Teatr Druga Strefa

2018, kwiecień

NAD MOIM GROBEM NOC NIE ZAPADNIE

Fabrice Melquiot

reż. Krzysztof Kwiatkowski

premiera 4 listopada 2015

To nie będzie miły wieczór, uprzedzam, gdyby ktoś myślał, że wybiera się na farsę. Rzecz bowiem jest o stracie, o tym – że w sumie nie da się jej do końca przepracować, bo wraz ze stratą najbliższej osoby tracimy nieodwracalnie kawałek siebie. No, jakkolwiek to brzmi. Jest bowiem to jedno uczucie, które potrafi owładnąć naszym życiem w sposób totalny i okrutny, mianowicie - tęsknota. Za mężem, synem, bratem, miłością, inspiracją, za kimś, kim kiedyś byliśmy, ale już nie jesteśmy, za Elvisem wreszcie (sic!). Tyle w pewnym zwulgaryzowaniu.

Chwilę trwało zanim spektakl mnie wciągnął, ale potem – „trzymał” już za twarz bardzo mocno. Projekcje stanowiące ważną część przedstawienia, tym razem miały sens i uzasadnienie (bo zwykle pokazuje się na ekranach to, czego reżyser nie chciał albo nie umiał – na scenie), również brak umowności przy scenie miłosnej Laurki i Iwana tym razem nie raził, a jak wiemy jest powszechny zwyczaj rozbierania aktorów, z sensem czy bez, a poza tym spektakl jest świetnie zagrany. Nie wiem, czy Paweł Ferens nie ma minimalnie za małych szpilek, ale grany przez niego Louis, próbujący sobie poradzić z utratą syna, jest postacią jak z greckiej tragedii. 

Najtrudniejszą jednak rolę miał Konrad Szymański (Prawy), który jakby zabawką bawił się swoją postacią, z jej perwersyjnością, wrażliwością i poetyckością jednocześnie. 

Nie pierwszy i może nie najlepszy spektakl o tym, że lepsze życie jest gdzie indziej, ale warto, dobrze zrobione i poruszające.

 

2017, wrzesień

VLADIMIR

Matjaz Zupancic

reż. Jan Naturski

premiera listopad 2016

Mamy oto mieszkanie Alesza, Maszy i Mikiego, w którym mało co działa, i którego lokatorzy niespecjalnie dbają o czystość. Jest tam po prostu bajzel - jak to w studenckim mieszkaniu bywa. Jeden z pokoi stoi wolny i na siebie nie zarabia, więc musi zostać wynajęty. Casting na lokatora (jednoosobowy dodajmy) – wygrywa Vladimir. On dla odmiany wszystko umie naprawić, sprząta i do tego jest przy kasie. No ideał – wydawałoby się. Ale niestety, jak to we wspólnym mieszkaniu, wkrótce zaczynają się nieporozumienia. Do czego doprowadzą?

Świetnie skrojony thriller, w którym naprawdę nic jest jednoznaczne. Ja akurat trzymałem stronę Vladimira, gdyż nienawidzę nieogarnięcia u innych ludzi, ale nie mam pewności, czy wszyscy widzowie moje sympatie zrozumieją. Może jakoś mocniej bym zaczął i chwycił widza od razu za twarz, umizgi Alesza i Maszy – choć może słodkie, to za długie i ciągiem dalszym się niespecjalnie tłumaczące. Ale rozumiem – licentia poetica. Natomiast zwracam waszą uwagę na to, że nic na scenie nie pojawia się bezkarnie, więcej napisać nie mogę, żeby nie zepsuć suspensu. 

I jeszcze prośba do czytelników tej recenzji. Idźcie na to – w listopadzie, czy kiedy będzie grane. To naprawdę niezły spektakl, ze świetnym tekstem i z dobrym aktorstwem. Ba, jeden z lepszych, jakie ostatnio w mieście stołecznym widziałem.

Bardzo więc przykry był widok niezbyt pełnej widowni.