FESTIWAL KONTAKT

2018, maj, Maxim Gorki Theater w Berlinie

PO NAS CHOĆBY KOSMOS

Sibille Berg

reż. Sebastian Nubling

premiera 24 września 2017

One cztery, później - ich czterech, mówią tym samym głosem, ubrani w jednakowe kombinezony w jaskrawym pomarańczowym kolorze, i w kaski. Mamy nieokreśloną, acz wydaje się, że nieodległą przyszłość, na ziemi wydarzyły się wszelkie możliwe okropieństwa, ona bierze udział w castingu na wyprawę na Marsa, ale warunek jest jeden – trzeba znaleźć faceta, żeby rodziły się dzieci, żeby na tym Marsie zacząć budować nowe społeczeństwo. No i nie jest z tym łatwo. To w telegraficznym skrócie.

Trzydzieści lat temu byłbym zachwycony, w Toruniu obejrzałem bez idiosynkrazji, acz z dojmującym odczuciem, że to ani dla mnie ani o mnie. 

Niemniej – podkreślę -  Gorki także dla gimbazy gra atrakcyjnie i mądrze, o czym głośno i z uznaniem po spektaklu mówiła krytyka mająca we wspomnianym wieku progeniturę.

 

2018, maj, Theater Basel

LEONCE I LENA

Georg Buchner

reż. Tom Luz

premiera 26 października 2017

Lenę nudzi bycie księżniczką, nudzi ją również konieczność wyjścia za mąż i stawienia czoła obowiązkom z tego wynikającym. Księcia Leonce’a – również. I pech chce, że uciekając przed przypisanym sobie losem – spotykają się. Cóż z tego spotkania wyniknie? Co będą mieli sobie do powiedzenia? 

To, co widzieliśmy na toruńskiej scenie było jakimś połączeniem Łysej Śpiewaczki z Iwoną Księżniczką Burgunda, z Komediantem Bernharda i pewnie jeszcze wieloma innymi arcydziełami, całość – że się tak wyrażę – podlano sosem z Tanga i – obficie, najobficiej -  z klasycznej komedii dell’arte.  Patrzyłem na tę mieszankę na scenie jak w hipnozie, oczarowany i zachwycony, choć dopiero po dłuższej chwili zrozumiałem, o co mniej więcej chociaż chodzi.  

Piękny i tak poruszający spektakl o… nudzie. I o samotności, niekompatybilności, strachu przed życiem, połowiczności, zresztą w sensie dosłownym, nie pozostawiają złudzeń przecięte pianina.

O absurdzie życia, a jednak tego życia apologia, choć bywa nędznie, nudno i mizernie. I mimo wciskającej w fotel sceny kończącej, w której na owym przeciętym pianinie gra tę samą i tę samą melodię rękaw koszuli wciągnięty w jakąś maszynę do prasowania. 

Cóż, wystarczy ją jakoś zaprogramować i - lepiej albo gorzej – będzie grało. Niestety.