TEATR AKADEMII SZTUK TEATRALNYCH W KRAKOWIE

 

2019, maj, w ramach 37. Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi 

SPALENI SŁOŃCEM_SECONDHAND_

reż. Agnieszka Glińska

premiera 9 listopada 2018 

Rzecz na podstawie czy też inspirowana filmem Nikity Michałkowa, zauważmy, że spektakli, które odwołują się do kina powstało w tym sezonie wyjątkowo dużo. Część z nich dyskutuje z tymi filmami, część puszcza doń oko, inne bawią się filmową konwencją itepe. Wiadomo, stare dobre małżeństwo kina i teatru.

Kłopot wówczas, gdy bez znajomości filmu do którego przedstawienie nawiązuje, nie ma sensu iść do teatru, taka sytuacja ma moim zdaniem miejsce z Kinem Moralnego Niepokoju w Nowym, także i ten krakowski dyplom wydał mi się nieco zawiły, bo owszem, Michałkowa widziałem, ale było to 24 lata temu. Więc poza ogólnym zarysem i klimatem, nie za wiele ze Spalonych pamiętam, dlatego momentami trudno było mi zrozumieć co i dlaczego działo się na scenie z bohaterami.

Ale – w tym przypadku może to niespecjalnie istotne? Bo z perspektywy czasu myślę sobie, że to przedstawienie faktycznie jest rozwinięciem myśli Czesława Miłosza ze Zniewolonego Umysłu (do przeczytania w programie) o różnicy między aktorstwem w teatrze a aktorstwem życia codziennego. W czasach o których opowiadał Michałkow, owo codzienne aktorstwo musiało być perfekcyjne po prostu - żeby przeżyć, grali zatem wszyscy, jednocześnie wiedząc, że i inni grają.

Wiec ten film mógł być idealną lupą, przez którą można szukać odpowiedzi na pytania - co się np. dzieje, jak już nie można wyjść z wybranej przez nas roli? A dziś - Ile w nas aktorów?  I czy na pewno wiemy, kiedy kończą się grane przez nas spektakle?

 

2019, maj, w ramach 37. Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi

ZACHODNIE WYBRZEŻE

Bernard-Marie Koltès

reż. Maja Kleczewska

premiera 23 lutego 2019 

Mroczne, brudne (oraz mokre), smutne i pozbawione nadziei wzbudziło na łódzkim festiwalu dużo emocji, mała scena Nowego nie pomieściła wszystkich chętnych widzów, szkoda. Zobaczcie w Krakowie, póki czas, warto dla znakomitego aktorstwa, wszyscy bowiem na scenie stworzyli wrażenie, jakby z Mają Kleczewską pracowali od lat, jakby ta praca przebiegła lekko i bezboleśnie, podczas gdy wiadomo, że tak nie było, bo nigdy nie jest. Historia jest może i banalna, może i naiwna, rolex i jaguar są symbolem życia, z którym bohater grany przez Ireneusza Mosio chce się rozstać. I istotnie się rozstaje, a zegarek i auto trafiają do ludzi zamieszkujących hangar przy tytułowym West Pier. I tam czekają na prom, który nie chce przypłynąć. Oczywiście w pewnym zwulgaryzowaniu streszczając.

Kiedy wszedł na scenę bohater (bohaterka właściwie) grany przez Michała Sikorskiego, pomyślałem – dziwna ta dziewczyna, no ale to Kleczewska, więc luz. Dopiero w połowie spektaklu zorientowałem się, że pod peruką i sukienką kryje się jednak aktor, nie aktorka. Zdaję sobie sprawę, że zagranie płci przeciwnej (czy też transwestyty) jest dość podstawowym zadaniem aktorskim, ale naprawdę, zobaczcie. Zasłużone wyróżnienie dla p. Michała, zdecydowanie.

Świetni również i zapadający w pamięć pp. Aleksander Talkowski i Maja Wolska, na szczęście reżyserka każdemu z aktorów dała możliwość pokazania talentu w tym spektaklu, jak na dyplom przystało.

Niestety, nie było to regułą, no ale to już inna opowieść.

 

2019, maj, FILIA WE WROCŁAWIU, w ramach 37. Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi

SŁABY ROK

reż. Martyna Majewska

premiera 12 kwietnia 2019 

Spektakl rozpoczyna się od sceny egzaminu, podczas którego aktorzy podlegają dość surowej ocenie. I ta właśnie scena mogła wywołać niezadowolenie czy furię wśród pedagogów, bo choć wydala mi się nieco przerysowana i ździebko groteskowa (mówiono mi, że wcale nie), to jednak wprost i zupełnie serio nazywa się tutaj okrucieństwem fakt szufladkowania ich talentu, wrażliwości, umiejętności i – o zgrozo - fizyczności. Profesorowie nazwali ich „słabym rokiem”, bo „tak się przecież mówi”, prawda? Ale - jak z taką opinią żyć? Właśnie o tym jest to znakomite przedstawienie.

