2016, październik

LENI RIEFENSTAHL

I.Gańczarczyk, Ł.Wojtysko

reż. Ewelina Marciniak

premiera 5 listopada 2016

Jechałem do Katowic z ogromnymi oczekiwaniami, zachwycony Księgami Jakubowymi pani Eweliny w stołecznym Powszechnym. Leni jednak rozczarowała. Aktorzy co prawda grają świetnie (i z poświęceniem), ale tekst wydał mi się jakby niedokończony, poszarpany, bez kropek ani nawet znaków zapytania. A pytania są ważne – czy cel uświęca środki? Czy Riefenstahl powinna była kręcić filmy tylko dlatego, że mogła, bo mieli do niej słabość Hitler z Goeringiem? Wreszcie - czy talent usprawiedliwia kolaborację z mordercami. Cóż, jest kojarzona do dziś z faszyzmem i ten epizod w jej bardzo długim życiu opisywała w kilku autobiografiach. Która z nich i - czy w ogóle któraś - jest prawdziwa? Nie mam pewności, czy Elfriede Jelinek – ważna w spektaklu postać, pewnego rodzaju prokurator pamięci – zna na to pytanie odpowiedź.

Ewelinie Marciniak świetnie wychodzą sceny choreograficzne z nagimi aktorami. Ta erotyczna, nie pornograficzna ze Śmierci i Dziewczyny, orgia w Księgach, taniec Nubijczyków w Leni. I jakkolwiek to zabrzmi – jest p. Ewelina jedynym reżyserem w kraju, który aktora umie rozebrać i wie, po co to robi. Dlatego i w tym przedstawieniu tenże kostium nie wywołuje zażenowania ani u aktorów, ani u widzów. Ale faktycznie – Leni jest raczej dla widzów dorosłych. 

I mała uwaga… Na widowni w ostatnich rzędach pięknego skądinąd Szybu Wilson było bardzo źle słychać. Niestety, nie udało mi się wejść dostatecznie mocno w tę opowieść, bo skupiałem się na zrozumieniu aktorów, szczególnie tych, którzy grali w maskach… Mam nadzieję, że akustycy już to naprawili, bo na premierze było naprawdę fatalnie.