TEATR WYBRZEŻE

 

2019, sierpień

ŚMIERĆ KOMIWOJAŻERA

Arthur Miller

reż. Radek Stępień

premiera 2 marca 2019 

Kto się spodziewa miażdżącej krytyki żarłocznego kapitalizmu, nieco może się rozczarować. Historia Willy’ego Lomana (wspaniały Mirosław Baka) bowiem jest jedynie, może - na szczęście, punktem wyjścia do rozpaczliwie współczesnej opowieści o najzwyklejszych ludziach, którzy co prawda się kochają, ale się nie lubią. Nie chciałbym psychologizować, żeby Czytelnik nie miał absmaku, ale przyjrzyjmy się tej rodzinie. Ukochany synek Biff (świetna rola Piotra Biedronia) nie realizuje ambicji taty, Happy (Piotr Chys) – i nie kochany, do tego dziwkarz i kłamca, matka go nie lubi. Ale go kocha. Willy, co prawda (może deklaratywnie - ale jednak) robi dla rodziny wszystko, ale lubi tylko towarzystwo cieni – ojca i brata. Jedyny w tym układzie, który Willy’ego nie kocha co prawda, ale lubi – to Charley. Może właśnie dlatego tak bardzo potrzebną pomoc od niego Willy odrzuca.

To jest także rzecz o ludziach, którzy nie mają nic do powiedzenia, nic sobą nie reprezentują, są szarzy, niezbyt ciekawi, zwykli. Tacy jak Willy. Ale w tej jego zwykłości byłby heroizm, byłaby pasja, ona zasługiwałaby na szacunek świata, gdyby nie fakt, że dla Willy’ego zwykłość jest nie do przyjęcia, nie dopuszcza do siebie myśli, że jego dzieci mogą nie mieć wielkich ambicji, że chcą wieść zwykle szare – pewnie znacznie szczęśliwsze od niego - życie, choć przecież do życia w lepszym świecie obu chłopaków z ogromnym przecież wysiłkiem przygotował.

PS. Dziękuję Teatrowi Wybrzeże za treść komunikatu wygłaszanego przez spektaklem. Oczywiście, że nic bardziej nie wyprowadza z równowagi jak brzęczący i świecący niewyłączony telefon. I istotnie, w Aptece ani świeciło ani brzęczało, obejrzałem to znakomite przedstawienie bez najmniejszych zakłóceń.