TEATR 6. PIĘTRO

2018, maj

NIEZWYCIĘŻONY

Torben Betts

reż. Eugeniusz Korin

premiera 2 grudnia 2017

Niezwyciężony to… imię kota, który stanie się jednym z najważniejszych (choć nieobecnych na scenie) bohaterów tego przedstawienia. Skąd się to imię wzięło i jaki los spotka owo wredne kocisko?

Zapowiada się na zwiewną farsę. W akcie 1. - do jakiejś dziury na północy Anglii przeprowadzają się z Londynu Emily i Oliver, z dwójką dzieci. Ona – nieznośnie egzaltowana weganka, on – sfrustrowany urzędnik państwowy. Zapraszają na zapoznawczy wieczorek swoich sąsiadów – nieco nieokrzesanego Alana i jego trochę znudzoną życiem żonę Dawn. Mogła być pyszna zabawa stereotypami, zetknięciem przeciwieństw londyńczyków z mieszkańcami prowincji. Ale im dalej w ten las szliśmy, tym mniej zabawniej się robiło. 

Torben Betts napisał genialny tekst, dający aktorom – z jednej strony pole do komediowego popisu (a więc i niebezpieczeństwo, że przeszarżują, a tu istotnie można). Z drugiej strony – ten śmiech w ułamku sekundy zmieniał się w nieledwie wyciskający łzy dramat czy nawet tragedię, naprawdę nieprawdopodobnie odległą od farsowych i bardzo momentami zabawnych bonmotów. Choć na scenie cała czwórka jest świetna, to jednak najtrudniejszą rolę miała (i zagrała ją wspaniale) – Aleksandra Popławska. 

Porównanie Bettsa do Czechowa, jakiego użyto w opisie spektaklu, może być uznane za nadużycie, ale zauważmy, że Emily i Oliver jednak wracają, nie do Moskwy co prawda - a do Londynu, a  Alan i Dawn zostaną. Nie wiadomo, czy po wyjeździe sąsiadów w ich życiu będzie „jak kiedyś”, jak u Czechowa. Raczej na pewno nie. I na pewno Alan nie wróci do malowania. Krytykę  z ust Emily zniósł jednak fatalnie.

 

2018, marzec

POLITYKA

Włodzimierz Perzyński

reż. Eugeniusz Korin

premiera 10 stycznia 2015

Zwariowałbym oglądając tylko teatr postdramatyczny, 2.0 itd. Dlatego też – dla równowagi estetycznej i emocjonalnej, oraz by odrobić zaległości – Polityka na 6.piętrze.

Miałem to szczęście, że trafiłem na spektakl jubileuszowy Joanny Żółkowskiej, która właśnie obchodziła rocznicę pracy artystycznej, były kwiaty, przemówienia, piosenka, list od ministra. 45 lat… To w sumie nie tak dużo, mam rok więcej, a czuję się niesłychanie młodo. W każdym razie Pani Joannie składam serdeczne gratulacje i również mam nadzieję, że „jeszcze trochę pogra” – jak się wyraziła.

Obsada gwiazdorska, fantastyczna także Hanna Śleszyńska, bardzo dobra Małgorzata Socha, fajna choć niewielka rola (karierowicza Kiełbikowskiego) - Bartka Firleta, całość pokazana – z dystansem - w konwencji filmu przedwojennego, starannie wyreżyserowane i brawurowo zagrane i nie roszczące sobie, poza tym – co niesłychanie istotne – żadnych pretensji. Rzecz najkrócej mówiąc o tym, że prawicowy polityk zakochuje się w lewicowej posłance, w tle tej miłosnej intrygi cały świat skorumpowanej i nie do końca kompetentnej elity politycznej tamtych czasów. 

Dopiero teraz przeczytałem recenzje, które ukazały się po premierze – krytyka w większości załamywała ręce, a po trzech latach na afiszu na widowni był komplet. I tym faktem też trzeba umieć sobie dać radę.

