STARY TEATR W KRAKOWIE

2017, czerwiec

Wesele

Stanisław Wyspiański

reż. Jan Klata

premiera 12 maja 2017

Prawie jak Dziady Dejmka – westchnęła jedna z widzek, stojąc w kolejce po wejściówki przy Jagiellońskiej. Prawie. Bo jak twierdzi moja teściowa - była i widziała – Dziady były spektaklem raczej kiepskim, podczas gdy Wesele w Starym jest przedstawieniem wielkim.

Trzy godziny mijają niespostrzeżenie. Nie pamiętam tak dokładnie tekstu Wesela, ale mam wrażenie, że Jan Klata odniósł się doń z szacunkiem, w każdym razie fraza Wyspiańskiego w ustach fantastycznych aktorów Starego brzmi jak… baśń, jak przestroga, jak nagana, jak czułość, jak tęsknota, jak wyrok. Kilka scen wbija w fotel, nawiedzenie Poety przez Rycerza Czarnego, monolog Stańczyka, finał. 

Okoliczności, w których oglądamy ten spektakl, są przykre. Szkoda teatru, szkoda zespołu, szkoda talentu. Mało było Polskiego we Wrocławiu, prawda? Gdy Czepiec pyta Dziennikarza, cóż tam panie w polityce, rozlega się histeryczny śmiech, który zostaje w głowie i ją rozsadza. Próżno też spodziewać się tańca Chochoła, bo jest nim cały ten spektakl, jakby zatańczony do zupełnie innej muzyki niż nam teraz grają. 

Więc proszę jechać do Krakowa i oglądać, bo wiadomo, że nowe będzie grać Starym inaczej. I że Czepiec z Dziennikarzem śmiać się już raczej nie będą.

 

2017, kwietnia - 37. Warszawskie Spotkania Teatralne

PODOPIECZNI

Elfriede Jelinek

Reż. Paweł Miśkiewicz

Premiera 9 kwietnia 2016

Widzowie wychodzili poruszeni, a ja zirytowany. Najwyraźniej jestem nieczuły na los uchodźców albo na prowokację austriackiej noblistki. A może nie? Skoro po Wściekłości w Powszechnym prawie nie mogłem ze wzburzenia spać? No nie wiadomo.

Rzecz jest o uchodźcach z roku 2014 i Jelinek napisała Podopiecznych o wiedeńskich wydarzeniach związanymi z nimi. Przyjechali do Europy po lepsze życie, z Afganistanu i z Pakistanu, zaproszeni uprzejmie przed jednego z ważnych europejskich polityków (mówiąc ściśle: jedną polityk). 

Widziałem rok później w Wiedniu, nie w kościele - ale na nowo oddanym dworcu centralnym - koczujących uchodźców syryjskich. I tym i tamtym Austria stawia pewne warunki, mają – mówiąc w pewnym skrócie – żyć tak, jak żyją Austriacy. I zdaje się, że ten dość naturalny warunek jest niespełnialny, wbrew padającym ze sceny – CHCEMY – większość nie chce.

Skoro masowo wyjechali do Niemiec, gdzie zasady są liberalniejsze, zasiłki są wyższe i gdzie już są znajomi. Więc – proszę wybaczyć, ale nie ulegnę szantażowi emocjonalnemu autorki, która „sprawdza” wartości Europy. Nie lubię takiej publicystyki i tyle. 

 

2017, marzec - Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych w Łodzi

TRIUMF WOLI

Paweł Demirski

Reż. Monika Strzępka

Premiera 31 grudnia 2016

Historii złych jest na świecie cała masa. Łatwo je znaleźć i opowiedzieć, gorzej z tymi dobrymi. Bo po pierwsze – częściej są ukryte, po drugie – bywają bezbronne i łatwo je wyśmiać, wreszcie – bywa, że ocierają się o okropną egzaltację. Ale mimo wszystko, dobre historie są nam do życia bardzo potrzebne. Jak tlen. 

Krakowski spektakl widziałem w Łodzi w ramach Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych. Łódzka publiczność po tym przedstawieniu dosłownie zwariowała, i nie chciała aktorów ze sceny wypuścić, bisowali trzykrotnie. I podobno zawsze dzieje się to samo. Śmiałem się do łez, kilkakrotnie na granicy histerii, a widzowie obok i tę granicę przekraczali. 

Rzecz traktuje o: drużynie Samoa, której wreszcie udaje się strzelić gola, o przyjaźni człowieka i pingwina, o unii walijskich górników i gejów, o mongolskim chłopcu, który wygrał wyścig konny i o tym, że nie wie, co to aktorstwo ten, kto nigdy nie był Świętym Mikołajem. I o innych fajnych historiach, niekiedy bardzo egzaltowanych. 

Triumf woli jest przedstawieniem rewelacyjnie zagranym, Dorota Segda w roli pierwszej kobiety maratonki – do zjedzenia, Dorota Pomykała, Anna Radwan, świetni są wszyscy, łącznie z najmłodszym w zespole - Krystianem Durmanem. A Krzysztof Zawadzki w roli porobionego nieco Willa Szekspira, mówiącego tekstem swoim i nieswoim – po prostu wymiata.

Pani Doroto, pani biegnie!