TEATR NOWY W ŁODZI

 

2019, marzec

UTRACONA CZEŚĆ BARBARY RADZIWIŁŁÓWNY

Jarosław Murawski na podst. Alojzego Felińskiego

reż. Agata Puszcz

premiera 27 marca 2019 

Mamy oto Augusta do szaleństwa zakochanego w Barbarze, kobiecie - jak wiemy - po przejściach, ale nie wiemy (a dowiadujemy się), że owe „przejścia” na Litwie tamtych czasów nie były niczym szczególnym. Na Litwie bowiem kobiety i mężczyźni uprawiali seks – i chyba bardzo to lubili, niezależnie od statusu małżeńskiego, oczywiście mówiąc w pewnym uproszczeniu. Ale w Polsce wówczas seksu nie było w ogóle – jak można przypuszczać, więc z krakowskiego punktu widzenia przeszłość Barbary i w ogóle jej kompleksja była dla ówczesnych elit (i mamusi królowej) nie do zniesienia. No więc Barbarę systematycznie niszczono, powiedzielibyśmy dziś, że hejtowano. Ile w tych rozpowszechnianych i na Litwie i w Koronie jadowitych plotkach było prawdy? No właśnie.

To jest spektakl: lekki, wdzięczny, inteligentny, oczywiście dobrze napisany i z katorżniczą dyscypliną formalną przepisany, żartobliwy ale też o wcale niebłahych sprawach, momentami bardzo zabawny, pełen kpinek zarówno z tamtych jak i z tych czasów, oglądający się czasem w krzywym zwierciadle i żartujący sam z siebie, słodko i niekiedy dość bezpośrednio nawiązujący do tu i teraz, zaś bezpośredniość tych odwołań (np. Bona przed odlotem na Bari) jest naprawdę uroczą zabawą. Mam więcej ulubionych i scen i bon motów z tego przedstawienia, to był niesłychanie udany wieczór.

 PS. 61 lat temu Barbarę wystawił na tejże samej scenie Dejmek. Na scenie m.in. Mieczysław Voit, Eugenia Herman, Gustaw Lutkiewicz, Dejmkowi asystowała Krystyna Feldman, stosowny – przyżółkły plakat na półpiętrze.  Myślę sobie, że cienie wielkich Nowego mają z tej premiery naprawdę niezłą bekę.

 

2018, wrzesień

CZEKAM NA TELEFON

Mikołaj Lizut

reż. Mikołaj Lizut

premiera 17 lutego 2018

Zajmuję się na co dzień mniej więcej tym samym co bohaterka (może poza wpuszczaniem telefonów na żywo, co - jak widzieliśmy - może prowadzić na manowce), więc ciekaw byłem spektaklu i o radiu i o koleżance z pracy. Agnieszka (Kamila Salwerowicz) jest piękną kobietą o zdecydowanych poglądach, inteligentną i wygadaną, ale niestety – kiepską prezenterką. Przy jest mikrofonie egzaltowana, wygłasza jakieś prawdy o życiu i szczęściu rodem z bogatej twórczości Paulo Coelho w jałowych rozmowach ze słuchaczami. Jestem wrogiem takiego radia. Ale rzecz nie o tym, czy robi ona radio dobre czy złe, tylko o pewnym momencie w jej życiu, kiedy trzeba nie ma ucieczki przed powiedzeniem sobie na głos pewnych rzeczy, kiedy trzeba podjąć męskie decyzje, kiedy brak wyboru jest najgorszym wyborem. Niestety, nie dowiedzieliśmy się, dlaczego postanowiła wyrzucić TAMTO do kosza (swoją drogą, sprzątaczka miała rano niezłą bekę), przemiana naszej bohaterki dokonała się ździebko deus ex machina, jakby ominięto z 2-3 strony tekstu.

Radio dobrze wygląda na scenie, „przygody” ze słuchaczami właściwie z życia wzięte, co nie dziwi, bo autor jest radiowcem, może sam przeżył kontakty z nie do końca równoważonymi odbiorcami i – w sumie – oglądało mi się spektakl dość dobrze. Choć był trochę jak ta audycja radiowa, owszem - skupiłem się, krytycznie odniosłem się do warsztatu „koleżanki”, ale w samochodzie w drodze do domu już o wszystkim prawie zapomniałem.