 

2017, kwiecień

OŻENEK

Mikołaj Gogol

reż. Andrzej Bubień

Premiera 11 marca 2017

Teoretycznie głównymi bohaterami gogolowego Ożenku są wszyscy kawalerowie starający się o rękę Agafii, ale mam nieodarte wrażenie, że w inscenizacji na 6.piętrze jest nim jednak Koczkariew (Piotr Głowacki), który na siłę próbuje wyswatać Podkolesina (Michał Żebrowski). Nawet - bardziej niż na siłę, jakby chciał, żeby to małżeńskie zło spłynęło jak najszybciej i na jego przyjaciela, mającego dobre, spokojne życie i ździebko rozbrykanego służącego (Kamil Szklany). Nie mam jednak pewności, czy ten przymus nie był za mocno przez reżysera podkreślony, momentami Piotr Głowacki przeszarżowywał, a im bardziej przeszarżowwyał, tym zbierał większe brawa z widowni. Pozostali kawalerowie – cud, miód & malina. Widziałem po raz pierwszy w życiu Cezarego Pazurę na scenie, zachęcam do częstszych angaży, szczególnie w klasyce, jego Żewakin – choć pogodzony z losem i jakoś tak franciszkańsko pogodny, ma jednak w sobie coś  słowiańsko smutnego. Anoczkin (Janusz Chabior) z uroczym dystansem do własnej fizyczności, a Jajecznica (Cezary Żak) – kompletnie bez dystansu do całokształtu, ale także gogolowsko zabawny. A Podkolesin? Naprawdę mu się nie dziwię, dobrze, że była dziura w ścianie i można było zbiec, wszak Agafia Tichonowna (Paulina Chruściel) jest przecież zakłamaną idiotką. A nie słodkim głuptaskiem, jak ją widzieli inni reżyserzy. 

A scenę kradnie kolegom Joanna Żółkowska (Arina Pantelejmonowna). W którymś momencie siedzi i je pestki słonecznika. I z niezwykłą dezynwolturą wypluwa łupinki na podłogę. I dla plującej Joanny Żółkowskiej zobaczyłbym Ożenek raz jeszcze. 

 

2016, czerwiec

WUJASZEK WANIA

Anton Czechow

reż. Andrzej Bubień

premiera listopad 2015

Wujaszek Wania w 6.piętrze jest bardzo pięknym przedstawieniem. 

I chwała Bogu – o lęku przed życiem, jak to u Czechowa, nie zaś o np. sytuacji w Rodezji. Może zrobione to „po bożemu” (jak się mówiło na mieście), może nienowocześnie, ale ja tak wolę. Bo tekst Czechowa jest na tyle dojmujący i w zupełności aktualny, że nie ma żadnej potrzeby, by go jeszcze w jakikolwiek sposób uwspółcześniać. 

Aktorzy grają świetnie, to była ogromna przyjemność móc podziwiać ich grę. (Zabrzmiało staromodnie? Słusznie, tak miało być). Popisowa i nieprzeszarżowana rola tytułowa Wojciecha Malajkata, Michał Żebrowski powinien częściej się pojawiać w klasyce, jako Astrow jest świetny. Irena Jun – wspaniała, a Anna Dereszowska – jak zawsze piękna. I cudowny epizod Joanny Żółkowskiej w roli matki. 

Na samym końcu, pamiętacie - kiedy już Sieriebriakow z Heleną wyjeżdżają, kiedy zostaje po nich tylko zapach perfum, Niania z ulgą konstatuje, że wszystko będzie jak dawniej, że znów herbata będzie o siódmej, zaś Sonia z Wujaszkiem - zabierają się za zaległe rachunki. 

I coś wtedy ściska w gardle. 

 

2016, maj

MIŁOŚĆ W SAYBROOK

Woody Allen

Reż. Eugeniusz Korin

Aż nie chce się wierzyć, że coś takiego mógł napisać Woody Allen, który jest przecież cudownie zabawnym gościem. 

Idzie mniej więcej o to, że w domu w tytułowym Saybrook spędzają weekend dwa małżeństwa. Mąż zdradza swoją żonę z żoną drugiego, a potem pojawia się małżeństwo trzecie, którego przybycie fakt ten światu oznajmi. No dobra, niech będzie, w końcu to farsa. Niestety - całość jest przeplatana dowcipami na poziomie minus 6 (również z odniesieniami do tu i teraz, z pewnością nie allenowskimi) oraz – o zgrozo – wstawkami z przebojami o miłości - Roxette, Beatlesi itd. Jest to czymś koszmarnym. 

Andrzej Poniedzielski zagrał alter-ego Allena w sposób jakiś zestresowany albo ze zbyt wielką dezynwolturą, coś w tej postaci było sztucznego. Pozostali aktorzy robią co mogą, ale i tak Szymona Bobrowskiego i Marcina Perchucia żal. Reszty też.

Okropne.