TEATR STUDIO

2017, listopad

DOBRA TERRORYSTKA

Agnieszka Olsten, Sławomir Rumiak na podst. Doris Lessing

reż. Agnieszka Olsten

premiera 20 października 2017

Niezupełnie rozumiem, dlaczego spektakl ten został dość chłodno przyjęty. Argument, że jest niezrozumiały, jest niezrozumiały. Tam nie ma nic do rozumienia – jak mawiała moja pani od matematyki - albo się w ten świat wchodzi, albo – nie. Mnie wciągnęło i naprawdę dobrze się bawiłem, chociaż może nie jest to do końca ani farsa, ani komedia. I też nie wiem, dlaczego publiczność śmiała się z Alice (Agnieszka Kwietniewska), która właściwie cały spektakl, ze szmatą albo myjką próbowała w tym domu wprowadzić jakiś ład. Bardzo się bowiem z postawą Alice identyfikuję. Faktycznie zabawna była próba coachowania Marcina Pempusia przez Bartosza Porczyka, czy też słodko freudowskie nieporozumienie związane z oderwaniem metki do majtek, a następnie próba wytłumaczenia tegoż zamieszania. Rzecz w sumie o tym, dlaczego zdarza nam się pewne rzeczy robić, choć nie ma dlań żadnego wytłumaczenia, nie powstały żadne sprzyjające okoliczności ani – nie ma żadnych powodów. No, w pewnym uproszczeniu naturalnie.  

A poza tym siedziała obok mnie p. Ewa Kasprzyk i zgodziła się, że siedzenia okropnie twarde, bo się trochę wierciłem, a ona myślała, że to z powodu torebki, którą położyła między naszymi krzesłami, ale nie. 

Abstrahując od siedzisk – czy przypadkiem Agnieszka Kwietniewska nie ma wciąż w głowie Komedianta z Jaracza?

A może to we mnie za tym spektaklem tak wielka tęsknota?

 

2017, listopad

ORIANA FALLACI. CHWILA, W KTÓREJ UMARŁAM.

Remigiusz Grzela na podst. Oriany Fallaci

reż. Ewa Błaszczyk/Zbigniew Brzoza

premiera 24 listopada 2017

Ten sam element jest i siłą, i słabością tego przedstawienia, mianowicie – tekst. Część widzów będzie zachwycona, że i o wielkiej miłości i o przywiązaniu do matki i o nienarodzonych dzieciach i o ataku na WTC, ale inni (w tym piszący te słowa), że – skoro trochę o wszystkim, a więc -  i trochę o niczym.

Pierwsza część spektaklu jest poświęcona Alekosowi Panagoulisowi, greckiemu rewolucjoniście, bohaterowi najważniejszego wywiadu w życiu Oriany i – jej wielkiej miłości. Z nim miała dziecko, które straciła, po tej tragedii napisała poruszający List do nienarodzonego dziecka. Alekos – już jako poseł - zginie w tajemniczym wypadku. Z nikim więcej Oriana się już nie zwiąże, ta miłość była silniejsza niż śmierć.

Gdyby tylko na tym wątku się skupić – to wstrząsający opis tortur, jakim Alekosa poddawano, jakoś by się tłumaczył. Niestety, ten wtręt do całej narracji nie pasował, zważywszy, że za chwilę Oriana wspomina rozmowę z Goldą Meir. A po kolejnej chwili – już bardzo chora - przywraca Europejczykom wiarę w ich wartości, głośno przypominając, że nie muszą się przed nikim tłumaczyć ze swojej kultury i swoich korzeni. 

Niemniej - Ewa Błaszczyk fantastyczna, i czekam na kolejne teksty godne jej charyzmy i talentu. 

