NOWY TEATR W SŁUPSKU

 
2020, grudzień
KUPIEC WENECKI

William Szekspir 

reż. Szymon Kaczmarek

premiera 16 lutego 2020 

Szekspir na współcześnie.

Takie zdanie na początku recenzji może wywołać podejrzliwość, szczególnie wśród konserwatystów. niesłusznie, przysłówka nie wziąłem w cudzysłów, w tym szaleństwie jest metoda, zresztą wcale nie odkrywcza – to po prostu opowieść Szekspirem o naszej współczesności. Wątki antysemickie, o których się mówi w kontekście Kupca (czytam, że japoński przekład tejże komedii spowodował w tamtejszym społeczeństwie wzrost nastrojów antyżydowskich, mimo że nie było tam Żydów, ciekawe) są w słupskim przedstawieniu właściwie nieistotne, Shylock jest po prostu obcym i jako ten inny próbuje dochodzić swoich praw. Kodeksy są jednakie i dla niego i dla Antonia, prawda, istotne jednak, kto te kodeksy czyta...

Scenę w sądzie ogląda się z niedowierzaniem, wydaje się, jakby została napisana kilka tygodni temu przez nieżyczliwego palestrze publicystę, zaś już mistrzostwem świata jest rola mecenasa czyli Porcji, jakbym widział w tej postaci kilka osób, których Szekspir nie mógł przecież znać. Pyta więc mecenas w sądzie, broniąc Antonia – czym byłaby Wenecja bez jej praw i ścisłego ich egzekwowania? I owszem – nie odnajduje przesłanek do wstrzymania egzekucji, i Shylock może wyciąć funt ciała Antonia, ale jest w prawie warunek - bez uronienia kropli krwi. Im dalej w te kodeksy, tym bardziej Żyd pogrążony, choć to jemu długu nie oddano, choć ma czarno na białym weksel podpisany...

To wciągające niczym kryminał, poruszające jak rasowy dramat sądowy, znakomicie zagrane przedstawienie, świetny Igor Chmielnik w roli Shylocka, zasłużenie wielokrotnie nagradzana za rolę Porcji Monika Janik, bardzo dobry Bassanio Wojciecha Marcinkowskiego, i jeśli mialbym się do czegoś „przyczepić” - tu cudzysłów na swoim miejscu – to ździebko niezrozumiałe wydały mi się aluzje co nieplatonicznego charakteru przyjażni Antonia i Bassania, chyba niewiele z tego faktu wynikało, albo zgoła nic.

Chociaż, gdyby się tak dłużej zastanowić...

 

2020, lipiec, FESTIWAL NOWE EPIFANIE

WZÓR NA POLE TRÓJKĄTA

Michał Zdunik

reż. Jan Hussakowski

premiera 5 lipca 2020

Bog troicu ljubit – jak wiemy, gdy tymczasem bycie w trójkącie to nie tylko grzech, ale i ambaras, co przyznają ze sceny sami bohaterowie. Świat jest nastawiony na podwójność, ta trzecia czy ten trzeci to w każdym właściwie wymiarze codzienności o jedno za dużo. Jednak naszym bohaterom to nie przeszkadza, łączy ich uczucie, wspólne życie, seks i - pragnienie posiadania dziecka, które – jak się okazuje – może przyjść na świat z genami trojga. No ale dochodzi do tzw. wpadki i jedna z dziewczyn zachodzi w ciążę w układzie najzupełniej dwójkowym. Jakie to będzie miało konsekwencje? I czy w ogóle takie życie we troje ma jakikolwiek sens? A może - sensu nie ma tabu z takim związkiem związane?

Coś jednak w tym związku było nie tak. Relacje trojga naszych bohaterów wydały mi się bardzo powierzchowne, sztuczne, momentami nawet nieco egzaltowane, choć nie brakowało w nich seksu, to jednak nie było między nimi chemii. Może właśnie tak to jest trójkątach? No nie wiem. Momentami tekst był dość wulgarny, niepotrzebnie, nieparlamentarne wyrazy po prostu źle brzmiały w ustach aktorów (zapewniam, że wszystkie je znam),

a scena seksu, czy też pozycji miłosnych w trójkącie – choć pomysłowa, estetyczna i nawet zabawna – też trochę nie pasowała do całości, jakby twórcy nie mogli się zdecydować, czy ma powstać moralitet czy - jednak komedia obyczajowa.