Bardzo dobrze się stało, że Słaby Rok - po karczemnych awanturach – został w Łodzi pokazany, nie będę pisał może, co tę aferę wywołało, bo nie w tym rzecz, zarzutem była – mówiąc najkrócej – zbyt mała „lalkowość” tego spektaklu, mówiono, że nie reprezentuje ono SPECYFICZNYCH umiejętności absolwentów Wydziału i dlatego nie można tego światu pokazać. Nie wiem, nie znam się, może gdyby lalek było tam o 7%, 13% lub 17% więcej – nie byłoby całego zamieszania. No może. Żart. Teraz pauza psychologiczna…

Wiem tylko tyle, że obejrzałem poruszający, zabawny, ale i bardzo gorzki spektakl tak wiele mówiący o nie do końca normalnym świecie, który nas otacza, i o wrażliwych utalentowanych ludziach, którzy właśnie zaczynają na tymże świecie dorosłe życie.

Życzę wszystkim, żeby byli „jak Janusz Gajos” i dziękuję za fantastyczne dwie godziny mojego życia, które spędziłem z Wami w teatrze.

 

2019, maj, FILIA WE WROCŁAWIU, w ramach 37. Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi

JUTRO ZAWSZE BĘDZIE JUTRO

na podstawie songów Bertolda Brechta

reż. Wojciech Kościelniak

premiera 14 listopada 2018

Oszalałem. Łódzka współpublicznosć też, bo takiej dawki nieprawdopodobnej energii ze sceny przyjąć bezkarnie niepodobna. Widać było krew pot i łzy, które niewątpliwie towarzyszyły katorżniczej pracy, jaką aktorzy w to przedstawienie włożyli, widać było pasję, błysk w oczach i radość z bycia, grania i śpiewania w tym miejscu i w tym czasie. A brechtowskie songi, których dość dawno nie słuchałem, okazały się tak bardzo o tym, co tu i teraz, o miłości, marzeniach, niepewności tytułowego jutra, okazały się także - co podkreślał reżyser - materiałem wybuchowym , przeraźliwie dojmującą przestrogą przed nieszczęściem wojny.

Fantastyczne i dopracowane w najdrobniejszym szczególe są sceny zbiorowe,  i – pełne talentu te solowe. Chcę podkreślić, że znakomici są wszyscy występujący w tym spektaklu aktorzy, ale nagrody dla Żanety Homy szczególnie mnie ucieszyły, gdyż wydawało mi się, że dotychczas nikt nie zaśpiewał Ballady o martwym żołnierzu lepiej i mocniej od Elżbiety Wojnowskiej.

A jednak.

 

2018, grudzień

MÓJ NIEPOKÓJ MA PRZY SOBIE BROŃ

Mateusz Pakuła, dram. W. Loga-Skarczewski

reż. Wiktor Loga-Skarczewski

premiera 10 grudnia 2018

Świat się często dobrze składa, naprawdę. Akurat byłem w Krakowie, akurat zabrakło biletów na jeden z „boskich” spektakli, i - akurat Wiktor miał premierę spektaklu ze swoimi studentami. Świat się często dobrze składa…

Utopia? Przestroga? Czy tylko wizualizacja sumy wszystkich naszych lęków? A może ten świat już trochę taki jest, tylko nie dopuszczamy tej myśli do siebie, broniąc się nogami, rękami, wrażliwością, strachem i niepokojem, który nosi przy sobie broń, hm? Przecież już zmieniane są znaczenia najważniejszych słów, tych definiujących nasze życie. Przecież już nie umiemy ze sobą rozmawiać i patrzyć prosto w oczy, za to - mamy słowotok na messendżerze, i bez przerwy wrzucamy jakieś selfies do Internetu, przecież wodzirej telewizyjnego show jest właściwie tylko minimalnie przerysowany, przecież jeśli jesteś w jakikolwiek sposób inny, no to przecież – pedał, a przecież… itp.itd.

W spektaklu dopracowana jest każda sekunda, widać fantastyczną robotę choreografa i scenografa, widać krew, pot, łzy i talent aktorów, którzy opowiedzieli tę historię o dziwnej peregrynacji Guliwera bez cienia fałszu, zadając i mądre i trudne pytania o ten śmietnik, w którym przyszło nam żyć.

Bardzo dobre przedstwienie.