TEATR NOWY W POZNANIU

 
2019, kwiecień, Opolskie Konfrontacje Teatralne
PAN TADEUSZ

Adam Mickiewicz; adapt. M. Grabowski, T. Nyczek

Reż. Mikołaj Grabowski

Premiera 13 października 2018 

Kilka scen było bardzo zabawnych, np. polowanie z Łukaszem Chruszczem w roli niedźwiedzia, atak mrówek, czy stosunek Tadeusza do cudzoziemskości Hrabiego z sosenką w ręku, może nawet ocierały się one o nadmierną efektowność, ale w sumie to dobrze, żeby młodzież zrozumiała, że nasza narodowa epopeja jest nie tylko kobyłą do przerobienia na polskim, ale i tekstem pogodnym, choć z przesłaniem może nie do końca optymistycznym, niektóre wszak diagnozy są dość mocno aktualne. (Szabel nam nie zbraknie – mówi Sędzia, kończąc jednak ten cudowny czterowiersz konstatacją „jakoś to będzie”). Spektakl jest polityczny bo i tekst taki jest, wystarczy podkreślić pewne wątki i mamy rzecz pasującą do wszystkich czasów. Więc i to przedstawienie jest o tym, co tu i teraz, z inteligentnymi odniesieniami do naszej współczesności, ale specjalnie bogatszy z tego spektaklu nie wyszedłem, bo ja już to wszystko – motyla noga – wiem…

Warto było jednak zobaczyć (wytężając słuch), bo spektakl jest popisem talentu aktorów Teatru Nowego. Z mało przecież ciekawego Tadeusza Jan Romanowski zrobił jednak młodzieńca z krwi i kości, choć istotnie mistrzem intelektu Tadeuszek nie jest. Mariusz Zaniewski – mimo że jest w drugim planie przez cały spektakl – z wyjątkiem spowiedzi, ale owa spowiedź Robaka jest najbardziej dojmującym momentem tego przedstawienia (szczególnie jeśli ktoś siedział bliżej sceny i wszystko słyszał),

w roli Hrabiego – świetny i obsadzony po warunkach – jak mówiono w kolejce do szatni - Mateusz Ławrynowicz, a najlepszą rolę tego przedstawienia zagrał Ildefons Stachowiak, Gerwazy, syn takiej Polski, której trzeba się bać.
 

2017, marzec

BĘDZIE PANI ZADOWOLONA, CZYLI RZECZ O OSTATNIM WESELU WE WSI KAMYK

Agata Duda-Gracz

reż. Agata Duda-Gracz

premiera 25 marca 2017

Siedzę sobie w bufecie pijąc kawę, a tu nagle zaczynają dobiegać dźwięki dość siermiężnej dyskoteki. Idę zatem na górę, rzuca się na mnie jakiś facet – jak się okazało świadek pana młodego - siarczyście w policzki całuje i wita na weselu, życząc dobrej zabawy. Obowiązki gospodarzy przyjęli wobec widzów wszyscy uczestnicy tej imprezy, konfundując ździebko przybyłych na uroczystą przecież premierę teatralną.

No i mamy oto wesele we wsi Kamyk, Zunia, kobieta z przeszłością, wychodzi za Siutka  - mężczyznę po przejściach, co gorsza – moczącego się w nocy. Ale każdy z rodziny i z gości ma na tym weselu coś za uszami. I ci żywi, i duchy też. Bo towarzyszy weselnikom przez cały czas cień Rycia - Zjeba, brata panny młodej, zabitego z okrucieństwem za swoje nieswoje przewiny. (Fenomenalna - sic! -scena zjebowej kaźni).

I trwa sobie to wesele, po mordach się biją, szukają zaginionej kiełbasy, po kątach się grzmocą, i patrzę i śmieję się i skulam w sobie troszkę też, i zastanawiam się – ale… o czym to jest? O zemście, sprawiedliwości, miłości, złu? O złu najbardziej. Ale tak naprawdę jednak to w ogóle nie ma znaczenia.

Bo Agata Duda-Gracz z poznańskim zespołem stworzyła spektakl olśniewający, totalny, wywołujący emocje, jakie tylko najlepszy teatr może dać. Uprzedzam, że te emocje są niekiedy nienazywalne, że bywają dokuczliwe, że wciskają w fotel albo - wywołują łzy śmiechu. Wyszedłem z Nowego i poruszony i jednocześnie rozentuzjazmowany. 

Proszę bez dyskusji jechać do Poznania.