TEATR WARSAWY

 
2019, wrzesień
KOBIETA, KTÓRA WPADAŁA NA DRZWI

Roddy Doyle

reż. Adam Sajnuk

premiera 19 czerwca 2019 

Zupełnie nie pokochałem Pauli od pierwszego wejrzenia, droga Rude, przeciwnie. W którymś momencie miałem i ja ochotę przyłożyć jej za bierność (w przenośni naturalnie, brzydzę się przemocą), bo gdybym był na miejscu bohaterki, to bym dwa razy mocniej oddał, stłukł lico durszlakiem albo związał nocą siusiaka w węzełek albo coś gorszego zrobił. A ona - mężowi, ojcu swoich dzieci, katu – poddaje się, jakby przyjmując to wszystko, co ją spotyka z dobrodziejstwem małżeństwa, jakby w imię niegdysiejszej miłości i pożądania, dobra dzieci czy - lęku przed samotnością. Ale nie jestem na jej miejscu, trudno mi zrozumieć motywacje zabijanej de facto zakochanej kobiety, mimo to patrzyłem na Anetę Todorczuk jak na zjawisko.

Tekstu jest bardzo dużo i jest trudny, „gęsty”, wymaga od aktorki nieprawdopodobnej precyzji, polecam ten spektakl – i piszę to zupełnie serio – studentom aktorstwa, żeby się przekonali, że przedmiot „impostacja” jest naprawdę przydatny. Dwie godziny zmieniających się co moment emocji - od rozpaczy do euforii, można niechcący przeszarżować, ale - reżyser z aktorką wykonali fantastyczną robotę nad ujarzmieniem tychże emocji.

Może nie do końca dobry wybór na walentynki czy dzień kobiet (chociaż – kto co lubi), ale zdecydowanie - nie przegapcie,  gra na żywo świetna muzyka, a p.Aneta lepiej niż w oryginale śpiewa piosenki Sinead O”Connor, do których teksty zostały rewelacyjnie spolszczone, za co wszystkim odpowiedzialnym bardzo dziękuję, prosząc o więcej.
 
2019, sierpień
KLUB WINOWAJCÓW
John Hughes
reż. Agnieszka Czekierda

premiera 22 sierpnia 2019

Mamy oto pięcioro tytułowych winowajców, którzy zjawiają się w sobotni poranek w szkole, żeby odpokutować swoje rozmaite przewinienia, kto widział „The Breakfast Club” – wie, o co chodzi. Obserwujemy, jak owo towarzystwo z walczących ze sobą kogucików (głównie o atencję pozostałych) zmienia się w grupę przyjaciół, a cała ta przemiana odbywa się pod okiem pilnującego ich raczej niesympatycznego dyrektora szkoły. Przyjaźń między całą piątką rodzi się jednak trochę deus-ex-machina, zważywszy zwłaszcza na wybryki dojmująco potrzebującego psychoterapii Bendera. Nawet we współczesnej szkole nie można obrażać ludzi w tak prostacki i chamski sposób, a on – żadnych granic nie zna. Wydaje mi się, że wyszło to trochę niewiarygodnie, coś zbyt łatwo współukarani zapominają o benderowych impertynencjach. Ciekawe zatem, jak spektakl spodoba się publiczności licealnej? Czy pewna naiwność przesłania nie będzie jej przeszkadzała? Czy ręce im nie opadną przy scenie wątpiącego w sens swojej pracy pedagoga? Czy będą w napięciu trzymani przez całe przedstawienie? No, ciekawe.

Tymczasem z tego debiutanckiego spektaklu wyszedłem bogatszy o nazwiska dwojga aktorów, których losy będę śledził – Mateusza Trojanowskiego, autentycznego i bawiącego się swoją rolą kujona Briana,  i hipnotyzującej Martyny Bazychowskiej, grającej tu panienkę z dobrego domu, Claire.

 

2019, sierpień, TEATR EKIPA

MIŁOŚĆ SZUKA MIESZKANIA

Jerzy Jurandot

reż. Jan Naturski

premiera 14 grudnia 2018 (?!) 

Postawiłem wykrzyknik i pytajnika, bo przecież widziałem Ekipę w tym spektaklu dokładnie pięć lat temu, jak żegnano Feminę i witano Biedronkę. I w związku z tym (z upływem czasu, nie zaś dyskontem naturalnie) przypomniał mi się dowcip następujący: „Przepraszam, czy to klub ludzi nostalgicznych? Tak proszę pana, ale to już nie to samo, co kiedyś”.

