Z pewnością spektakl debiutującego na profesjonalnej scenie Wojtka Rodaka nie jest pomnikiem wystawionym Patronowi. Ale nie jest też kpiną z tego zdumiewająco współczesnego tekstu (bo przecież można było IM przywalić, że hej), może zatem - trochę żartem? A może – Żeglarz jest szlachetnym - bo wszak klasycznym - pretekstem do zabawy teatrem, do przypomnienia widzowi, żeby czytał sobie Szaniawskiego jak chce, oby tylko czytał, że można i o mitach, o ich sile i potrzebie polityczno-społecznej, ale - i np. o pomysłowych gadżetach teatralnych, w tym - miodzie z własnej dachowej pasieki. Można!

Było w tym przedstawieniu coś uroczo bezczelnego, co prawda nie wszystko zrozumiałem, np. nie wiadomo, jaką rolę grają olśniewające zresztą kostiumy Marty Szypulskiej i dlaczego właśnie takie są; trudno również zgadnąć, dlaczego na początku aktorzy manierycznie się w swoich kwestiach zająkują, a następnie im to przechodzi, także improwizowana scena rozmowy przez telefon była w tym wystawieniu mało adekwatna, choć aktorka poradziła sobie z nią znakomicie, było to zabawne. Pewnie coś tam jeszcze bym znalazł, ale czepiać się nie będę, gdyż spektakl odnajduję zupełnie udanym, i – summa summarum - utwór ów dał mi zadowolenie artystyczne, że zacytuję A. Słonimskiego.

Kasa w Szaniawskim jest czynna – wystawcie sobie – od 7.30 i oferuje specjalne zniżki tym widzom, którzy zjawią się tuż po jej otwarciu. Pomysł tyleż olśniewający co bezkompromisowy. Zresztą, nawet pełne bilety kosztują tu 35 złotych, a w Narodowym dla porównania - 140, ale tego wątku o Dwóch Teatrach (uhm) rozwijać teraz nie będę.

PS. W słowie po spektaklu Dyrekcja zaanonsowała, że w marcu pokaże Ptaka.

Czekam zaintrygowany.

 

2019, kwiecień, 39. Warszawskie Spotkania Teatralne

INSTYTUT GOETHEGO

Daria Kubisiak

reż. Cezary Tomaszewski

premiera 19 listopada 2018

Po czterech próbach to już pewne - spektakli Cezarego Tomaszewskiego nie rozumiem, fenomen Cezarego idącego na wojnę, Piny czy Kramu z piosenkami mocno mnie zdumiewa, nie mam odrobiny nawet kontaktu z poczuciem humoru i z dezynwolturą reżysera. W trakcie tego przedstawienia dokonałem gruntownego przeglądu swojego życia (dwukrotnie) oraz udało mi się nie wpaść w głęboki sen, co byłoby niebezpieczne, gdyż zdarza mi się pochrapywać.

Jedynym jego sensem tego nudnego i egzaltowanego spektaklu jest bawiąca się przerysowaniem swojej roli Weronika Krówka.

 

2018, maj

GDYBY PINA NIE PALIŁA, TO BY ŻYŁA

Aldona Kopkiewicz

reż. Cezary Tomaszewski

premiera 12 maja 2017

Mówiąc najkrócej – o szkodliwości palenia i w sensie medycznym (Pina zmarła śmiercią palacza, na raka płuc), i o niemożliwym do opanowania uzależnieniu. Od nikotyny, od pracy, od sztuki, i od obecności w bliskim kosmosie kogoś obdarzonego charyzmą. Oglądając trzecie przedstawienie Tomaszewskiego utwierdziłem się w przekonaniu, że dezynwoltura reżysera nie trafia jednak do mojej wrażliwości, choć nie paląc od 3 już lat (po ćwierćwieczu smrodzenia), doskonale rozumiałem trud rozstania się z tym okropnym nałogiem. Ale publiczność WST była zachwycona i dała długie owacje.

Obok mnie – i z lewej i z prawej strony siedziały dwie widzki, które przez ¾ spektaklu zanosiły się gruźliczym niemal kaszlem. Dawno temu kindersztuba zakazywała chodzenia do teatru, gdy ma się tego typu dolegliwości, ale czasy się zmieniły. 

By ich nie zabić próbowałem wyobrazić sobie, że są całkiem pasującą częścią tego przedstawienia, ale się nie udało. Nie zabiłem, ale zepsuły mi wieczór. Kilka osób po prostu wyszło, było to nie do zniesienia.

No i co zrobić w takiej sytuacji?