 

2017, wrzesień

ONLY LOVE IS REAL – LIQUID ACT

Laura Meuris, Paweł Duduś

muz. Luiza Schulz

Wchodzimy do Malarni właściwie pojedynczo, tak, żeby każdy widz w ciemności bezpiecznie dotarł na swoje miejsce w tej jaskini. Trzeba uważać nie tylko na stalaktyty i stalagmity (brawo scenografia!), ale i na innych widzów, którzy gdzieś przycupnęli i których można nie spostrzec… Z głośników sączy się dźwięk spadających kropel – jak to w jaskini - i cicho wydobywają się dźwięki takie bardzo zmysłowej muzyki, przy których dwoje tancerzy – no właśnie – na pewno nie tańczy w powszechnym rozumieniu tego słowa, ale - porusza się, styka ze sobą, komunikuje, poddaje się sobie i ze sobą walczy. 

Jak rozumieć ten taniec? Czy w ogóle można zapytać „o czym jest ten spektakl”? Czytam wcześniej w programie, że to studium miłości nie jako definicji, ale jako pewnej energii, wyrażonej w ruchu, w dźwięku, w obrazie. Może. Nie znam się na tańcu. Wydaje mi się, że było to jednak o naszych ciałach, które – wydaje się, że mamy, podczas gdy to one nadają kierunek naszym myślom i emocjom (o działaniach nie wspomnę). Ale mogę się mylić. 

W każdym razie były to bardzo piękne trzy kwadranse mojego życia.

 

2017, czerwiec

NARKOTYKI

Stanisław Ignacy Witkiewicz

reż. Oskar Sadowski

premiera 9 czerwca 2017

Mnie ta narracja wciągnęła, ale byli i tacy, którzy pytali szeptem, o co w ogóle chodzi. No tak, trochę to pokręcony spektakl, ale – po pierwsze – zgodnie z tytułem o narkotykach, a po drugie – autorstwa patrona teatru, a noblesse oblige. 

Mam duży szacunek do Natalii Korczakowskiej, szefowej Studia, że szuka, że próbuje nowego, że daje szansę młodym, że nie siedzi zadowolona w gabinecie i miło się uśmiecha. Reżyser ma 25 lat, Narkotyki przeczytał właśnie tak a nie inaczej i stworzył przedstawienie bardzo nowoczesne (awangardowe?), z klasycznym jednak wydźwiękiem (czy też morałem od wuja Stasia, który próbował chyba wszystkiego) – nie bierzcie tego, nie uciekajcie w to, bo pozbywacie się kawałka duszy, a nie warto. Ale też nie uciekajcie w sztukę, bo efekt będzie ten sam, kac. W ogóle nie uciekajcie – zdaje się mówić Witkacy pod niebem pełnym gwiazd, gdyż spektakl grany jest na Placu Defilad.

Rozalia Mierzicka fantastyczna jako Zofia Stryjeńska, brawo kostiumy, Robert Wasiewicz świetny,

dublura (za Tomasza Nosińskiego) Pawła Tomaszewskiego jak się dowiedziałem – dość nagła, więc pomoc mojej ulubionej inspicjentki Studia – pani Olgi Staroń – była potrzeba. 

No, chyba, że ta dziura w pamięci była zagrana, to szacunek.

 

2017, kwiecień

DZIEWCZYNKI

Weronika Murek

reż. Małgorzata Wdowik

premiera 20 kwietnia 2017

Pomysł był ciekawy a zapowiedzi zachęcające. Szczególnie dla kogoś jak ja, kto nie ma w swoim kosmosie żadnych dziewczynek, ani córek ani chrześnic ani nikogo. Bo miało być o tym, co dziewczynka może, a czego nie. O tym, co i kto ją (czy też – jej „dziewczyńskość”) definiuje i dlaczego. Oraz o tym, że ich wzroku się boimy. Jakoś się nie przestraszyłem, mimo że jedna z młodych aktorek patrzyła centralnie na mnie i coś szeptała swojej przyjaciółce. Natomiast wyszedłem wymęczony nudą i zmaltretowany nieporadnością tego eksperymentu, kompletnym brakiem sensu, oraz – co najważniejsze – dojmującą ateatralnością. 

I jeszcze jedno – choć ten kamyczek wrzucam do ogródka nie tylko Studia. Dlaczego – mianowicie – skoro mamy XXI wiek i ludzie latają w kosmos, na widowniach teatrów są nienumerowane miejsca? Jest to coś absolutnie okropnego. Część publiczności czeka w kolejce jak za komuny na wejście, żeby nieledwie rzucić się na najlepsze miejsca, a pozostali muszą się zadowolić tym, co zostanie. 

