SPEKTAKLOVE

 

2021, wrzesień

INTELIGENCI

Marek Modzelewski

reż. Wojciech Malajkat

premiera 17 września 2021 

Anna (Izabela Kuna) i Szczepan (Wojciech Malajkat), małżeństwo postępowe i zgodnie z tytułem – inteligenckie - wychowuje dwóch synów. Młodszy jest nieobecny bo przystępuje do 1. Komunii (ale nie będę Wam psuł niespodzianki), a starszy wraca z całonocnej imprezy trochę poobijany. Do tego pojawia się siostra Anny, a do drzwi dzwoni policja…

Publiczność śmiała się do rozpuku, bo faktycznie Marek Modzelewski bez taryfy ulgowej traktuje swoich bohaterów, jak to się niegdyś mawiało – momentami jest naprawdę grubo. Spektakl jest zabawny, ale tekst – nie, niepodobna jednak pokazać Inteligentów inaczej niż jako tragifarsy, czy też – moralitet a rebour (jak trafnie zauważa się w opisie). Rzecz jest bowiem tylko z wierzchu o wojnie małżeńskiej, polsko-polskiej, o ansach rodzinnych i o najtrudniejszej sztuce w życiu – czyli rozumnym wychowaniu potomstwa, mamy bowiem opowieść o zjawisku znacznie poważniejszym, mianowicie – dysfunkcyjności języka. O tym, że choć znając te same kody językowe – nie potrafimy się komunikować, a więc – o tym, że język stracił swoją PODSTAWOWĄ funkcję, ergo - że perwersyjnie zmieniły się znaczenia najważniejszych słów określających naszą bytność na świecie i pozwalających na względnie bezpieczne w nim funkcjonowanie. Przecież właśnie o tym są urocze skądinąd sceny, w których Szczepan pisze swoje teksty, a Anna je jakby od niechcenia poprawia, zgłaszając sensowne przecież poprawki.

Mam dwie uwagi – spektakl jest minimalnie za KRÓTKI (sic!), w tych 80-ciu minutach jest nieco za dużo dziejstwa, co chwilę dowiadujemy się o kolejnej rewelacji z życia rodziny, miałem wrażenie, choć rzecz jest absolutnie z życia wzięta, to poruszaliśmy się momentami na granicy prawdopodobieństwa. Poza tym bardzo proszę p. Agatę Kuleszę o większe zaangażowanie (w miarę oczywiście wolnego czasu i dostępności dobrych tekstów) w tego typu przedsięwzięcia, Pani rola Bożeny – po prostu wymiata.
 

2020, październik

KOLACJA DLA GŁUPCA

Francis Veber

reż. Cezary Żak

premiera 2 października 2020

Może zacznę od tego, że Kolację warto zobaczyć dla Bartłomieja Topy, którego – owszem – widujemy na stołecznych deskach w „lekkich” produkcjach, ale tutaj jego Pignon po prostu kradnie kolegom scenę, jest w tej roli nieodparcie zabawny, wie jednak gdzie leży cienka granica między dworowaniem ze swojego bohatera a - poniżeniem go. I choć spędziłem na Otwockiej tzw.miły wieczór, mam do tego przedstawienia kilka uwag.

Po pierwsze sam tekst – choć oczywiście wciąż śmieszy – mocno się jednak zestarzał. Zauważmy, że dziś nie dałoby się tych intryg uknuć, bo mamy komórki, u Vebera telefon stacjonarny jest archaicznym już nieco motorem więkoszości nieporozumień. Może zaryzykowałbym i poszukał czegoś bardziej współczesnego? Secundo - czy ktoś może mi wytłumaczyć, po co Michał Zieliński naśladował na scenie polityków? Wszyscy wiedzą, że jest urodzonym parodystą, niestety miało się to do tekstu doskonale nijak i było wyłącznie popisem, zupełnie okropnym mizdrzeniem się do publiczności. Dalej - Agnieszka Więdłocha niepotrzebnie przerysowała swoją bohaterkę, Marlene, było w jej neorotycznym zachowaniu jednak czegoś odrobinkę za dużo.
Wreszcie – zatknijcie uszy podczas finału, morał jest tak egzaltowany, że ręce opadają, wiem, że tak jest napisane, ale - na Boga - dramaturg przecież dysponuje klawiszem backspace. Albo chociaż nożyczkami.
Zresztą, może czepiam się bez sensu? W Ateneum będzie za chwilę 1000. wystawienie, może i na Otwockiej – mimo moich utyskiwań - Kolacja dla głupca będzie na afiszu jeszcze w 2050?  Kto wie?