TEATR POWSZECHNY W ŁODZI

2018, lipiec

SZALONE NOŻYCZKI

Paul Portner

reż. Marcin Sławiński

premiera 27 marca 1999…

… z czego wynika, że spektakl jest na afiszu Powszechnego od 19 lat i jest ciągle grany przy kompletach na niemałej przecież widowni przy Legionów, także dwa przedstawienia plenerowe przed łódzką Manufakturą na urodzinach miasta były silnie przez publiczność frekwentowane. Prosimy nie powtarzać – Szalone nożyczki widziałem pierwszy raz w życiu i dopiero teraz zrozumiałem, dlaczego mają to w repertuarze wszystkie teatry świata.

Wydaje mi się, że wcale aż tak łatwo się w tym nie gra, bo - chwila nieuwagi i będzie wstyd, jak publiczność zauważy coś, czego zauważyć nie powinna i – o zgrozo – o to zapyta. A pytała wyjątkowo chętnie! Ciekaw jestem, czy jest także przewidziany scenariusz na publiczność niezaangażowaną? Czy może się tak wydarzyć, że widzowie siedzą i nawet wywołani - nic nie mówią? I czy wówczas – odbywa się tylko głosowanie i po godzince do domu? No, ciekawe…

Uwagi właściwie tylko dwie - moim zdaniem niepotrzebnie Jakub Firewicz (gra tę rolę w dublurze z Jakubem Kotyńskim) drastycznie przerysował postać głównego bohatera fryzjera-geja, można było delikatniej, bo wystarczająco wiele uciech na temat jego obyczajów erotycznych było w tekście, ale… zdaje się, że publiczności właśnie to było potrzebne, żeby nikt nie miał wątpliwości kto jest kim. Nie zrozumiałem również lokalnych asocjacji, ale musiały być niezwykle zabawne, gdyż wzbudzały u publiczności niepohamowaną wesołość.A w ogóle – uważam, że zabił któryś z gliniarzy, choć ta wersja nie jest przewidziana do odegrania w finale. A szkoda:)

Nie moja to co prawda filiżanka herbaty, wyobrażałem sobie podczas oglądania spektaklu rozmaite dekonstrukcje, które można byłoby uskutecznić na tym organizmie, niektóre dość okrutne, ale – szacunek dla twórców za 19 lat na afiszu, za komplety na widowni i za zachwyconą publiczność.

 

2018, styczeń

WSZYSTKO W RODZINIE

Ray Cooney

reż. Giovanny Castellanos

premiera 31 grudnia 2017

Doktor Mortimor ma wystąpić z prezentacją przed zgromadzonymi w Londynie kolegami lekarzami z całego świata. Niestety, przygotowania do jego występu zostają – delikatnie mówiąc – zakłócone. Ostatnie przymiarki do wystawienia przedstawienia świątecznego w jego szpitalu także nie ułatwiają niezbędnego przecież skupienia. I jak to w farsie, powiedzieć – że nastąpi katastrofa – to tak, jakby nic nie powiedzieć.

Uśmiałem się serdecznie, kilka gagów jest naprawdę zabawnych, choć powiedzmy sobie szczerze, że w którymś momencie nagromadzenie nieporozumień i hec wymyka się nieco prawdopodobieństwu i logice. Niemniej – taka właśnie jest poetyka farsy, przyznać trzeba Cooneyowi, że z matematyczną precyzją doprowadza wątek każdego kłamstewka do końca, nawet, kiedy już widz zdążył zapomnieć, jaką to brednię zdołał Mortimer wymyślić, by tylko uratować swoją skórę.

Wiadomo, że Powszechny zaprawia aktorów w bojach farsowych, to jest wymagający gatunek sceniczny, także dlatego, że trzeba bardzo uważać, żeby kreska, którą autor namalował ów świat, w żadnej sekundzie nie była na scenie ZBYT gruba.

I dlatego przekonacie się, że najtrudniejsze zadanie miał Artur Zawadzki, który znakomicie, z zegarmistrzowskim wyczuciem wcielił się w biednego doktora Bonneya, wrobionego w ździebko późnawe ojcostwo.

 

2017, maj

ARCYDZIEŁO NA ŚMIETNIKU

Stephen Sachs

reż. Justyna Celeda

premiera 20 maja 2017

Maude jest samotną, raczej niestroniącą od bourbona eks-barmanką, która weszła w posiadanie (za 3 USD) pewnego obrazu. Wiele wskazuje na to, że jest to nieznane dzieło Jacksona Pollocka, ale żeby ten fakt udowodnić i uczynić z niej milionerkę, potrzebna jest ekspertyza. No więc nowojorski ekspert Lionel przyjeżdża do domu Maude, by wydać wiążącą opinię o autentyczności dzieła.

Może od razu powiem, że nie dowiemy się, czy Pollock jest prawdziwy czy też nie, bo też i nie o tym jest ten świetny tekst. W którymś momencie rozmowa Maude i Lionela o obrazie i jego pochodzeniu staje się wręcz jazdą bez trzymanki, bo schodzi na rzeczy znacznie ważniejsze od autentyczności obrazu -  na wiarę, sens życia, lojalność, samotność i rozpaczliwe poszukiwanie na świecie prawdy, naturalnie -  w naszym jej rozumieniu. Milena Lisiecka – wspaniała, można nawet odnieść wrażenie, jakby rolę bohaterki autor napisał specjalnie dla tej aktorki. Jakub Kotyński co prawda momentami przeszarżował, niepotrzebnie, ale i tak piątka z kropką. 

Kropka - za niepowtarzalną atmosferę tego spektaklu „dla emerytów” o piętnastej. Halinka, co ty robisz z aparatem? – słyszę z fotela obok. Ach, wiesz, zepsuło się wyłączanie, to baterię muszę wyjąć.

Życie.