A może widz, który musi obejrzeć spektakl na podłodze, w ogóle by się na takie przestawienie nie wybrał, hm?

 

2017, marzec

COME TOGETHER

Wojciech Ziemilski

reż. Wojciech Ziemilski

premiera 24 lutego 2017

Całkiem udany żart sceniczny, potrzebny w nabzdyczonym warszawskim teatralnym świecie.

Problem z Come Toegether polega na tym, że właściwie nic nie można napisać, żeby nie zepsuć widzowi zabawy. Stąd na stronie internetowej teatru opis tego przedstawienia jest więcej niż enigmatyczny. No ale nie zdradzę wielkiej tajemnicy mówiąc, że rzecz jest o teatrze, o widzach, o tzw. czwartej ścianie, o tym, czy ona istnieje, jeśli tak – to gdzie się zaczyna, a gdzie kończy, itede itepe.

Żart jest udany „całkiem” nie zaś zupełnie, bo… Mimo, że było mówione i jest napisane żeby nie, to jednak w moim spektaklu się zdarzyło, a przecież było proszone, i była reakcja, nawet nie jedna, zaś na scenie potem wszystko odbywało się jak gdyby nigdy nic, a przecież coś było, więc… ciąg dalszy nie wypadł za bardzo szczerze. 

Mam nadzieję, że poprzednie zdanie było wystarczająco niezrozumiałe.

Anyway, warto. Nie tylko dlatego, że dają kawę i ciasteczka w antrakcie. Za darmo!

 

2017, marzec

WYZWOLENIE

Stanisław Wyspiański 

reż. Krzysztof Garbaczewski

premiera 12 marca 2017

Z Krzysztofem Garbaczewskim jest tak, że komuś, kto go "lubi", spektakl się spodoba, a jak ktoś nie "lubi" - to nie. Ja mam do reżysera wciąż stosunek najzupełniej letni i jego najnowsze przedstawienie  tego faktu nie zmieniło, gdyż -  tak jak zupełnie nie zrozumiałem Roberta Robura, Życia seksualnego dzikich czy Kronosa - tak też nie zrozumiałem Wyzwolenia. 

Najwyraźniej posługujemy się innymi kodami i tyle.

PS. Bardzo dobry Marcin Kowalczyk.

 

2017, marzec

JASKINIA

Arkadiusz Tworus

reż. Arkadiusz Tworus

premiera 3 listopada 2016

Wyszedłem ze spektaklu wymęczony, ale im więcej czasu mija, tym częściej myślami do Jaskini wracam. Nie wiem, jakie był zamiary reżysera, ale najbardziej wyszło to przedstawienie o jaskini łona matki.  I o pępowinie, którą tak trudno odciąć, a może w ogóle to niemożliwe. 

W roli matki Ewa Błaszczyk, w roli jej syna - mającego do rodzicielki wiele uzasadnionego żalu i pretensji - Paweł Tomaszewski. Pan Paweł jakby... trochę nie zdążył zrzucić z siebie Myszkina z Narodowego. Monolog Pawła Szeremety był nie do zniesienia. To znaczy - dobrze zagrany (jak się opanowuje takie partie tekstu?!), ale jednak dwadzieścia chyba minut Dostojewskiego Notatek z Podziemia spowodowało, że najnormalniej się wyłączyłem. Tobiasz Jędrak cały czas kamerował to, co się działo na scenie, co też było zabiegiem nie do końca zrozumiałym. Natomiast bardzo mi się podobało poświęcenie suflerki, Olgi Karoń, która nawet w pozycji zupełnie nieprzysiadalnej, owinięta streczem, czuwała nad tekstem i gdzie trzeba "podrzucała". W pewnym momencie Paweł Tomaszewski zapomniał... czy zagrał zapomnienie tekstu? Ciekawe...

