TEATR ŁAŹNIA NOWA

 

2018, grudzień, 11. Międzynarodowy Festiwal Teatralny Boska Komedia

KONFORMISTA 2029

Alberto Moravia, adapt. M. Pakuła

reż. Bartosz Szydłowski

premiera 20 kwietnia 2018

Mamy rok 2029 i świat, którego dziś się boimy (jak sądzę), świat całkowicie opanowany przez ideologię, co się przyjmuje z dobrodziejstwem inwentarza, bez najmniejszych protestów. I w tym świecie Marcel Klerykoski (fantastyczna rola Szymona Czackiego) próbuje normalnie funkcjonować, chce – jak każdy - być potrzebny. Nie jest jakoś do owej ideologii przywiązany, no ale skoro właśnie ona nadaje ton życiu, więc tak trzeba żyć. Zabić profesora? No problem, zabije. Misja w Paryżu? No jasne, to przy okazji weźmie romantyczny ślub (świetna w roli żony Anna Paruszyńska). Słowem – Marcel taki facet, który nie wiadomo, co myśli, któremu wszystko jedno, który – przekręcając trochę Kisiela – nawet nie wie, że jest w dupie, ale próbuje się tam urządzać.

Świetny, rewelacyjnie zagrany i – trafny niestety – spektakl polityczny, może utopia, może wizja, a z pewnością – próba pokazania tego, że chcemy tego czy nie – wszystko jest polityką i że od polityki ucieczki nie ma, co oczywiście ma swoją cenę. Konformista zahacza o groteskę, np. cudownie zabawne są sceny Marcela z Orlandem, jego oficerem prowadzącym z Chicago, ale śmiech ten w którymś momencie grzęźnie, robi się zupełnie niewesoło, ta wizja jednak wywołuje strach…

Czy jest zatem ratunek? Quadri ustami Krzysztofa Globisza daje Barańczakiem jakąś nadzieję. Nikłą, ale jednak.

Zdecydowanie zasłużone Grand Prix dla Szymona Czackiego za najlepszą rolę męską Festiwalu.

 

2018, grudzień, 11. Międzynarodowy Festiwal Teatralny Boska Komedia

WAŁĘSA W KOLONOS

Jakub Roszkowski

reż. Bartosz Szydłowski

premiera 8 września 2018

Postać Lecha Wałęsy (fantastyczny Jerzy Stuhr) jest w tym spektaklu jedynie pretekstem, żeby zastanowić się nad znaczeniem mitów w naszym życiu. Czym i kim byliby Grecy bez swojej mitologii? Jak to możliwe, że czcili bogów, którzy mieli – mówiąc delikatnie – poważne skazy w swoim życiorysie? Przecież Dejanira mogła wyprać w czymś innym koszulę dla Heraklesa… Wszak Parys mógł być gejem. No ale mity przetrwał w formie, jaką znamy dziś, i nikt sobie nie wyobraża, żeby było inaczej. A jednak – gdyby było? A kim bylibyśmy my, Polacy, bez mitów naszych?

Nie ma chyba nikogo obojętnego wobec postaci (no i mitu) Lecha Wałęsy, ta nasza zasklepiona i przecież niezmienna o nim opinia, jest też częścią innych polskich postaw – pogardy, nienawiści, źle pojętej wspólnoty opartej na zawiści i destrukcji, obojętności – w najlepszym wypadku. Tę sytuację wpisał Bartosz Szydłowski w antyczną opowieść o starzejącym się Edypie, który przybywa dożyć swoich dni w Kolonos. A na scenie, obok Edypa/Wałęsy, także jeżdżący na hulajnodze Polinejkes, przebiegły Kreon, kupujący – dosłownie – poparcie chóru, czy nijaki Tezeusz. Każdy z nich chce przy Edypie uszczknąć coś dla siebie. Skądś to znamy?

A Wałęsa, jak to Wałęsa, z krzywo przypięta Matką Boską, siada sobie na taboreciku i niespiesznie naprawia radyjko, patrząc na to wszystko z takim jakby uśmieszkiem, trochę jakby wiedział, jak i czym to wszystko się skończy. 

 

2017, marzec - Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych w Łodzi

WSZYSTKO O MOJEJ MATCE

Tomasz Śpiewak

reż. Michał Borczuch

premiera 22 kwietnia 2016

Tym razem na łódzkim festiwalu – sztuka „nieprzyjemna”. Choć, gdyby się tak zastanowić głębiej? 

Wszystko o mojej matce jest projektem (nośne słowo) zaprzyjaźnionych ze sobą artystów – reżysera Michała Borczucha i aktora Krzysztofa Zarzeckiego. Obaj urodzili się w tym samym roku, obaj mają na drugie imię Karol – łatwo więc zgadnąć, z którego są rocznika. I obaj są półsierotami, ich mamy zmarły na raka, kiedy Michał był dzieckiem, a Krzysztof – maturzystą. 

Jednak wbrew tytułowi to przedstawienie jest nie o matkach, ale - o pamięci. O tym, że wbrew naszej woli zmienia obrazy tego co było w to, co mogłoby być, upiększa brzydką, ale minioną codzienność, że ci, których kochaliśmy, zostają w naszej pamięci wcale nie takimi jakimi byli, ale takimi, jakimi chcielibyśmy, żeby byli. To także rzecz o zwyczajności życia i tego w fabryce kosmetyków i tego w teatrze, i o zwyczajności choroby i śmierci. Od razu mówię – nie spodziewajcie się elegijnego spektaklu o tęsknocie i bezwarunkowej miłości dziecka do matki, są tam także sceny, które mogą dość mocno skonsternować i wbić w fotel, a monolog kończący spektakl - prawie wyciska łzy.

Przedsięwzięcie ryzykowne, bo można było popaść w tanią łzawość. Ale myślę sobie, że mamy obu panów pewnie za każdym razem mają niezłą bekę, kiedy skądś tam z góry patrzą na scenę. Bo miało być o matkach i kobietach, a wyszło o mężczyznach. I o naszej męskiej nieumiejętności radzenia sobie z odchodzeniem, ze stratą i ze śmiercią.