TEATR ŻEROMSKIEGO W KIELCACH

2021, marzec

≈[prawie równo]

Jonas Hassen Khemiri

reż. Una Thorleifsdottir

premiera 16 marca 2019

Wpadam w nieokiełznanie dobry nastrój, gdy na „krytykę kapitalizmu” pozwalają sobie mieszkańcy najbogatszych krajów świata, naturalnie nikomu nie odbieram prawa do krytyki niczego, uważam tylko, że uczucie obrzydzenia, którym zdarza im się darzyć własną zamożność, ma swój nieodparty urok. To tak na marginesie.

Mamy w Kielcach nietuzinkowe przedsięwzięcie - osadzone w rodzimych młodo-kapitalistycznych okolicznościach, że szwedzkim tekstem, islandzką reżyserią i polskimi aktorami - będące właśnie próbą przyjrzenia się krwiopijczemu ustrojowi. Rzecz najkrócej mówiąc o tym, że kapitalizm zmienia nie tylko naszą duszę, ale i DNA. Niezbyt odkrywcza owa konstatacja, ale uczciwie wspomina się i o tym, że identyczne spustoszenia wywołują w człowieku także pozostałe systemy polityczne i ekonomiczne. A że „kapitalizm” to także „konsumpcja” – więc sprzedawano widzom popcorn (zysk przekazano na szczytny cel) i zorganizowano loteryjkę, aktorzy rozmawiali z publicznością, przechadzali się między rzędami, dużo się działo i ogólnie było bardzo miło, choć nie mam pewności, czy tzw. przesłanie miało być również miłe, ale będąc dość odpornym na próby wszelkiego nawracania mnie jako widza, bawiłem się przed telewizorem zupełnie pierwszorzędnie. Rzecz jest bowiem nie tylko dość zaskakująco skonstruowana ale i koncertowo zagrana, widać było, że aktorzy po prostu mają frajdę z pracy w tym spektaklu i z możliwości nawiązywania unikatowej, bardzo w tym przypadku namacalnej więzi z publicznością.

Zwracam uwagę na monolog antraktowy, Andrzej Plata naprawdę może z powodzeniem sprzedać absolutnie wszystko; dresiarza Andreia zagrał w omawianej rejestracji Bartłomiej Cabaj, który dubluje tę rolę z Tomaszem Włosokiem i bardzo jestem ciekaw jego kreacji tegoż nieco zagubionego w meandrach kapitalizmu młodzieńca, chętnie zatem zobaczę Prawie równo raz jeszcze, już na żywo i oby rychło.  Kto wie, może szczęście uśmiechnie się właśnie do mnie i wygram w konkursie firmowy kubek? Byłbym przeszczęśliwy.

A może właśnie o tym jest ten spektakl?
 

2017, grudzień

1946

Tomasz Śpiewak

reż. Remigiusz Brzyk

premiera 16 grudnia 2017

Jestem trochę w kropce, bo zupełnie nie lubię publicystyki w teatrze oraz nie mam żadnych złudzeń, że jeszcze zdarzy się w kraju naszym sytuacja jak z Dziadami Dejmka, że po wystawieniu tego czy innego spektaklu dojdzie do CZEGOŚ. Nie dojdzie, o tym jest zresztą Proces Lupy. No więc w 1946 sceny z najwyraźniejszymi odniesieniami do współczesności po prostu mnie rozeźliły.

Ale uniesiony byłem i porażony jednocześnie sceną w szpitalu, w którym próbowano zidentyfikować ciała zabitych, nieprawdopodobnie mocno zabrzmiał - beznamiętnie, jakby urzędowo recytowany - list kieleckiej aktorki, Elżbiety Kowalewskiej, która musiała z Kielc uciekać przed antysemityzmem, wreszcie – poruszający finał z bzdurami ks. Skargi (pomysł z audiobookiem fantastyczny). Choć samo zakończenie z wierszem zbyt łopatologiczne, początek zaś – jakkolwiek rozumiem intencje autorów – ździebko nużący.

Czytam opinie, że to spektakl „trudny” ale „ważny”. No nie wiem, nic trudnego tam moim zdaniem nie ma, świetnie zagrane, ale pół godziny za długie. Krótsze znacznie mocniej walnęłoby obuchem. 

Jeśli w ogóle walnęłoby, bo to już kwestia indywidualnej wrażliwości i na teatr i - na historię. 

 

2017, sierpień

ZABIĆ CELEBRYTĘ

Radosław Paczocha

reż. Gabriel Gietzky

premiera 8 kwietnia 2017

Niby lekko, łatwo i przyjemnie, a jednak zgaga zostaje. Bo rzecz wcale nie jest - jak mogłoby się wydawać - o celebrytach i niemożności życia bez fejmu, a - o nas, o widzach, spragnionych jeszcze bardziej pikantnych, jeszcze wulgarniejszych, jeszcze obrzydliwszych widowisk. I – co może ważniejsze – jeszcze większych dupków i idiotów, którzy tę rozrywkę nam dostarczają.

Jason Taverner, bardzo popularny celebryta telewizyjny budzi się któregoś dnia w szpitalu psychiatrycznym i ze zgrozą stwierdza, że nikt z personelu zupełnie go nie kojarzy… Jak to się stało i jak żyć będąc nikim (a mówiąc ściśle – mechanikiem samochodowym) – oto jest pytanie, na które Jason będzie próbował odpowiedzieć. Całość ze słodkimi proustowskimi wtrętami, zresztą W poszukiwaniu straconego czasu, a szczególnie tom drugi, jest równorzędnym bohaterem tej historii, nieco slapstickowo, ale sprytnie i zabawnie przez autora „osadzonym”. W ogóle fajnie napisany tekst, może tylko sen Jasona o dobrej telewizji jest o jedną śliwką w tym kompocie za dużo.  Andrzej Plata do roli celebryty jest jakby urodzony, świetna także Zuzanna Wierzbińska  w roli cudownie wyuzdanej Mary Sue. 

PS. Więcej nie będę życzył aktorom połamania nóg. Przed wiosenną premierą tego spektaklu nogi złamała połowa obsady. Sic!

 

2017, kwiecień - 37. Warszawskie Spotkania Teatralne

HARPER

Simon Stephens

reż. Grzegorz Wiśniewski

premiera 8 października 2016

Trochę mi się podobało, a trochę nie. 

Bardzo dobry jak zwykle Wojciech Niemczyk, fajnie rozwija się Adrian Brząkała (Mgnienie w Polonii), świetna scenografia, a scena w wannie – słodka. 

Ale… Magdalena Graziowska wydała mi się za młoda na rolę Harper, ma 32, wygląda na 22, a ma grać rozchwianą emocjonalnie 40-latkę. W ogóle sprawia wrażenia córki a nie żony własnego męża, z całym szacunkiem do pana Artura. Coś tam po prostu nie działa, motywacje granej przez nią bohaterki są mi obce. Poza tym nieznośne były wstawki bardzo głośnej muzyki, chwyt nieuzasadniony, nikogo nie trzeba było budzić, a publiczność zatykała uszy palcami. Rozmowa z matką (Joanna Kasperek) – jakoś nieszczera. Tzn. nieszczera w nieszczerości. 

Mam zatem wszelkie powody, by przypuszczać, że jest to spektakl skierowany do zupełnie innego widza niż piszący te słowa.