Jak więc widać zastrzeżeń do spektaklu mam przygarść, a jednak - jako się rzekło - łapię się a tym, że coraz częściej o nim myślę. I nie umiem sobie dać rady z tym rozdarciem

 

2017, luty

POCAŁUNEK KOBIETY PAJĄKA

Manuel Puig

reż. Rafał Dziemidok

premiera 10 lutego 2017

Pokazywanie w teatrze tekstu, który zrobił karierę w wersji filmowej jest zawsze ryzykowne, bo po pierwsze - od porównań się nie ucieknie, a po drugie - niestety film prawie zawsze wygra.  Ale to ryzyko podjęte w Studiu się opłaciło, bo Pocałunek kobiety pająka jest bardzo dobrym, znakomicie zagrany spektakl. 

Mamy oto celę więzienną i dwóch osadzonych - politycznego Valentina i "obyczajowego" - Luisa.  Czas im mija na opowiadaniu sobie filmów, głównie amerykańskich, bynajmniej nie arcydzieł. Valentin torturowany przez strażników choruje, Luis się nim opiekuje, a kiedy wyzdrowieje... No cóż, oscarowy film znacie z pewnością i wiadomo jak się ta historia skończy.

Rafał Dziemidok uniknął na szczęście dosłowności, którą można byłoby przy dzisiejszej inscenizacji tego tekstu bezkarnie epatować, 

a scena seksu między Luisem i Valentinem jest... fantastycznie zatańczona. Mirosław Zbrojewicz i Tomasz Nosiński świetni, w niełatwych rolach, w których obaj pokazali wszystkie odcienie bezradności.

 

2017, styczeń

BERLIN ALEXANDERPLATZ

Alfred Doblin

reż. Natalia Korczakowska

premiera 27 stycznia 2017

Dawno nie było w Studiu spektaklu, który wzbudzałby tyle skrajnych emocji, a z pierwszych recenzji lało się albo zauroczenie i zachwyt – albo jad. Tertium non datur. Ja wyszedłem z Alexanderplatzu na skrzydłach nieledwie, bo to bardzo dobre, a momentami również bardzo piękne przedstawienie. Pewnie, zawsze można się do czegoś przyczepić, ale te nieliczne moim zdaniem ujemne minusy zostały całkowicie przykryte przez fenomenalną, totalną, nieziemską grę zespołu. Całego - od ról głównych po drugoplanowe (np. świetny epizod Doroty Landowskiej), o Chórze Starców już nie wspominając.

Bartosz Porczyk (Franz) z boskim zaiste ciałem, przez 2/3 spektaklu gra topless, tym razem ten zabieg jest pastiszem częstej jego na scenach nagości, czyż nie? Również z Teatru Polskiego we Wrocławiu przeniósł się do Studia Marcin Pempuś, grający jednego ze słodkich debili bandy, której hersztem jest olśniewająca jak zawsze Halina Rasiakówna. Debiutuje w Alexanderplatzu także Krzysztof Zarzecki, który zostawił Kraków dla Warszawy i którego Reinhold jest nie tylko kumplem, ale i cieniem, swego rodzaju alter ego Franza. Fantastyczna rola. A i tak scenę kradnie kolegom (może przede wszystkim koleżankom) Robert Wasiewicz, grający w tym spektaklu kobiety złe i zepsute. Brawo kostiumy! (Ciekawe swoją drogą, czy męskie szpilki 45 są do kupienia „normalnie” czy tylko w sklepie dla trans?).

Berlin lat 30-tych… Najbardziej zepsute miejsce tamtego świata. Ale ta zabawa będzie się niedługo kończyć i nie da się przed tym uciec. Dlatego mistrzowie ceremonii (Katarzyna Warnke i Tomasz Nosiński) zapraszają do balu, póki trwa… A Franz? Czy zostanie tym dobrym poczciwym człowiekiem jak mu się marzyło? 

Czy przeznaczenie i historia mu na to pozwolą? 

Piątka z kropką.