Pamiętam nadkomplet w Feminie, pamiętam, że aktorzy musieli robić długie pauzy, żeby publiczność mogła się wyśmiać, łzy swoje pamiętam wylane i chusteczki zużyte, bo tak było to śmieszne. I zastanawialiśmy się potem, jak coś tak pogodnego mogło powstać w getcie, gdzie zabawnie nie było wcale… Cudowne poczucie humoru i świetnie skrojona - choć prościutka - intryga dały ludziom może choć moment radości, może to jakoś pomogło żyć w tym miejscu, w tym czasie? No może.

Tymczasem w Teatrze Warszawy…. trudno mi zgłosić Ekipie jakiekolwiek uwagi, wszystko było ze tak powiem na swoim miejscu, a jednak po tych pięciu latach nie uśmiechnąłem się nawet półgębkiem, raczej powstrzymywałem się od impertynencji wobec widzki smsującej w rzędzie przede mną. (Dbajcie o swoje poczucie humoru, tak szybko odchodzi).

Publiczność co prawda reagowała właściwie na liczne jurandotowo-ekipowe gagi, ale… mimo wszystko - to już nie to samo, co kiedyś.

 

2019, czerwiec

ŚMIESZNE MIŁOŚCI

Milan Kundera

reż. Adam Sajnuk

premiera 11 maja 2019 

Wybrałem się na ten spektakl z moim chrześniakiem (l.14, okazja: Dzień Dziecka) i obaj mieliśmy te same odczucia – Fałszywy autostop zabrzmiał fałszywie. Jakoś - mimo wzięcia pod uwagę umowności jaką daje scena, nasi bohaterowie byli za młodzi, żeby im uwierzyć, że są w stanie prowadzić tak perfidną grę. A może jestem naiwny? No może. Pozostałe dwie scenki były pyszne. „Nikt nie będzie się śmiał” – o dramatycznych skutkach nieumiejętności powiedzenia „nie” i – „Edward i Bóg” – zahaczająca o bluźnierstwo dla jednych, dla innych będzie wspaniałą dyskusją teologiczną, z pewnością inaczej czytaną w ateistycznych Czechach, a inaczej u nas, bo ociera się jednak o pewne tabu.

Zaletą tego spektaklu jest prostota. Mamy sofę na środku sceny, mamy fajny tekst i dobre, wycyzelowane aktorstwo - gwiazdy tym razem w epizodach, a debiutanci w rolach głównych – i ich nazwiska warto zapamiętać.

 

2019, marzec

NOCNE METRO - Musical infrastrukturalny

Michał Walczak

reż. Michał Walczak

premiera 23 marca 2019 

Całość jest oczywiście bliskim kuzynem historycznego już Pożaru w Burdelu, nie tylko za sprawą twórców, mamy także i to samo miejsce akcji, zawsze - miasto stołeczne Warszawę, mamy odniesienia do Zdzisia i jego pracodawcy, Metra Warszawskiego, nawet p. Patryk Wereszczyński jest w pewnym sensie do Tomasza Drabka - znaczy Zdzisia - podobny. Mamy tym razem Polaka, Włocha i Turka kopiących bez wytchnienia, na wysokości Bródna znajdują szkielet. Cóż z tego znaleziska wyniknie?

Było niestety niedobrze słychać, co w przypadku musicalu jest jednak istotne, chciałbym wiedzieć, o czym aktor do mnie śpiewa. Szczególnie, że Wiktor Stokowski napisał do tego spektaklu dość dynamiczna muzykę, która jednak zagłuszała wokal aktorów. Nic więc dziwnego, że zwróciłem uwagę jedynie na song Marty Parzychowskiej, liryczną balladę, w której aktorka miała szansę być słyszalna.

Nie moja filiżanka herbaty – jak mówią Anglicy, ale dobrze, że jest miejsce, „gdzie młodzi mogą próbować”.

A na marginesie - ciekaw jestem, czy imię i nazwisko jednego z młodych aktorów, których widzieliśmy na scenie, p. Michała Bajora, jest dla niego szansą czy przekleństwem?

