STARY TEATR W KRAKOWIE

 

2019, grudzień

PANNY Z WILKA

Jarosław Iwaszkiewicz

reż. Agnieszka Glińska

premiera 1 marca 2019

No przecież nie można było ócz i uszu oderwać od sceny. Ciekawe, czy Iwaszkiewicz w ogóle zdawał sobie sprawę, że napisał coś tak pięknego.

Wszystkie kobiety są w tym spektaklu owszem z Iwaszkiewicza wyjęte, ale jednak nie autor, a reżyserka, ściślej mówiąc - dramaturżka udzieliła im głosu, odbierając go trochę Wiktorowi. Agnieszka Glińska każdą z sióstr traktuje z czułością, nie odbierając im jednak siły, nie litując się nad nimi, Wiktor jest znów obok, a choć każda w nich się w nim kochała, wiedzą, że dziś miłość nie wróci, a tamta, sprzed lat - choć może niespełniona - uczyniła je silniejszymi, dziś Wiktor jest dla nich tylko wspomnieniem, tylko lustrem, w którym się odbijają ich wizerunki, a z tego, co widzą – mogą być dumne, bo są piękne, silne, zdecydowane. Bo przemijanie – przecież także dzięki Wiktorowi – przyjmują z jakąś franciszkańską niemal pogodą, czasem tylko może podszczypując studentów bawiących w Wilku. (W jednej ze scen ze studentami zawiał zwiewny wiaterek dwuznaczności, Iwaszkiewicz lepiej by tego nie pokazał).

Wiktor na scenie jest, nawet dwóch (jako młody – Szymon Czacki, starszy – Adam Nawojczyk), ale jak wspomniałem – na scenie rządzą kobiety. Role Doroty Segdy, Ewy Kaim, Anny Radwan, Pauliny Puślednik i Natalii Chmielewskiej są po prostu fantastyczne.

Zachęcałbym p. Agnieszkę Glińską do częstszej pracy w Warszawie, zapewniam, że nikt tu nie zarzuci spektaklowi, że jest nie tylko bardzo dobry, ale i że się podoba.

PS. Czy można napisać, że powstał spektakl lepszy od filmu? Chyba nie, prawda?
 

2019, grudzień

NIECH ŻYJE POLSKA/SZTUKA PRAWICOWA

Radosław B. Maciąg

reż. Radosław B. Maciąg

premiera 11 października 2019

To jeden z tych spektakli, o których nie można zbyt wiele napisać, żeby nie zepsuć odbioru. Więc tylko krótko.

Siedząc w wygodnym fotelu na widowni małej sceny nie mogłem od tejże sceny oderwać wzroku, nie dowierzając właściwie zmysłom. W tym przedstawieniu był bowiem: początek, środek i koniec, może nawet niekoniecznie w tej kolejności, w tym wypadku - bez znaczenia, był pomysł, suspens, dobre aktorstwo, talent, wrażliwość oraz – nie bójmy się tego słowa - patriotyzm.

Bowiem przy użyciu faktycznie najprostszych środków reżyser opowiedział nam – mówiąc w pewnym uproszczeniu - historię powstańca, pytając o sens i znaczenie tytułowego okrzyku i - o polską martyrologię, zastanawiając się, co to właściwie dziś znaczą napisy na pomnikach – gloria victis, chwała pokonanym.


To jeden z najlepszych spektakli, jakie widziałem podczas 12.Boskiej Komedii, reżyserowi gratuluję, obejrzawszy dwa przedstawienia konkursowe jestem pewien, że Młodzi w Starym już wkrótce nieźle namieszają. A widzom warszawskim przypominam o spektaklu p. Radosława, do obejrzenia w Studiu.
 
2019, grudzień

NADCHODZI CHŁOPIEC

Han Kang, M. Wierzchowski, D. Sołtysiński

reż. Marcin Wierzchowski

premiera 5 października 2019

Poprzednio widziane przeze mnie spektakle p. Marcina dotykały absolutu. Ten był męczący i irytujący (to akurat jak sądzę zamierzenie twórców), a w całości – niestety letni. Nie zrobiły bowiem na mnie wrażenia dokładne opisy tortur, jakim byli poddawani koreańscy powstańcy, nie dowiedziałem się niczego więcej o wojnie niż wiem, o tym – co robi z ludzi, na każdym poziomie, że jest niewymazywalna, że zmienia DNA. Dosłowność zabiła (nomen omen) pierwszą część spektaklu, nie lubię tak.

