TEATR ZAGŁĘBIA

 
2019, luty
DEAD GIRLS WANTED
Jolanta Janiczak, Grzegorz Stępniak

reż. Wiktor Rubin
premiera 22 lutego 2019

 O ile ze zdumieniem patrzyłem w warszawskim Neronie na aktora markującego wyjmowanie sobie jaj kurzych z tyłka, o tyle tutaj - naprawdę szkoda mi było aktorki, która wkłada sobie ust zużyty tampon, było to upokarzające. Dla wszystkich. Tak, oczywiście - to „na niby”, tyle  tylko, że cały ten spektakl jest na niby, dojmującym dowodem figurant, którego rozbiera Amy Winehouse. Może nie trzeba było tego chłopaka zapraszać na scenę do oklasków, może jednak część publiczności pomyślałaby, że to part of the play? Owszem, mogłoby być grubo, ale przynajmniej szczerze. Cóż, może jednak ryzyko pobicia aktora przez upokorzonego widza jest w Sosnowcu większe niż w Warszawie? No może. Spektakl jest mówiąc najkrócej obrzydliwy. Już pomijam, że nieprawdopodobnie mizoginiczny, jak sądzę – zupełnie przeciwnie do zamierzeń.  

Poza tym - co najmniej dwukrotnie podczas tego przedstawienia przeżyłem dziwne deja-vu, jakbym niektóre sceny już gdzieś widział, u tego samego reżysera zresztą.

Najwyraźniej za dużo chodzę do teatru.

 

2018, listopad, w koprodukcji z Malta Festiwal Poznań

MESJASZE

Jan Czapliński, Marcin Kącki na podst. G. Spiró

reż. Aneta Groszyńska

premiera 16 listopada 2018

Nie będę ukrywał – teatr polityczny to zupełnie nie moja filiżanka herbaty, nie szukam również w teatrze publicystyki, bez względu na to, czy będzie nią porywająca dyskusja czy też - ośmieszenie „Klątwy”, więc Mesjasze – poza kilkoma momentami, kiedy się uśmiechnąłem – niespecjalnie mnienie obeszli. Całkiem zabawny był monolog o podręczniku do religii i związany z nim wywód o dobrych i złych domach, fajnie i z sensem również aktorom wyszła improwizacja, choć tu mam spostrzeżenie, że podkreślanie, że grają w kiepskim (mówiąc delikatnie) spektaklu jest zagrywką mało skuteczną, bo widz gotów pomyśleć, że przedstawienie jest istotnie – mówiąc oględnie – kiepskie. Morał natomiast, że od romantyzmu nie uciekniemy, był mi już znany w czasach liceum, gdyż moja polonistka kochała się w myśli prof. Janion, która zresztą w Mesjaszach, nieco bezradna, się pojawia (prof. Janion, nie zaś moja polonistka naturalnie).

Znów nie zrozumiałem, po co aktorzy bawią się na scenie kamerą, nie cierpię bowiem w teatrze właśnie projekcji oraz nienumerowanych miejsc.

W pustawej IMCE miejsca były numerowane.

 

2016, październik

SIÓDEMKA

Ziemowit Szczerek

reż. Remigiusz Brzyk

premiera kwiecień 2016

Pani Ewa zaprosiła, więc do Sosnowca się wybrałem, spektakl teatralny to wszak świetna okazja, żeby ruszyć tyłek z Warszawy. I od razu niespodzianka - w Teatrze Zagłębie wieczorne spektakle zaczynają się o 18. W stolicy nie do pomyślenia, prawda?

O Siódemce słyszałem dużo dobrego, ciekawość zżerała…

Po pierwsze – śmialiśmy się z P. w zupełnie innych momentach, niż śmiała się pozostała sosnowiecka publiczność. Zaniepokoiło to mnie, nie jesteśmy wszak aż tak różni, żeby co innego nas śmieszyło. A może?

Po drugie – młodzież za mną w rzędzie była za młoda, a ja za stary, żeby zrozumieć wszystkie odniesienia w spektaklu. Zdaje się, że Siódemkę w całości i bez pytań zrozumieją tylko cca trzydziestolatkowie. To nie zarzut, tak jest i już.

Po trzecie – dostaje się w Siódemce Iłży, Jędrzejowowi i Radomiowi. Rozczula scena z młodym Litwinem, który miał zamek w Iłży na pocztówce i koniecznie chciał go zobaczyć. Słodkie. I jakieś takie freudowsko prawdziwe.

Po czwarte – dostaje się również barowi Sarmacja (chrzciny, wesela itd.) . Spadają ulotki Sarmacji z balkonu, nie skorzystałem z kryminalności jego architektury, bo wracałem nie siódemką a gierkówką, ta z góralskich chat krytych słomą słynie.

Po piąte – twist z napaścią Rosjan – fantastyczny. Na pasku w TV pojawi się, że broni się Gołdap, ale i zniszczenie Radomia z lotniskiem i zakładami tytoniowymi niewykluczone przecież. Nie mam pewności, czy pojawi się Wilq i nas ocali.

Po szóste – dajmy już spokój Radomiowi.

Po siódme – świetny spektakl, z paradoksalnie bardzo patriotycznym wydźwiękiem. Bo może i syf w tym kraju, i drogi ch…we, wzdłuż nich krzyże po motocyklistach, może i w Iłży smutno, ale to wszystko NASZE, a my – z sercem na dłoni oddamy przypadkowemu gościowi siebie samych i auto nasze, gdyż kupimy sobie i tak następne, złotsze.