 

2018, grudzień

BEGINNING

David Eldridge

reż. Adam Sajnuk

premiera 17 grudnia 2018

Spotkanie mężczyzny po przejściach z kobietą z przeszłością, 40+. On – rozwiedziony, bez kontaktu z córką, którą bardzo kocha, mieszka z matką. Ona – ma piękne mieszkanie, wspaniałe CV, konto godne pozazdroszczenia. Oboje i sami i samotni. Co mogą sobie wzajemnie zaoferować? Niby coś jakby iskrzy, no może jakieś bzykanko, hm? C’mon, oboje są dorośli, to już się odbywa bez tych wszystkich wstępów (no, może poza kieliszkiem drogiego wina przed). A jak nie, to chociaż przytulenie, jakiś taki ersatz czegoś, co mogłoby między nimi być, ale nie będzie. Kurczę, ale i to średnio wychodzi, prowadzi do upokorzenia, którego żadne z nich już nawet tak nie nazywa, mając ich na koncie dziesiątki i jakby wkalkulowując je w codzienne funkcjonowanie. I… czy tak naprawdę on jej pożąda? I czy ona chce go tylko dla bliskości? A może jest w tym jakaś kalkulacja? Jaka?

Maria Seweryn i Tomasz Borkowski wspaniali, to jest popis ich i talentu i warsztatu, nie wyobrażam sobie innej niż Maria aktorki, która mogłaby zagrać tę bardzo trudną rolę, i mam też nadzieję, że pan Tomasz (który miał równie trudne, jeśli nie trudniejsze zadanie) częściej będzie się pojawiał w teatrze.

Do tego ręka Adama – no cóż – rozpoznawalna, prowadząca aktorów przez ten gąszcz konsekwentnie, ale i z czułością, gratulacje.

Może nie zabierajcie ukochanej/ukochanego na ten spektakl w Walentynki, naprawdę. To jedno z najsmutniejszych przedstawień jakie widziałem, do tego jeśli jesteście w wieku bohaterów, to wszystko przywali was dwukrotnie mocniej.

Po prostu idźcie sami. Nomen omen.
 

2017, czerwiec

DZIECIĘ STAREGO MIASTA

Józef Ignacy Kraszewski

reż. Cezary Studniak

dram. Michał Pabian

premiera 24.05.2017

Rzecz – mówiąc w pewnym uproszczeniu - o stanie umysłu (nie tylko) warszawiaków tuż przed wybuchem powstania styczniowego. 

Kraszewskiego nikt prawie nie czyta bo nudzi okropnie, dobrze więc, że za ten warszawski tekst wzięła się najbardziej przecież staromiejska sceny w stolicy, udowadniając, że ten zakurzony ździebko autor, idealny przecież na patrona ulicy czy szkoły, może być dziś czytany zupełnie współcześnie i że to, co miał prawie 150 lat temu do powiedzenia i dziś ma sens, i jest całkiem dojmujące.

Tyle dobrego o autorze, a ze spektaklem mam problem. Odniosłem bowiem wrażenie, że reżyser z dramaturgiem przeczytali tę powieść, wspólnie orzekli „eureka, współczesne!” i stworzyli istotnie spektakl współczesny, nawet nie odwracając głowy podczas puszczania oka do widza. Wołam więc: więcej finezji!

Niemniej Matka Boska jest i zabawna i liryczna, bywa jednak ironiczna i całkiem sroga. Kolejna fantastyczna rola Małgorzaty Rożniatowskiej, dla której to przedstawienie zobaczyć warto. 

 

2016, październik

CEREMONIE ZIMOWE

Hanoch Levin

reż. Adam Sajnuk

premiera 3 września 2016

Mamy oto na następny dzień zaplanowane wesele Welwecji, na które sproszono 800 gości i przygotowano 400 kurczaków. Do domu Szracji (fantastyczna Izabela Dąbrowska) i Raszesa (Maciej Wierzbicki) w noc poprzedzającą wesele ich córki zaczyna się dobijać ich kuzyn, Laczek Bobiczek (świetny Adam Krawczuk), z informacją, że ciotka Bobiczkowa właśnie umarła. Odwołanie ślubu i wesela nie wchodzi w rachubę, co więc robić? Ano Szracja wpada na pomysł, żeby Laczkowi nie otwierać. Ten jednak jest uparty…

Ceremonie zimowe są piękną opowieścią o jednym z naszych najpierwotniejszych lęków – o strachu przed śmiercią. Owszem, w końcu i tak ona nas dopadnie, tu czy w Himalajach (dosłownie), nie ma od niej odwrotu, ale za to można ją oswoić. Tak jak próbuje o śmierci wujaszkowi Raszesowi opowiedzieć profesor Kipernaj. Wyobraź sobie, że puszczasz bąka, ale nie jednego… - mówi profesor (Rafał Rutkowski) Pamiętacie, prawie zawsze u Levina sacrum miesza się z profanum, a poezja życia z życia fizjologią. 

 

Pięknie zagrany i starannie wyreżyserowany spektakl, choć o lęku przed odejściem i naszej ziemskiej nietrwałości – to paradoksalnie najbardziej o zachłanności na życie.