Burgtheater Wien

 

2017, październik

PANNA BEZ POSAGU (SCHLECHTE PARTIE)

Aleksander Ostrowski

reż. Alvis Hermanis

premiera 21 października 2017


Do Burgteatru wybrałem się, żeby zobaczyć, jak wygląda premiera na najważniejszej austriackiej scenie, oraz – jak wyszedł spektakl reżyserowi, z którego Płatonowa wyszedłem w połowie (a nie zwykłem tak paskudnie czynić), nie mogąc zdzierżyć nudy ziejącej ze sceny Teatru Narodowego, do którego ówże spektakl był jakiś czas temu zaproszony. 

Otóż spektakl udany, a premiera wygląda zupełnie zwyczajnie, tym bardziej, że można było na nią kupić bilety, więc spektakl widzieli także „zwykli” widzowie, a nie jedynie ci z zaproszeniami. Aktorzy znali tekst, bardzo starali się ładnie wymawiać rosyjskie wtręty, szczególnie otczestwa, wpadek technicznych nie było, a tekst – choć ziejący naftaliną – był jakoś zdumiewająco współczesny, co odczułem i ja, mało po niemiecku mówiący, a także mój dwujęzyczny tłumacz, choć obaj pewnie co innego na tej scenie widząc. 

Charita Ignatjewna próbuje bogato wydać za mąż swoją ostatnią córkę Larysę Dmitriewnę. Niestety, to się nie udaje. Wielka miłość i tęsknota za dobrym (innym?) życiem nie są ważne w świecie, gdzie wszystko można kupić. Banalne i łzawe? 

Może. Ale za to – jak zrobione! I nie tylko Larysy, ale i Robinsona jakoś tak po ludzku żal. Uwagę zwracają przepiękne kostiumy i nieziemska scenografia oraz obrotowa scena, dzięki której możemy śledzić losy bohaterów w kilkunastu różnych planach. Nie wiem jednak, czy te plany nie zmieniały się za często, wyszedłem jednak z wrażeniem, że owa obrotowa scena jest równorzędnym bohaterem dramatu Ostrowskiego. Może jednak tak miało być.

I jeszcze jedno – otóż w komunikacie wygłoszonym przed rozpoczęciem spektaklu, oprócz próśb o nienagrywanie itd., znalazło się też takie zdanie – „Prosimy o wyłączenie telefonów komórkowych, bo światło z monitorów nie tylko irytuje widzów, ale i rozprasza aktorów” (przepraszam za niezdarne tłumaczenie).

Wreszcie ktoś powiedział to głośno.