TEATR KAMIENICA

 

2018, październik

CZARNA KOMEDIA

Peter Schaffer

reż. Tomasz Sapryk

premiera 17 września 2018

Mamy oto młodego rzeźbiarza (dobra rola Mateusza Damięckiego) i jego narzeczoną, którzy oczekując wizyty zamożnego mecenasa, by - zrobić na nim dobre wrażenie – pożyczają bez pytania cenne meble od swojego sąsiada. Do tego wszystkiego ma się zjawić papa narzeczonej, i istotnie się zjawia, oraz – co gorsza – wysiada światło. Prowadzi to wszystko oczywiście do katastrofy. Od prawie 60 lat spektakl gości na scenach całego świata, nic dziwnego - Schaffer wiedział, jak pisać dla teatru, wszak Amadeusz też najpierw powstał na scenę. A rolę Brindsleya na brytyjskiej premierze zagrał sam Derek Jacobi!

No pysznie. Jan Wieczorkowski gra w tym spektaklu sąsiada głównego bohatera, Harolda, który jest nie do zniesienia zmanierowanym gejem. I im bardziej w tę kliszę Jan Wieczorkowski wchodzi, tym większa uciecha widowni, no przecież, prawda, ha ha ha. Czytam ze zdumieniem, że jego postać jest „leciutko przejaskrawiona, ale bez przesady”. No, ze zdumieniem. W którymś momencie upija się - deklaratywnie niepijąca - sąsiadka, panna Furnival (Elżbieta Jarosik), no to wtedy to już zupełnie beczka śmiechu, aktorzy muszą robić pauzy żeby publiczność się wyśmiała, no nie można wytrzymać, przypomnę tylko, że nie ma nic zabawniejszego na scenie niż bełkocąca pijana kobieta.  

Ruch na scenie został wyreżyserowany z zegarmistrzowską precyzją i tu przed twórcami czapka z głowy, scenografia i kostiumy także robią wrażenie, ale co z tego, skoro prawie wszyscy aktorzy nie do zniesienia przerysowują swoje role?

Wyszedłem z Kamienicy przygnębiony i smutny, istotnie, czarna ta komedia.
 

2017, marzec

ROZKŁADY JAZDY

Petr Zelenka/Michael Frayn

reż. Adam Biernacki

premiera 8 marca 2017

To przedstawienie jest trochę jak palimpsest. Z zewnątrz farsa, a jednak - żart z farsy. O aktorach i teatrze, a w sumie o nas wszystkich zaganianych i nieogarniających, wywołuje śmiech, a przecież wcale nie jest aż tak zabawne. Rzecz o dwójce aktorów (Hanna Konarowska i Sebastian Cybulski), którzy próbują wystawić w teatrze Chińczyków Michaela Frayna, tekst napisany na aktorów siedmioro - grają tylko we dwoje.

No i właśnie tu jest pies pogrzebany – w pierwszej części muszą zagrać… złe aktorstwo. Z tym, że publiczność oczekująca farsy jest przekonana, że grają dobrze, właśnie tak, jak grać powinni. Podczas, gdy jest to żart Zelenki… I faktycznie, gdyby się tak dokładnie przyjrzeć, to są tam elementy celowo przerysowane, ale… wyłapałem je dopiero po prywatnej rozmowie z aktorami. 

Najpierw zwróciłem uwagę na drobiazgi - niepotrzebnie bohaterowie noszą imiona aktorów, nie wiadomo po co Sebastian czyta audiobooka „Jak pokochać centra handlowe” (bo publiczność tej książki nie zna i myśli, że to poradnik), nie zrozumiałem też żartu z nazwiska Cybulski podczas zamiawiania taksówki. 

Ale problem jest chyba szerszy - to w ogóle nie jest przedstawienie dla tej widowni. Ci, którzy przyjdą na farsę - będą zawiedzeni a nawet może zażenowani, a spragnieni specyficznego słodko gorzkiego czeskiego humoru Zelenki nie wytrzymają niezłych skądinąd acz całkowicie niekompatybilnych farsowych gagów Frayna.

Jak w czeskim filmie – nikt nic nie wie. Ale to nie jest jakaś radośnie pozytywna ocena tego przedstawienia…

 

2016, grudzień

WIERA GRAN

reż. Barbara Sass

premiera listopad 2012

Justyna Sieńczyłło fantastycznie śpiewa i to jeden z powodów, dla których warto Wierę Gran zobaczyć. To jest kameralny spektakl o artystce, która - pomawiana o kolaborację z Niemcami w getcie, walczy o godność, o możliwość śpiewania, wreszcie - o prawdę. Ale także o historii w ogóle, o tym, że w starciu z nią jesteśmy zupełnie bezradni i bezbronni.

Mamy paryskie mieszkanie Wiery Gran, które zmienia się w Carnegie Hall, w Cafe Sztuka w getcie, w sale koncertowe Paryża i Tel Aviwu, bo Wiera Gran wszędzie tam występowała, towarzysząc na scenie Edith Piaf czy Charlesowi Aznavourowi.  Zmienia się też owo mieszkanie w ubecką katownię czy granicę państwa z sowieckim pogranicznikiem... Zmienia się w więzienie zbudowane z plotek i pomówień, w którym - przez sądy oczyszczona z zarzutów, przez mściwych ludzi - bohaterka skazana na dożywocie.

Całość może ździebko zbyt ckliwa jak na moją gruboskórną wrażliwość, ale Justyna w niełatwej roli Wiery Gran jest świetna (towarzyszy jej Paweł Burczyk), a poza tym historia ta wychodzi poza mury teatru, i być może będzie mieć ciąg dalszy.

 

2016, październik

DOPALACZE. SIEDEM STOPNI DONIKĄD

Justyna Bargielska, Wawrzyniec Kostrzewski

reż. Wawrzyniec Kostrzewski

premiera 3 listopada 2016

Trochę się bałem, że spektakl będzie doraźną publicystyką, ale na szczęście moje lęki okazały się bezpodstawne. Nie jest to co prawda rzecz przeznaczona dla widzów w moim wieku, nie wszystko bowiem zrozumiałem, ale Antek P. (13 l.), który mi towarzyszył na premierze, był pod wrażeniem. I o to chodziło.

Twórcom udało się nie tylko zatrzymać uwagę Antoniego i uzyskać jego jednoznacznie pozytywną ocenę przedstawienia. Było to na tyle dobre, że Antek prawdopodobnie namówi kolegów na ponowne pójście do teatru i to całą klasą. Tak, w Dopalaczach jest obecny dydaktyzm. Nie, nie było to ani trochę żenujące. Wizualizacje Matyldy Wojciechowskiej – świetne, tekst mocny, zmuszający do myślenia i do zajęcia stanowiska (scena z przedstawicielem Chemii & Magii przekonującym o legalności dopalaczy – bardzo dobra), a aktorzy – grają „bez ściemy”.

Weź swojego nastolatka do teatru.