Akt drugi, już „stacjonarny”, widzowie spektakli p. Marcina wiedzą, o co chodzi, rozgrywa się w Polsce, współcześnie czy też w niedalekiej przyszłości, kilka lat po tajemniczej śmierci Filipa, jego siostra prowadzi na własną rękę śledztwo, próbuje dojść do prawdy. Po co jej ta prawda? I ile łączy te oba te światy – koreański i polski? Nic. Wszystko. Trochę. To już każdy sam widz niepotrzebne skreśla i - chyba trochę o tym jest ten spektakl, przyglądający się także, a może przede wszystkim - sensowi i roli żałoby, zwracam uwagę na najbardziej dojmującą scenę tego przedstawienia, w której matka od 20 lat każdą rocznicę śmierci swojego syna obchodzi jak pierwszą, nie umiejąc się z jego stratą pogodzić.

Myślę więc, że taki widz jak ja, który jest nie ma w sobie chęci wejścia w ten świat, może empatii, ale także stania się aktywną, współczującą częścią tego spektaklu, straci pięć godzin z życia i zaryzykuje przeziębienie. Jednak - mimo, że tym razem moje struny emocji mych pozostały nieporuszone, cieszę się, że ten spektakl zobaczyłem, powody są trzy - to Dorota Pomykała, Paulina Puślednik i Juliusz Chrząstowski.

 

2018, grudzień, 11. Międzynarodowy Festiwal Teatralny Boska Komedia

ROK Z ŻYCIA CODZIENNEGO W EUROPIE ŚRODKOWO-WSCHODNIEJ

Paweł Demirski

reż. Monika Strzępka

premiera 30 listopada 2018

Ludzie się dzielą – zaczyna Anna Dymna – oczywiście – na mądrych i na głupich, ale też na przykład na tych, co solą od razu, i na tych, co dopiero spróbowawszy, na chowających masło do lodówki i – na trzymających je na blacie. Właśnie o tym jest ten niewesoły w sumie spektakl. Choć zauważmy – momentów cudownie zabawnych nie brakuje, publiczność łzy ze śmiechu wypłakuje (polska, bo jury zza granicy np. nie zrozumiało niektórych asocjacji, nie dziwne, i w którymś bardzo zabawnym momencie siedziało z kamienną twarzą, co – znów było zabawne, w każdym razie dla obserwujących), niektóre kwestie są rozpisane niczym stand-upy, z którymi aktorzy Starego radzą sobie tak, że ócz i uszu (ósz?) nie można od nich oderwać, ja nie mogłem oderwać wzroku od Doroty Pomykały, ale fantastyczni również wspomniana Anna Dymna, Anna Radwan, Dorota Segda, świetny Szymon Czacki, wszyscy. 

Dostaje się: polskiej klasie średniej, roszczącej sobie, dostaje się polskiej edukacji, kulturze, tej w znaczeniu mówienia dzień dobry i w znaczeniu pomników wieszczów, dostaje się i to dość bezkompromisowo i z nazwiska urzędnikom z ministerstwa na Miodowej, z pewnością jednak owa bohaterka ma wiele dystansu do siebie, a i sama, jak się zjawi w Starym, w co wątpię, uśmieje się serdecznie. 

Dostaje się również polskiej szkole, polskim księżom i nauczycielom, mężczyznom polskim i ich polskim matkom, także – jakże by inaczej - polskiemu teatrowi współczesnemu. Obejrzawszy RZŻCWEŚ-W w którymś z kolejnych spektakli zobaczyłem nagiego aktora, pomyślałem – no, powiedz teraz „kurwa mać”. I istotnie zaklął. Sic!

No więc mimo beczki śmiechu, mimo jednak czułości, z jaką Paweł Demirski nam się przygląda – nieco to gorzkie przedstawienie i może ździebko przydługawe, ale - wyczekiwane, niosące nadzieję, i - przede wszystkim – koncertowo zagrane.

 

2017, czerwiec

WESELE

Stanisław Wyspiański

reż. Jan Klata

premiera 12 maja 2017

Prawie jak Dziady Dejmka – westchnęła jedna z widzek, stojąc w kolejce po wejściówki przy Jagiellońskiej. Prawie. Bo jak twierdzi moja teściowa - była i widziała – Dziady były spektaklem raczej kiepskim, podczas gdy Wesele w Starym jest przedstawieniem wielkim.