 

2017, styczeń

BYDŁO

Szczepan Orłowski

reż. Jacek Poniedziałek

premiera 20 grudnia 2016

Opis spektaklu na stronie internetowej teatru sugerował, że będzie o frustracji młodych ludzi (jakkolwiek to brzmi), początek przedstawienia z kolei był jakby moralitetem, nawet interesująco się rozwijającym – szło bowiem o doświadczenia na ludziach prowadzone przez firmę farmaceutyczną. Potem im dalej w ten las, tym było ciemniej, prawie noc… O czym to było tak naprawdę? Chyba jedynie Pan Bóg (i może autor) zdają się wiedzieć.

Nie oczekiwałem linearności fabuły, dzisiejsza młodzież bowiem – jak ustaliłem - nie rozumie dzieła, w którym fabuła prowadzona jest linearnie. Jestem w stanie to znieść, sądzę nawet, że umiem sobie te porozrywane kawałki poskładać, to znaczy – zwykle umiałem - do momentu obejrzenia Bydła. 

Nudny i egzaltowany tekst z męczącymi się aktorami, a całość rozpaczliwie pozbawiona sensu.

Okropne.

 

2016, grudzień

ĆWICZENIA STYLISTYCZNE

Raymond Queneau

reż. Maria Żynel

premiera wrzesień 2015

Ćwiczenia stylistyczne w Studiu są idealną rozrywką na sobotni wieczór. pobudzającą umysł a zatem zdrową, wyzywającą intelektualnie więc przyjemną, acz - no cóż, dość elitarną. Bo gdybyśmy zechcieli spróbować odpowiedzieć na pytanie - o czym jest ten spektakl, musielibyśmy odpowiedzieć, że... o niczym, a nie każdy widz jest w stanie takiej konstatacji stawić czoła. O niczym - są bowiem Ćwiczenia po prostu emanacją radości tworzenia, występowania, grania, wreszcie - możliwości posługiwania się tysiącami słów, z których można ułożyć najniemożliwsze nawet światy.

Mówiąc najkrócej - mamy oto Paryż i miejski autobus, w którym dochodzi do pewnego błahego incydentu. I o tym Queneau opowiada na 99 rozmaitych sposobów. Wydawałoby się, że tekst ten jest na język teatru nieprzekładalny, a jednak... 

Na scenie dwóch Marcinów - Bikowski i Bartnikowski oraz jeden Łukasz - Lewandowski. Ja bym się tego cudownie pokręconego tekstu nigdy nie nauczył na pamięć (może dlatego nie jestem aktorem), panowie zaś nie tylko grają z wdziękiem, ale i z błyskiem w oku, bawiąc się i słowami, i formą, i swoją obecnością na scenie - i - jak sądzę również - wpatrzonymi weń i wsłuchanymi widzami.

Dzobar dneła!

 

2016, październik

ILUZJE

Iwan Wyrypajew

reż. Agnieszka Glińska

premiera wrzesień 2011

Skoro pierwsze przedstawienie to premiera, jak nazwać ostatnie? Postmiera? Niech będzie. Jakoś dotychczas się nie składało, ale ostatnim rzutem na taśmę - widziałem postmierę Iluzji i jestem przeszczęśliwy, że zdążyłem, bo to bardzo piękny spektakl.

Wszystkie sztuki Wyrypajewa są o tym samym, to znaczy o słowach, bo – jakkolwiek to zabrzmi - przecież ze słów jesteśmy zbudowani, z ich nadmiaru, z ich deficytu, a najbardziej – ze złego i z właściwego rozumienia znaczeń.  Co to znaczy miłość, co zdrada, co kłamstwo a co szczęście? Właśnie o tym są Iluzje. Oraz - o plecionym fotelu na werandzie, który zawsze na nas czeka, o niespełnieniu i o… iluzjach, dzięki którym łatwiej nasze niespełniania znieść. 

Aktorzy są wspaniali, wszyscy. Widać, jak im się oczy świecą, kiedy wpatrzona w nich publiczność słucha jak zaczarowana… I pewnie też żałują, że spektakl schodzi z afisza. No trudno. To nie to samo, ale znajdźcie gdzieś w sieci, bo Iluzje zostały pokazane w TV, więc jakiś ślad po nich szczęśliwie pozostał.

