TEATR MŁYN

 

2018, listopad

NIEDZIELNE POPOŁUDNIE

Natalia Fijewska-Zdanowska

reż. Natalia Fijewska-Zdanowska

premiera 24 listopada 2018

Ten spektakl może być wyjątkowo skutecznym środkiem antykoncepcyjnym. Jest także przestrogą przed małżeństwem, czy nawet szerzej – przed wchodzeniem w związki, nie tylko dlatego, że żyjąc ze swoim partnerem/partnerką, żyć musimy RÓWNIEŻ z ich matkami. Mamy oto parę – ona tuż przed rozwiązaniem, on – przed laptopem. Jest jeszcze wspomniana choć nieobecna ciałem mamusia, a nawet dwie, trafia do jednej z nich wynik ostatniego USG, z którym coś jest nie w porządku. A potem – nieledwie jak u Hitchcocka.

Gdybym był na miejscu chłopaka (bardzo dobry Michał Sitarski) – przedstawienie trwałoby może 10 min, do TEGO momentu. I niestety, nie będę ukrywał, nie zrozumiałem jego późniejszych motywacji. Ona (równie bardzo dobra Paulina Holtz) jest trochę karykaturalnie narysowaną psycholożką i psychoterapeutką, chyba nie do końca umiejącą zastosować teorię ze swojej dziedziny do codziennej, własnej zresztą – praktyki. Spektakl wciąga, tekst jest dobrze napisany, między aktorami jest chemia, ale co Autorka chciała przez to powiedzieć, i jaki jest morał płynący z tej historii - nad tym się zastanawiam wciąż i jeszcze.


PS. Pytanie do pp. Prawników. Jak mogę obrazić osoby, którym dzwoni telefon podczas spektaklu, tak, żeby uniknąć ew. kary za zniesławienie? Bo cisną mi się na usta wyjątkowo odrażające słowa, chyba raczej karalne.

Ręce opadają.
 

2018, maj

MASKA(RADA) GMINY

Natalia Fijewska-Zdanowska

reż. Natalia Fijewska-Zdanowska

premiera grudzień 2016

Rzecz z Polski powiatowej, a mówiąc ściśle – gminnej. Mamy oto wójta (niesłychanie wiarygodny w tej roli Jarosław Boberek), który utrzymuje się przy władzy od wielu kadencji, bo umie znakomicie pływać w mętnej wodzie. I o to, żeby była jeszcze mętniejsza, mają zadbać jego nowo zatrudnieni pełnomocnicy - konserwatywny Adam i liberalna Ewa. Jest jeszcze pani od wszystkiego – Wiesia. No i wiadomo, Adam i Ewa w którymś momencie będą mieli się ku sobie. Jak ta urzędowa love story się skończy? Oczywiście, można Maska(radę) oglądać jako komedię, ale uprzedzam, że jest to komedia jednak dość obficie okraszona goryczą. Istotnie – zgodnie z informacją na stronie internetowej – na scenie padają wyrazy nieparlamentarne, zwróćcie jednak uwagę, że wulgaryzmy tutaj są jednak poezją, szacunek zatem dla kompozytora i autorki, że potrafili profanum życia wznieść do sakralnego niemal poziomu liryzmu. 

No bo przecież – jakkolwiek to zabrzmi - w życiu używamy i brzydkich i ładnych wyrazów, zdarza nam się pójść i na zgniłe i na dorodne kompromisy, bywa, że zachowujemy się nikczemnie, a bywa – że wspaniale. I właściwie o tym jest ten spektakl. I o tym, że od gotowania kalafiorowej jest żona, a nie kochanka. Sic!

Warto.