Trzy godziny mijają niespostrzeżenie. Nie pamiętam tak dokładnie tekstu Wesela, ale mam wrażenie, że Jan Klata odniósł się doń z szacunkiem, w każdym razie fraza Wyspiańskiego w ustach fantastycznych aktorów Starego brzmi jak… baśń, jak przestroga, jak nagana, jak czułość, jak tęsknota, jak wyrok. Kilka scen wbija w fotel, nawiedzenie Poety przez Rycerza Czarnego, monolog Stańczyka, finał. 

Okoliczności, w których oglądamy ten spektakl, są przykre. Szkoda teatru, szkoda zespołu, szkoda talentu. Mało było Polskiego we Wrocławiu, prawda? Gdy Czepiec pyta Dziennikarza, cóż tam panie w polityce, rozlega się histeryczny śmiech, który zostaje w głowie i ją rozsadza. Próżno też spodziewać się tańca Chochoła, bo jest nim cały ten spektakl, jakby zatańczony do zupełnie innej muzyki niż nam teraz grają. 

Więc proszę jechać do Krakowa i oglądać, bo wiadomo, że nowe będzie grać Starym inaczej. I że Czepiec z Dziennikarzem śmiać się już raczej nie będą.

 

2017, kwietnia - 37. Warszawskie Spotkania Teatralne

PODOPIECZNI

Elfriede Jelinek

Reż. Paweł Miśkiewicz

Premiera 9 kwietnia 2016

Widzowie wychodzili poruszeni, a ja zirytowany. Najwyraźniej jestem nieczuły na los uchodźców albo na prowokację austriackiej noblistki. A może nie? Skoro po Wściekłości w Powszechnym prawie nie mogłem ze wzburzenia spać? No nie wiadomo.

Rzecz jest o uchodźcach z roku 2014 i Jelinek napisała Podopiecznych o wiedeńskich wydarzeniach związanymi z nimi. Przyjechali do Europy po lepsze życie, z Afganistanu i z Pakistanu, zaproszeni uprzejmie przed jednego z ważnych europejskich polityków (mówiąc ściśle: jedną polityk). 

Widziałem rok później w Wiedniu, nie w kościele - ale na nowo oddanym dworcu centralnym - koczujących uchodźców syryjskich. I tym i tamtym Austria stawia pewne warunki, mają – mówiąc w pewnym skrócie – żyć tak, jak żyją Austriacy. I zdaje się, że ten dość naturalny warunek jest niespełnialny, wbrew padającym ze sceny – CHCEMY – większość nie chce.

Skoro masowo wyjechali do Niemiec, gdzie zasady są liberalniejsze, zasiłki są wyższe i gdzie już są znajomi. Więc – proszę wybaczyć, ale nie ulegnę szantażowi emocjonalnemu autorki, która „sprawdza” wartości Europy. Nie lubię takiej publicystyki i tyle. 

 

2017, marzec - Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych w Łodzi

TRIUMF WOLI

Paweł Demirski

Reż. Monika Strzępka

Premiera 31 grudnia 2016

Historii złych jest na świecie cała masa. Łatwo je znaleźć i opowiedzieć, gorzej z tymi dobrymi. Bo po pierwsze – częściej są ukryte, po drugie – bywają bezbronne i łatwo je wyśmiać, wreszcie – bywa, że ocierają się o okropną egzaltację. Ale mimo wszystko, dobre historie są nam do życia bardzo potrzebne. Jak tlen. 

Krakowski spektakl widziałem w Łodzi w ramach Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych. Łódzka publiczność po tym przedstawieniu dosłownie zwariowała, i nie chciała aktorów ze sceny wypuścić, bisowali trzykrotnie. I podobno zawsze dzieje się to samo. Śmiałem się do łez, kilkakrotnie na granicy histerii, a widzowie obok i tę granicę przekraczali. 

Rzecz traktuje o: drużynie Samoa, której wreszcie udaje się strzelić gola, o przyjaźni człowieka i pingwina, o unii walijskich górników i gejów, o mongolskim chłopcu, który wygrał wyścig konny i o tym, że nie wie, co to aktorstwo ten, kto nigdy nie był Świętym Mikołajem. I o innych fajnych historiach, niekiedy bardzo egzaltowanych. 

Triumf woli jest przedstawieniem rewelacyjnie zagranym, Dorota Segda w roli pierwszej kobiety maratonki – do zjedzenia, Dorota Pomykała, Anna Radwan, świetni są wszyscy, łącznie z najmłodszym w zespole - Krystianem Durmanem. A Krzysztof Zawadzki w roli porobionego nieco Willa Szekspira, mówiącego tekstem swoim i nieswoim – po prostu wymiata.

Pani Doroto, pani biegnie!