 

2016, wrzesień

RIPLEY POD ZIEMIĄ

reż. Radosław Rychcik

premiera 16 września 2016

Niby kryminał, a przecież od razu wiadomo kto i dlaczego zabił. Niby teatr, a jednak całość bardzo filmowa, co zresztą w którymś momencie naprawdę wciąga i ta filmowość staje się dla widzów i aktorów taką zabawką. W sumie – spektakl o tym, że wszyscy jesteśmy (a z pewnością – bywamy) aktorami, z całkiem przekonującym i niegłupim wstępie Marlona Brando, znacznie tutaj mądrzej mówiącym niż w felernym wywiadzie dla Trumana Capote.

Już mężczyzna a nie młodzieniaszek - Pan Ripley mieszka we Francji w pięknym domu, z młodą żoną i gospodynią (bardzo dobra Dorota Landowska). Żyje nieźle ze spółki podrabiającej obrazy. Dolce far niente kończy się, gdy jeden z amerykańskich kolekcjonerów odkrywa, że obraz, który kupił, jest sfałszowany. Trzeba działać. Pojawia się więc Ripley w Londynie i zaczyna grać…

Ripley pod ziemią to popis możliwości Marcina Bosaka, jednego z najlepszych aktorów swojego pokolenia. Jednocześnie - czuły i okrutny, wyrachowany i roztargniony, manipulujący i manipulowany – oraz – zgodnie ze swoim literackim pierwowzorem - nieco homoseksualny też. W ogóle wydaje się, że pozostali aktorzy stanowią dla Marcina Bosaka jedynie tło, tak ta rola jednak została rozpisana. Niemniej należy zwrócić uwagę na cudowne epizody Ireny Jun i Stanisława Brudnego, i na Tomasza Nosińskiego, który z początkiem tego sezonu znalazł swoje stałe miejsce w zespole Studia. 

Na zakończenie jednak dwie uwagi - nie ma w Ripleyu co prawda zbędnych kwestii, całość nie jest przegadana, a jednak cztery godziny spektaklu, jednak w tzw. dzisiejszych czasach to trochę przydługawo.  Poza tym - rozbierana scena, ta, dla której całość jest „tylko dla dorosłych”, jest całkowicie zbędna. Naprawdę nie jestem pruderyjny, ale z faktu, że panowie Nosiński, Bosak i Żurawski przebiegli się na golasa po scenie, nie wynikło zupełnie nic.

Niemniej początek sezonu w Studiu jest udany, a za Natalię Korczakowską i jej zespół kciuki mocno trzymam wyglądając kolejnych premier. 

 

2016, maj

Michael Faber

SZKARŁATNY PŁATEK I BIAŁY   

Reż. Kuba Kowalski

Tym razem Julia Holewińska i Kuba Kowalski wzięli na warsztat prozę powstałą współcześnie, ale traktującą o XIX-wiecznym Londynie. Tamże wtedy śmiało albo nieśmiało rodziła się szeroko rozumiana nowoczesność, począwszy od pierwszych prasowych reklam skończywszy na innym postrzeganiu płci czy w ogóle seksualności.

Temat wydaje się wdzięczny – „oni byli tacy jak my” – mówiąc w pewnym uproszczeniu, aktorzy grają z poświęceniem w akwafluwialnej scenografii, aktorstwo w sumie na fajnym poziomie, a jednak… coś w tym spektaklu nie gra. Bo po pierwsze troszkę jest nudnawo, po wtóre – Wojciech Żołądkowicz chyba nie uniósł głównej roli, nie wzbudza bowiem kompletnie żadnych emocji. W przeciwieństwie do świetnych Katarzyny Herman i Aleksandry Justy (obie grają prostytutki, mówiąc ściśle – p.Justa - burdelmamę) oraz – zjawiskowej Agaty Góral.

Również bardzo dobry jest grający pastora Łukasz Lewandowski. I dla nich można to przedstawienie zobaczyć.

Cóż, Faber nie Dickens, emocje podaje inaczej. Ale czy Kuba Kowalski po Dickensa by sięgnął? Trzeba dopingować, przygoda z Emily Bronte wyszła obojgu na dobre.